Polichromie warte rozgłosu

Urszuli Gulbińskiej-Konopie (na zdjęciu) oraz Łukaszowi Konopie udało się odkryć tajemnicę cennych polichromii znajdujących się w Piwnicy pod Fortuną

W należącej do dawnego lubelskiego rodu Lubomelskich kamiennicy pod adresem Rynek 8 dokonano wielkiego odkrycia, zmieniającego wymowę znajdujących się w niej zabytkowych renesansowych polichromii. Pracującej w opiekującym się zabytkiem Ośrodku „Brama Grodzka Teatr –NN” Urszuli Gulbińskiej-Konopie oraz niezależnemu badaczowi Łukaszowi Konopie udało się odnaleźć wzory graficzne dla znajdujących się w pomieszczeniu cennych polichromii.


Odkrycie obojga badaczy i historyków sztuki to wynik prac prowadzonych od wiosny 2018 roku w kamiennicy Rynek 8, którą Ośrodek Brama Grodzka przejął w lutym ubiegłego roku. Obecnie jedno z pomieszczeń piwnicznych, w którym znajdują się ścienne malowidła jest udostępnione do zwiedzania a polichromie można oglądać codziennie w godzinach 12.00 -16.00.

– Mamy tu wyjątkowe, unikatowe w całej Polsce i Europie ścienne polichromie. Jest to wciąż zbyt mało rozpoznany zabytek, zasługujący na szerszą uwagę – tłumaczy Urszula Gulbińska-Konopa z Lubelskiej Trasy Podziemnej Ośrodka „Brama Grodzka – Teatr NN”. – W wyniku badań udało się ustalić zupełnie nowe fakty, które nie tylko przesuwają datowanie tych polichromii, ale i zmieniają sposób patrzenia na ich treści – dodaje. Pokrywające ściany i sufit polichromie początkowo datowane na 1560-1580 r. okazały się młodsze niż zakładano, bo powstały prawdopodobnie po 1596 r. Dzięki dociekliwości badaczy udało się odnaleźć wzory graficzne dla wszystkich przedstawień umieszczonych na ścianach „Piwnicy pod Fortuną”.

Większość, bo aż siedem z nich pochodzi z książki emblematycznej, która jest jednocześnie rodzajem pamiętnika czy sztambucha: „Emblemata Saecularia” autorstwa Johanna Theodora i Johanna Israela de Bry, wydanej w 1596 r. we Frankfurcie nad Menem. Badacze trafili na tę publikację dzięki intensywnie prowadzonym poszukiwaniom. – Dziś, na szczęście, olbrzymie zbiory muzealne są zdigitalizowane i mamy do nich dostęp przez Internet. O samych polichromiach dużo rozmawiałam z moim mężem, zwłaszcza o tych nieścisłościach. Nie zgadzała nam się też nadawano tym dziełom erotyczną wymowę, więc zaczęliśmy szukać wzorów – tłumaczy badaczka.

Lubelskie malowidła nie są erotykami?

Znajdujące się przy Rynku 8 malowidła są miejscami dość mocno nadgryzione zębem czasu. Niektóre postaci są zatarte a biegnące wokół nich napisy zamazane. To wynik zamurowania pomieszczenia piwnicy „Pod Fortuną” pod koniec XVIII wieku i przeznaczenia go na skład towarowy. Dopiero w latach 30-tych XX ubiegłego wieku konserwator Józef Edward Dutkiewicz odkrył to miejsce na nowo. W styczniu 1936 roku zaczęły się pierwsze prace nad konserwacją malowideł, które były wówczas bardzo zniszczone. – Tak naprawdę ówczesnym konserwatorom udało się przedstawić tylko kontur poszczególnych przedstawień i na jego podstawie zidentyfikować niektóre postaci – tłumaczy pani Urszula. Dalsze prace przerwała wojna.

– Dopiero w 1957 roku Edward Dutkiewicz pisze tekst poświęcony swojej pracy. Ze względu na pewne przesłanki, które znalazły się w przestrzeni tych malowideł, cała narracja i ich interpretacja skierowana zostaje na wątki miłosne a nawet erotyczne – dodaje pani Urszula. Taka była przez lata wymowa tego miejsca, uważanego za należącą do rodu Lubomelskich miejską winiarnię ozdobioną lekkimi, frywolnymi erotykami. – Mamy tu dziewięć pól przedstawieniowych, w których znajdują się przedstawienia figuralne opatrzone napisami.

Większość jest w języku łacińskim, jedno w języku niemieckim. Wzorami do tych polichromii są, jak się okazało, pochodzące z wydanej w 1569 we Frankfurcie nad Menem niewielkiej książeczki pt. „Emblemata Saecularia” grafiki – tłumaczy badaczka. Zawiera ona 50 grafik, a siedem z nich zostało zamieszczonych na ścianach „Piwnicy Pod Fortuną”. Dwie niepochodzące ze zbioru grafiki zostały do tej książeczki być może wklejone (lub wmalowane) i też przeniesione na ściany lubelskiej piwnicy. – Nie wiemy jeszcze, dlaczego wybrano akurat te grafiki. Jesteśmy w trakcie ustalania – tłumaczy pani Urszula.

Dzięki odnalezieniu pierwowzorów zmieniła się też wymowa tych przedstawień – nabrały one cech bardziej moralizatorskich i alegorycznych. – Dotąd te polichromie były uważane za lekkie, rubaszne, a o samym pomieszczeniu mówiło się jako o winiarni, do której przechodzili deputaci z Trybunału – dodaje Urszula Gulbińska-Konopa. Odsłonięto również treści poszczególnych napisów, które zostały przetłumaczone. Udało się też jednoznacznie określić postać wymalowaną na suficie jako Fortunę – patronkę piwnicy. Jej postać była z kolei wzorowana na rycinie Heinricha Ulricha z Norymbergi.

Same grafiki, wymalowane na ścianach piwnicy, okazały się bardzo ciekawe. Jedna z nich opatrzona w „Emblemata Saecularia” tytułem „Ślepe małżeństwo”, okazała się mieć odmienne znaczenie. – Dutkiewicz i inni badacze tłumaczyli ten napis, jako „Ślepy los”. Teraz, mając grafikę, którą możemy przyłożyć do ściany i porównać widzimy już, że są pewne różnice między grafiką a tym, co udało się badaczom odtworzyć na ścianie. Dzięki oryginałowi wiemy, że te postaci, które po obu stronach kosza wyciągają z tego ogromnego zbioru partnerów, powinny mieć zasłonięte twarze.

Zmienia się tym samym wymowa tego dzieła i wszystko staje się jaśniejsze – wyjaśnia badaczka. Niespodzianką było też kolejne malowidło, interpretowane dotąd jako „Arystoteles i (Philis) Filis”, któremu nadawano erotyczną wymowę. Po porównaniu do pierwowzoru okazało się dziełem moralizatorskim.

Znaków zapytania było zresztą więcej. – Jak tylko weszliśmy do pomieszczenia, to widzieliśmy, że coś jest nie tak. Nie zgadzała nam się ogólna wymowa tych dzieł nadana przez Dutkiewicza i interpretowanych jako lekkie czy wręcz sprośne. I to był początek poszukiwań – tłumaczy Monika Krzykała z Lubelskiej Trasy Podziemnej. Punktem wyjścia było niezwykle intrygujące przedstawienie znajdujące się na okapie kominka, wyglądające jak kontur zwierzęcia ze skrzydłami. Udało się zidentyfikować jedno słowo z biegnącego wokół niego napisu, które brzmiało „simia” – po łacinie znaczy „małpa”. Dodatkowo okazało się, że ta małpa trzymała ozdobne tondo w kształcie lustra i była ubrana w kryzę. Oryginał tego przedstawienia dzięki internetowej kwerendzie i poszukiwaniu wzoru, udało się odnaleźć Łukaszowi Konopie właśnie w „Emblemata Saecularia”.

Opiekujący się polichromiami pracownicy Lubelskiej Trasy Podziemnej jeszcze nie wiedzą, w jaki sposób zrekonstruują zatarte przez czas zabytkowe malowidła – Jest kilka pomysłów na ukazanie ich oryginalnej postaci. Jeszcze nie wiemy, jak to będzie wyglądało – tłumaczy Maria Kowalczyk, koordynator Lubelskiej Trasy Podziemnej. Na pewno jest to cenne odkrycie, przybliżające nas do wyjaśnienia komu, mogło służyć to oryginalne pomieszczenie – dodaje.

Emilia Kalwińska