Policja spisała i odjechała, a chłopaka pobili

To się musiało tak skończyć. Nastolatek w swej naiwności wezwał policję, licząc, że patrol zatrzyma młodziaka, który ukradł mu telefon. Patrol, owszem, zaraz przyjechał, ale mundurowi spisali złodzieja i odjechali, a rabuś wraz z kolegą dotkliwie pobili zgłaszającego.

Bandyctwo w biały dzień i to w dodatku w centrum miasta. W czwartek (9 stycznia) po godz. 14, uwagę 19-latka zwróciła grupka nastolatków stojących obok dworca PKS w Chełmie. W najmłodszym z trójki delikwentów rozpoznał rabusia, który kilka tygodni wcześniej, w grudniu, ukradł mu telefon. W nadziei na to, że policja przyjedzie i zatrzyma nieuchwytnego dotąd złodziejaszka, wezwał patrol.

Policjanci niebawem przyjechali, podeszli do grupki nastolatków, spisali ich dane (byli to: podejrzewany o kradzież 15-latek z gm. Kamień oraz dwaj 18-latkowie z gm. Chełm) i… tyle. Wsiedli do radiowozu i odjechali. Wtedy 19-latek zrozumiał, że telefon na policję był błędem.

Gdy tylko radiowóz zniknął z horyzontu, bandziory rzuciły się z pięściami na tego, który wezwał patrol. Rzekomo jeden z 18-latków tylko patrzył, jak jego rówieśnik i młodszy kolega okładają 19-latka. Po wszystkim 15-letni zbir uciekł, a dwaj pozostali zostali zatrzymani przez policję i osadzeni „na dołku” w komendzie.

Ten, który miał tylko patrzeć, został przesłuchany w charakterze świadka, a drugiemu postawiony został zarzut pobicia (decyzją prokuratora ma się co tydzień meldować w komendzie w ramach dozoru). 18-latek odpowie przed sądem w sprawie karnej, a zbiegłym 15-latkiem ma się zająć sąd rodzinny, który z natury nie karze, a wychowuje. (pc)