Polityczny swąd po pożarze

Do pożaru doszło w bloku przy ul. Wyspiańskiego 14

Po tragicznym pożarze, ewakuacji i chwilach grozy, jakie przeżyli mieszkańcy bloku przy ul. Wyspiańskiego 14 w Świdniku, miało ich spotkać rzekomo upokorzenie ze strony pracownicy miejskiej spółki, a niewybredne komentarze dały początek politycznej bitwie.

Do stojącego w płomieniach mieszkania przy ul. Wyspiańskiego 14 w Świdniku dyspozytor straży dostał wezwanie w niedzielę 24 czerwca ok. godz. 12.30. Na miejsce natychmiast skierowano 8 zastępów – łącznie 22 ratowników, a także policję, pogotowie gazowe i dwie karetki pogotowia. Od razu zapadła też decyzja o ewakuacji wszystkich mieszkańców klatki.

– W momencie pojawienia się ognia w mieszkaniu przebywały cztery osoby, w tym 65-letni mężczyzna, który jeszcze przed przyjazdem strażaków sam próbował opanować sytuację. Z licznymi poparzeniami został oddany pod opiekę załodze pogotowia i przetransportowany do szpitala. Pomocy medycznej wymagała również jedna z ewakuowanych z budynku osób, 75-letnia kobieta, która uskarżała się na złe samopoczucie – relacjonuje st. kpt. Paweł Dańko, rzecznik prasowy Komendy Powiatowej Straży Pożarnej w Świdniku.

Prawdopodobnie pożar powstał wskutek suszenia mokrego materaca suszarką do włosów. W efekcie niemal doszczętnie spaliło się całe mieszkanie. Straty wyceniono na ok. 250 tys. zł. Akcja strażaków trwała blisko 3 godziny. Teraz strażacy i policjanci ustalają ostateczną przyczynę wybuchu pożaru.

A przy świeczkach siedźcie

Blokiem przy ul. Wyspiańskiego 14 zarządza miejska spółka Pegimek. Jej prezes Hubert Obrusiewicz mówi, że gdy tylko otrzymał informację o pożarze, natychmiast wysłał tam swoich ludzi. Na miejscu zjawiła się m.in. Małgorzata Reszka – administratorka tego rejonu,

Tyle, że jej wizyta nie wszystkim się spodobała. Jeszcze w niedzielę jeden z mieszkańców wystosował list do będącego w opozycji wobec rządzącego w mieście Pis-u Stowarzyszenia Świdnik Wspólna Sprawa, w którym poskarżył się na zachowanie kobiety. Według autora pisma pracownica Pegimeku, zamiast okazać współczucie, miała być opryskliwa w stosunku do mieszkańców bloku. Pytana o to, kiedy z powrotem zostanie podłączony prąd, miała odpowiedzieć: „Macie świeczki, to sobie poradzicie”, a na prośbę o wskazanie terminu usunięcia spalonych rzeczy z mieszkania, miała stwierdzić: „Czy to jest pytanie retoryczne? Dzisiaj jest niedziela”.

Fragmenty tej skargi ŚWS opublikował w poniedziałek w Internecie. Na odpowiedź Pegimeku nie trzeba było długo czekać. Kilka godzin później prezes Obrusiewicz wydał w tej sprawie oświadczenie, broniące pracowniczki i dobrego wizerunku spółki.

– W ocenie zarządu wszelkie czynności w dniu zdarzenia przebiegały sprawnie i zgodnie z zakresem powierzonych przedsiębiorstwu prac. (…) Wpis ma na celu wyłącznie obniżenie wiarygodności oraz zdeprecjonowanie jakości świadczonych usług zarządzanej przeze mnie spółki. W tym miejscu pragnę przypomnieć, iż dobre imię, wizerunek czy też renoma firmy to dobra osobiste podlegające ochronie prawnej, zatem przedsiębiorca, którego dobra osobiste zostały naruszone, ma prawo skierować pozew do właściwego sądu okręgowego. Jeśli posiadacie państwo materiały lub dowody mogące świadczyć o niewłaściwym zachowaniu pracowników w dniu zdarzenia, to proszę o wykorzystanie ścieżki służbowej w postaci złożenia oficjalnego pisma w przedmiotowej sprawie – skomentował Obusiewicz.

Młodsza siostra i damscy bokserzy

Na tym nie koniec. Działacze ŚWS, publikując w Internecie skargę na pracownicę Pegimeku, nie omieszkali wspomnieć, że jest ona siostrą radnego powiatowego z PiS i jednocześnie prezesa klubu sportowego Avia Świdnik. Wywołany do tablicy Łukasz Reszka ostro się do tego odniósł.

– Świdnik Wspólna Sprawa jątrzy, spekuluje, rozsiewa plotki. Ponownie celem ich brudnej polityki stała się moja rodzina. Tym razem zaatakowali moją młodszą siostrę. Panowie Jakub Osina, Adam Sadło, Wojciech Świdnik, możemy się nie zgadzać, ale musimy się szanować. Nie dam się wciągnąć w brudną walkę polityczną, ale też nie pozwolę na obrzucanie błotem mojej rodziny. Żałosne jest to, że ŚWS, niczym damski bokser, lecząc własne kompleksy, wyżywa się na kobiecie – komentuje.

Z kolei Adam Sadło był zaskoczony takimi reakcjami prezesa Pegimeku i radnego Reszki.

– Świdnik Wspólna Sprawa nie jest stroną w tym konflikcie. Nikogo nie atakowaliśmy, a jedynie nagłośniliśmy sygnał otrzymany od mieszkańca. Naszym zdaniem Pegimek powinien przeprosić osoby, które poczuły się urażone zachowaniem ich pracownicy. I na tym ta sprawa powinna się zakończyć i zacząć pomoc dla poszkodowanych – twierdzi.

Prezes odpowiada i wyjaśnia

Aby położyć kres niedomówieniom, oburzony zachowaniem pracowniczki Pegimeku mieszkaniec zdecydował się złożyć oficjalną skargę do miejskiej spółki.

Odpowiedź otrzymał niezwłocznie: „Informuję, że zarząd Przedsiębiorstwa Komunalnego Pegimek podjął działania mające na celu wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Chciałbym nadmienić, że w takich okolicznościach zdarza się, iż wszelkie działania bądź komunikacja werbalna mogą być odebrane niezgodnie z intencją przekazu od nadawcy. Odczucia, jakie towarzyszyły tamtym zdarzeniom, mogły być podyktowane niecodzienną, trudną, można by rzec wyjątkową i nie zdarzającą się często sytuacją, zarówno dla mieszkańców jak i przedstawicieli spółki” – napisał prezes Hubert Obrusiewicz. – „Najważniejsze w moim przekonaniu jest sprawne działanie służb, pozwalające na jak najszybsze przywrócenie zastanego stanu do normalności. I tu w mojej ocenie wszystko odbyło się bez zakłóceń, tj. zgodnie ze standardem. Na miejscu niezwłocznie zjawili się: służby, pracownicy Pegimeku oraz zarząd przedsiębiorstwa, który w obliczu tej tragedii stanął na wysokości zadania i wykazał się empatią, uczestnicząc w rozmowach, wchodząc na pogorzelisko, wydając zalecenia dla pracowników w zakresie odpowiedniego zabezpieczenia terenu i pozostałego mienia.

To, co może budzić wątpliwości to fakt, iż mimo naszej obecności nikt z mieszkańców nie zgłaszał żadnych uwag na miejscu, nie widać było też irytacji, jaką mogłyby wzbudzić wśród lokatorów cytowane w piśmie słowa. (…) Mimo to przeprowadzone zostały rozmowy z pracownikami odpowiedzialnymi za bezpośrednią obsługę klientów, ze wskazaniami na formę prowadzonej komunikacji.

Chciałbym zaznaczyć, że jeżeli w trakcie naszych działań, ktokolwiek z mieszkańców poczuł się urażony, dotknięty, to zawsze może zgłosić ten fakt bezpośrednio do kierownictwa bądź zarządu spółki, której przede wszystkim zależy na zadowoleniu mieszkańców oraz na utrzymaniu dobrego wizerunku.” – zakończył odpowiedź prezes Obrusiewicz. (mg)