Ponad 800 chorych, ponad 200 zgonów

Wśród pracowników, którzy zaszczepili się już przeciwko SARS-CoV-2, jest m.in. zastępca dyrektora ds. administracyjnych Mariusz Kowalczuk

Niestety, wraz z końcem 2020 roku nie skończyła się pandemia koronawirusa. I nie oszczędziła ona mieszkańców naszego regionu. W chełmskim szpitalu w 2020 roku leczono ponad 800 osób zarażonych koronawirusem a ponad 200 w tym czasie zmarło.

Na początku pandemii chełmski szpital walczył z koronawirusem na swoim oddziale zakaźnym. Gdy pandemia i liczba chorych rosły, na covidowy przekształcono cały budynek, w którym mieścił się oddział. Ale szybko okazało się, że nie tylko miejsc dla chorych brakuje, ale wirus pojawiał się na innych oddziałach, „wycinając” personel i pacjentów. Gdy druga, jesienna fala pandemii rozszalała się na dobre, szpital praktycznie przestał funkcjonować w tradycyjny sposób.

Wszystkie oddziały przekształcono w covidowe, wydzielając jeszcze na niektórych tzw. strefy czyste – dla pacjentów, którzy nie byli zakażeni. Dla pacjentów rodziło to wiele problemów. Wiele razy skarżyli się na utrudniony dostęp do specjalistów, odsyłanie z oddziałów.

Z dostarczeniem pacjentów do szpitala w Chełmie mieli też problem ratownicy z pogotowia. Podobnie jak w całym kraju odbijali się od szpitala do szpitala, starając się przekazać chorych. M.in. dlatego, że nie miał się kto nimi zająć. Szpitalne oddziały w Chełmie wiele razy były zamykane, bo niemal cały personel trafiał na kwarantannę. Było tak m.in. na chirurgii a nawet oddziale intensywnej opieki medycznej.

– Do dzisiaj nie wszyscy lekarze i pielęgniarki, którzy zachorowali na Covid-19, wrócili z kwarantanny i obsada oddziałów jest średnia – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. lecznictwa w szpitalu w Chełmie. – Niedawno oddział neurologiczny był przekształcony na oddział covidowy, ale opanowaliśmy tam sytuację, zaczęliśmy już przyjmować pacjentów z udarami, bez zakażeń. Praca wróciła niemal do normy. I teraz okazało się, że jedna z pacjentek ma wynik dodatni. Musimy wracać do poprzednich procedur, zamykania oddziału, wydzielania strefy covidowej i czystej. Podobnie jest na pozostałych oddziałach. Kiedy wydaje się, że sytuacja jest opanowana i staramy się wrócić do normalnej pracy, pojawiają się kolejne przypadki zakażeń.

Podsumowanie roku nie napawa optymizmem. Bo chociaż wiele osób nadal powątpiewa w pandemię i lekceważy obostrzenia sanitarne, to okazuje się, że na przestrzeni 2020 roku w szpitalu leczono 835 pacjentów zarażonych koronawirusem. Niestety 201 zmarło. Z tych 201 aż 44 nie miało żadnych innych chorób współistniejących. – Te liczby robią ogromne wrażenie i napawają nas smutkiem – mówi Litwin. – A jak popatrzymy na daty to okazuje się, że większość z tych osób zmarła w ostatnim czasie tj. od października do grudnia. Trudno pogodzić się ze zgonami osób, które nie chorowały na nic innego, wydawały się silne a mimo to Covid-19 robił takie spustoszenie z ich płucami, że nie było dla nich ratunku.

Prawdopodobnie dlatego personel medyczny, mimo początkowego oporu, jednak zdecydował się na szczepienie w pierwszym terminie. – W tej chwili około 450-500 osób zadeklarowało chęć szczepienia – mówi L. Litwin. Nic dziwnego. Zachorowalność wśród pracowników szpitala była bardzo wysoka. Covid-19 miało 62 lekarzy, 131 pielęgniarek i 49 osób spośród pozostałego personelu. – A trzeba brać pod uwagę, że część osób mogła przejść chorobę bez objawów – mówi dyrektor Litwin, który by dać przykład innym zaszczepił się jako pierwszy. – Minął już tydzień od szczepienia i jedyne uboczne objawy to ból ręki przez dzień i zaczerwienienie w miejscu szczepienia.

Szczepienia pracowników szpitala rozpoczęły się 27 grudnia. W każdy czwartek szpital składa zapotrzebowanie na szczepionkę, w poniedziałek dostaje określoną ilość dawek, których termin ważności mija po czterech dniach. W tym czasie w dwóch gabinetach trwa szczepienie. (bf)