Port na postojowym czeka na ratunek

Każdy dzień zamknięcia lotniska generuje pokaźne straty, które mogą doprowadzić do upadłości spółki

Spółka Port Lotniczy Lublin, którą ostatnio krytykowaliśmy, że przez pierwszy miesiąc pandemii koronawirusa zamiast podejmować zdecydowane kroki mające minimalizować straty związane z zamknięciem portu, wciąż tylko analizuje sytuację, wreszcie podjęła działania ograniczające koszty…


Spółka okroiła czas pracy wszystkich pracowników i wynagrodzenia o 20 proc. i chce skorzystać z dopłat do składek ZUS i wypłat postojowego przewidzianych w tzw. tarczy antykryzysowej oraz z subwencji w ramach tarczy finansowej. Władze PLL zaapelowały również o uwzględnienie go w przygotowywanym przez rząd programie ratowania polskich portów lotniczych, w którego wstępnej wersji, jak nieoficjalnie dowiedzieliśmy się, świdnickie lotnisko nie zostało uwzględnione.

Ostatni samolot pasażerski wylądował w Świdniku 15 marca. Do tego czasu w marcu PLL odprawił niespełna 10 tysięcy pasażerów, a od początku roku zaledwie 59 tysięcy. Dla PLL, który w normalnych warunkach poprzednie lata kończył na ok. 30-mln., minusie każdy kolejny tydzień przestoju oznacza dodatkowe, olbrzymie straty finansowe. Dotąd cierpliwie pokrywali je główni udziałowcy, czyli miasto Lublin i Samorząd Województwa Lubelskiego. Nikt nie był jednak przygotowany na dodatkowe, wielomilionowe straty, jakie przyniesie obecna sytuacja.

Port od momentu zamknięcia, czyli od niemal dwóch miesięcy, nie ma praktycznie żadnych przychodów (przyjął tylko trzy maszyny z Chin, które na zlecenie dostarczyły środki ochrony osobistej), a ponosi koszty związane z utrzymaniem lotniska w minimalnej gotowości operacyjnej w tym koszty wynagrodzenia pracowników oraz zarządu, (miesięcznie ok. 1,2 mln zł).

Od momentu zamknięcia lotniska regularnie dopytywaliśmy jakie działania podejmuje zarząd spółki, by ograniczyć te koszty, ale przez pierwsze tygodnie słyszeliśmy jedynie, że spółka dokonuje bieżącej analizy sytuacji, szukając zminimalizowania kosztów, ale w zasadzie wszyscy pracownicy, w tym zarząd. Pracują na dotychczasowych zasadach, niektórzy co prawda wykorzystują urlopy wypoczynkowe, ale większości pracowników zgodnie z kodeksem pracy, wbrew ich woli na urlop wysłać nie można. Zarządowi, który nie jest zatrudniony na podstawie umów o pracę, urlop się nie należy.

Po artykule opisującym tę sytuację, który ukazał się w poprzednim numerze „Nowego Tygodnia”, dostaliśmy z PLL informację, że władze portu nie tylko analizują problem braku przychodów z powodu zamknięcia lotniska, ale podjęły konkretne działania.

– Zarząd Portu Lotniczego Lublin wdrożył wszystkie dostępne działania o charakterze organizacyjnym i prawnym w celu minimalizacji strat oraz wykorzystania dostępnego wsparcia rządu w ramach ustawy antykryzysowej, tzw. „tarczy”. Informujemy o nich na bieżąco radę nadzorczą i właścicieli spółki – mówi Piotr Jankowski, rzecznik prasowy PLL. – Od 1 kwietnia wszyscy pracownicy pracują w obniżonym o 20% wymiarze czasu pracy, aneksowane są umowy z firmami, zmniejszające zakres usług i wynagrodzenie oraz przygotowany został wniosek do Powiatowego Urzędu Pracy w Świdniku o refundację części wynagrodzeń i składek w ramach wsparcia, jakie daje tarcza antykryzysowa.

Jak dodaje rzecznik, Port skierował również do wszystkich lubelskich posłów, senatorów i europosłów pismo z prośbą o wsparcie, by lubelski port nie był wyłączony z przygotowywanego przez rząd programu wsparcia dla lotnisk – (w pierwotnej wersji programu świdnickie lotnisko, jak się nieoficjalnie dowiedzieliśmy, nie zostało uwzględnione).

Dodatkowo wysłano wniosek do banku BGK o zawieszenie wszystkich pozostałych w tym roku transz wykupu obligacji. Port przekonuje również, głównych udziałowców, czyli Miasto Lublin oraz Urząd Marszałkowski, by na najbliższym walnym zgromadzeniu udziałowców zgodziły się na podniesienie kapitału spółki do poziomu pozwalającego pokryć ubiegłoroczną stratę i straty związane z zamknięciem lotniska z powodu koronawirusa. O jaką kwotę chodzi, rzecznik nadal nie chce zdradzać, powołując się, że te informacje muszą najpierw poznać udziałowcy spółki. Jednocześnie PLL chce złożyć wniosek, do Gminy Miejskiej Świdnik, notabene będącej mniejszościowym udziałowcem spółki, o zawieszenie poboru podatku od nieruchomości.

Walne w spółce odbędzie się w najbliższych tygodniach. Udziałowcy pewnie zdecydują się na kolejne pokrycie strat PLL, ale wszyscy, w tym my podatnicy, bo de facto to z naszej kieszeni dopłaca się do portu, oczekują na podjęcie zdecydowanych decyzji ograniczających koszty funkcjonowania przedsiębiorstwa, w tym, niestety, redukcję kosztów wynagrodzeń i zatrudnienia – port zatrudnia obecnie blisko 250 osób. JN