Pożar zabrał wszystko…

Zaledwie kilka miesięcy temu, po wielkich trudach, udało mu się otworzyć własną działalność – warsztat samochodowy. Niestety, najpierw z powodu pandemii dramatycznie spadła ilość klientów, a potem przyszła prawdziwa tragedia. 30 marca jego warsztat spłonął. – To było moje jedyne źródło utrzymania – mówi załamany pan Robert z Rejowca.

Zgłoszenie do pożaru w warsztacie samochodowym w Rejowcu przyszło po godz. 17, w piątek, 30 marca. Na miejsce udały się trzy zastępy straży pożarnej, w sumie 14 ratowników, a także policja i pogotowie energetyczne. Akcja trwała trzy godziny. Strażacy odłączyli zasilanie budynku i przystąpili do gaszenia. W środku znajdowały się dwa auta, w tym jedno wyposażone w butlę na gaz, sytuacja była więc napięta.

Ostatecznie strażacy nie dopuścili do jej wybuchu, ale oba samochody i tak doszczętnie spłonęły. Zniszczeniu uległy też fragmenty dachu warsztatu, brama, okna oraz pomieszczenia biura i sporo narzędzi. – Otworzyłem ten zakład zaledwie kilka miesięcy temu, po wielkich trudach – mówi Nowemu Tygodniowi załamany pan Robert, właściciel warsztatu Auto – Serwis Robi Car, który był jedynym źródłem jego utrzymania.

– Wiele lat starałem się, aby prowadzić własną firmę. Wyczerpujące było ubieganie się o dofinansowanie środków unijnych, zakup niezbędnych narzędzi, których nawet wszystkich nie zdążyłem użyć – mówi 35-letni ojciec dwójki dzieci. Do tragedii doszło najprawdopodobniej wskutek rozszczelnienia butli gazowej. – Mimo starań strażaków nic nie udało się uratować.

Straty są ogromne. Znalazłem się w bardzo trudnej sytuacji, zwracam się z prośbą o wszelką pomoc, mogą być to niewykorzystane materiały budowlane lub zbędne narzędzia do mechaniki pojazdowej – apeluje pan Robert.

Każdy, kto chce pomóc mężczyźnie, proszony jest o kontakt telefoniczny lub mailowy z naszą redakcją. (kg)