Pozew? Ja też poproszę…

Do „natychmiastowego zaprzestania naruszeń naszych dóbr osobistych” wzywają Magdalenę Długosz z Lubelskiego Ruchu Miejskiego radni klubu Krzysztofa Żuka i sam prezydent. W innym wypadku zapowiadają złożenie pozwu, w którym będą się domagać od aktywistki wpłacenia 100 tysięcy złotych na cel społeczny. – Będąc solidarnym z Magdaleną Długosz, również proszę o taki pozew – ironizuje Szymon Pietrasiewicz z Lubelskiego Ruchu Miejskiego.


Żądanie to efekt krytycznych wypowiedzi Magdaleny Długosz pod adresem radnych klubu K. Żuka, którzy miesiąc temu poparli projekt studium dopuszczający zabudowę części górek czechowskich. Aktywistka zapowiedziała też, że na ulicach Lublina staną „ściany wstydu”, czyli billboardy z wypisanymi nazwiskami radnych, którzy głosowali za częściową zabudową górek nad listą miałby został umieszczony napis „radni działający na szkodę Lublina poprzez głosowanie wbrew woli mieszkańców (…)”.

Pierwsza taka sytuacja

W ubiegłym tygodniu Michał Krawczyk, przewodniczący klubu radnych K. Żuka, wezwał M. Długosz do „natychmiastowego zaprzestania naruszeń naszych dóbr osobistych, w tym w szczególności czci, dobrego imienia, wiarygodności, polegających na publicznym rozpowszechnianiu nieprawdziwych i nierzetelnych informacji”. – Pierwszy raz zdarzyła się taka sytuacja, że zostaliśmy publicznie oskarżeni o to, że działamy na szkodę Lublina. Informacje przedstawione na tym projekcie są nieprawdziwe i zniesławiają nas, jako osoby publiczne i podważają uzyskany przez nas mandat – uważa Krawczyk.

Co się stanie, jeśli M. Długosz, nie zastosuje się apelu radnych? – Będziemy kierować sprawę do sądu. Jeśli te wypowiedzi nie przestaną się pojawiać, pozew zostanie złożony. Zażądamy wpłacenia odszkodowania w wysokości 100 tysięcy złotych na Hospicjum Dobrego Samarytanina poza zakazem rozpowszechniania tych informacji – zapowiada M. Krawczyk. Radny zastanawia się, jakie motywy kierują aktywistką – Czy działa z pobudek, które powinny kierować ją w sprawy dobra miasta, czy działa z pobudek politycznych, przy okazji tworząc swoją kampanię polityczną? – pyta Krawczyk, nawiązując do tego, że M. Długosz prawdopodobnie będzie kandydatką w wyborach parlamentarnych z list lewicy. Jeśli tak się stanie, będzie rywalizować o mandat m.in. z właśnie Krawczykiem, który znalazł się na wysokiej, drugiej pozycji na liście Koalicji Obywatelskiej.

W dyskusji nie padły żadne argumenty

Prezydent Krzysztof Żuk uważa, że wystąpienie radnych „nie może być traktowane jako ograniczanie debaty”. – Jest wyrażeniem protestu w sytuacji, gdy wypowiedzi publiczne naruszają czyjeś dobre imię. Mamy do czynienia ze szkalowaniem osób wykonujących swoją funkcję publiczną – uważa prezydent. – W dyskusji nie padły żadne argumenty, potwierdzające działanie na szkodę mieszkańców. Odwoływanie się do jednego przykładu jest niewystarczające. Ci, którzy tę dyskusję prowadzą, nie mają prawa do narzucania innym swojej woli – dodał prezydent, przypominając, że „studium dotyczy całego miasta i rozwiązuje wiele problemów”.

Również proszę o pozew…

W obronie M. Długosz stanął Szymon Pietrasiewicz z Lubelskiego Ruchu Miejskiego.

– Jestem zażenowany wypowiedziami, które padły na dzisiejszej konferencji z ust radnych klubu prezydenta Krzysztofa Żuka. Stanowczo nie zgadzam się z pomówieniem, że Magdalena Długosz szkaluje kogokolwiek, mówiąc o szkodach dla Lublina, jakie zaistnieją w wyniku podjętych przez radnych decyzji o zabudowie górek czechowskich – w ostrych słowach komentuje aktywista. – Jeśli radni nie pamiętają, o jakie szkody dla Lublina chodzi albo nie zdają sobie z tego jeszcze sprawy, to chętnie wyjaśnię w kilku zdaniach przykładowe negatywne skutki – dodaje Sz. Pietrasiewicz i zarzuca radnym m.in. „zgodę na zalanie betonem 25 ha biologicznie aktywnego terenu, co przy aktualnych zmianach klimatu będzie tworzeniem miejskiej wyspy ciepła”. – Skoro już się ogranicza wolność słowa i straszy się sądem za krytyczne wypowiedzi, to sugeruję rozesłać do wszystkich zaangażowanych osób podobne wezwania tylko dlatego, że domagają się innego Lublina. Dlatego, będąc solidarnym z Magdaleną Długosz również proszę o taki pozew – ironizuje aktywista.

Przypomnijmy, że projekt studium dopuszczający budowę bloków w zamian za budowę parku na części górek czechowskich miejscy radni przyjęli głosami radnych klubu Krzysztofa Żuka 1 lipca, nad ranem podczas jednej z najbardziej burzliwych sesji w historii lubelskiej rady miasta. Projekt poparło 17 z 19 radnych klubu Krzysztofa Żuka. Od głosu wstrzymali się: Marcin Nowak i Dariusz Sadowski. 12 radnych Prawa i Sprawiedliwości głosowało za odrzuceniem projektu.

Głosowanie poprzedziły liczne protesty mieszkańców, którzy byli oburzeni, że prezydent Żuk, prezentując projekt studium, zignorował wyniki kwietniowego referendum. Lublinianie opowiedzieli się wówczas przeciwko zabudowie górek, ale referendum było nieważne ze względu na zbyt niską frekwencję, która wyniosła niespełna 13% (próg ważności wynosił 30%).

Kompromis zaproponowany przez prezydenta

Projekt studium, będącego najważniejszym dokumentem planistycznym, został zaprezentowany pod koniec czerwca. Dopuszcza budowę bloków na około 25 hektarach górek czechowskich. – Zależało mi na wypracowaniu kompromisowego rozwiązania. Zarekomendowałem radnym zmianę proponowanego dotychczas kształtu studium w obszarze górek polegającą na ograniczeniu ilości terenów przeznaczonych pod zabudowę mieszkaniową o około 5 hektarów – mówił w czerwcu prezydent.

Zdradził też, że „po uchwaleniu przez radę miasta studium w zaproponowanym kształcie właściciel terenu sprzeda miastu za złotówkę obszar ok. 75 ha, na którym po uchwaleniu planu zagospodarowania przestrzennego urządzi park naturalistyczny o wartości 10 mln złotych netto”. – Właściciel zobowiązał się też do sprzedaży miastu terenu o wartości około 5 mln złotych pod przyszłą szkołę za złotówkę i budowy przedszkola na obszarze górek czechowskich w miejscu wskazanym w studium pod działalność oświatową – dodał K. Żuk, ogłaszając projekt studium.

Lubelski ratusz zawarł już tzw. umowę przedwstępną z właścicielem górek, czyli firmą TBV. W razie niewywiązania się z zapisów deweloper będzie musiał zapłacić miastu kary umowne w łącznej wysokości 137 milionów złotych. Grzegorz Rekiel