Prąd pustoszy gminne kasy

Trudno to zrozumieć. Ceny surowców energetycznych na światowych giełdach rok do roku owszem podrożały, wzrosły również ceny uprawnień do emisji CO2, koszty pracy, kurs dolara i euro, ale nie o 500 czy 700 proc., a o tyle więcej za dostawę prądu życzą sobie od samorządów dostawcy energii, w tym państwowa PGE, która jednocześnie chwali się rekordowymi, kilkumiliardowymi zyskami. Przedstawiciele Ruchu Samorządowego Tak! Dla Polski, którzy w ubiegłym tygodniu spotkali się w Lublinie mówili o paserskich wręcz podwyżkach ze strony spółek Skarbu Państwa i zapowiedzieli na 7 października protest pod Kancelarią Prezesa Rady Ministrów.

We wrześniu ubiegłego roku cena baryłki ropy na światowych giełdach wynosiła ok. 77 USD, a teraz (po kilkumiesięcznym wzroście do poziomu nawet 120 USD) kosztuje ok. 90 USD, w tym samym czasie cena gazu zimnego wzrosła z ok. 5 do obecnie ok. 7 USD, węgla z ok. 190 do 290 USD za tonę (dane z portalu bankier.pl), uprawnień do emisji CO2 z ok. 60 do 70 Euro. To średnio wzrosty rok do roku, o kilkanaście, a w przypadku gazu i węgla o kilkadziesiąt proc. Dlaczego dostawcy energii dla przedsiębiorstw, instytucji czy samorządów (w przypadku klientów indywidualnych podwyżki odgórnie ogranicza rząd) podnoszą ceny o 500-700 proc. Energetycy tłumaczą, że takie ceny obowiązują na giełdzie energii, przez którą muszą sprzedawać prąd, a gdzie stawki do takiego poziomu wywindowali zachodni producenci. I tak branża energetyczna w dobie ogólnego kryzysu jako jedna z nielicznych notuje rekordowe, wręcz gigantyczne zyski – np. PGE w pierwszym półroczu zarobiła ok. 3,3 mld zł.

Tymczasem Lublin, który jeszcze przed wakacjami rozstrzygnął przetarg na dostawę prądu zapłaci za niego o ponad 300 proc. więcej niż wcześniej, a to i tak mniej niż samorządy, które rozstrzygnęły przetargi w ostatnich tygodniach lub są w ich trakcie, bo oferty jakie otrzymują od dostawców są o 500-700 proc. wyższe niż płacili dotychczas, co w przeliczeniu na złotówki przekłada się na miliony złotych.

Zwykłemu obywatelowi trudno to pojąć, ale i tęgie głowy samorządowców uważają, że coś jest nie tak. W ubiegłym tygodniu podczas spotkania w Lublinie przedstawiciele Ruchu Samorządowego Tak! Dla Polski powiedzieli „dość” i takim cenom energii, i rządowej polityce zmian podatkowych, które uszczuplają ich wpływy do samorządów, a zasilają rządowe fundusze, z których środki na lokalne inwestycje dzielone są w drodze konkursowych naborów, rozstrzyganych wedle uznania rządzących.

– Apelujemy, by pan premier i panowie ministrowie przejrzeli nienależne – według nas – paserskie wręcz podwyżki narzucane samorządom m.in. przez spółki Skarbu Państwa – mówił, nawiązując do cen prądu, Jacek Karnowski, prezydent Sopotu i prezes RS Tak! Dla Polski. – Problemu nie rozwiąże wyłączanie prądu na ulicach, czy ograniczenia ciepła w szkołach, na co niektórzy już się decydują – dodawał.

– Takie podwyżki są nie do udźwignięcia. Jeśli rząd nie pomoże w tej kwestii samorządom, to zabraknie pieniędzy na inwestycje, które są kołem napędowym gospodarki. Albo uratujemy samorząd, który przez lata dowiódł swojej skuteczności i sprawności, albo cofamy się i wybieramy model Rad Narodowych z końca lat ‘80, który zbankrutował wraz z tamtym systemem i ustrojem społeczno-gospodarczym – dodawał Krzysztof Żuk, prezydent Lublina, odnosząc się do cen prądu, ale również polityki odbierania samorządom wpływów z podatków i rozstrzyganie nie na szczeblu samorządu, ale przez rząd, które lokalne inwestycje dostaną dofinansowanie z rządowych funduszy, a które nie.

Samorządowcy z Tak! Dla Polski zapowiedzieli, że 7 października planują protest przed siedzibą Kancelarii Prezesa Rady Ministrów w Warszawie. – To będzie sprzeciw wobec braku działań rządu w związku z sytuacją i kryzysem. Musimy uświadomić rządowi, że żaden samorząd, żadna wspólnota lokalna, żadni mieszkańcy, nie przeżyją tak drastycznych cen energii. Na takie podwyżki nie możemy się zgodzić, stąd decyzja o demonstracji – wyjaśniał Jacek Karnowski.

Rząd zapowiada, że chce ustalić maksymalne ceny prądu dla jednostek wrażliwych (np. takich jak szpitale) i samorządów, ale na razie konkretnych propozycji nie przedstawił. ZM