Precz z domu!

Drogi do bezdomności są różne. W naszym regionie zauważono nowy trend. Jeśli któryś z członków rodziny uprzykrza życie, zdeterminowani bliscy coraz częściej pozbywają się go z domu.

W jednej z gmin powiatu chełmskiego w ostatnich miesiącach mieszkanka wymeldowała swojego eksmęża. Za jej przykładem poszła kolejna pani, a to samo planuje następna. Wymaga to załatwienia szeregu formalności, ale jest możliwe, jeśli ktoś jest wystarczająco zdeterminowany, aby zakończyć toksyczną relację z partnerem. Taką tendencję zauważają pracownicy instytucji zajmujących się osobami bezdomnymi.

– Trafia do nas wiele osób, które rozstały się z partnerem – mówi Anna Adwent, kierownik Schroniska dla osób bezdomnych Markot w Chełmie, działającego pod szyldem Stowarzyszenia MONAR kierownik chełmskiego Monaru. – Najczęściej przyczyną są alkohol, narkotyki. Druga połowa ma po prostu dość życia z osobą uzależnioną. Jeśli to kobieta opuszcza dom i nie ma dokąd pójść, to przeważnie radzi sobie lepiej niż mężczyzna w takiej sytuacji. Znajduje dach nad głową u rodziny, koleżanki. Mamy też do czynienia z sytuacjami, gdy rodzice nie wpuszczają do domów swoich dorosłych dzieci, które nadużywają alkoholu. Trudno jest wyjść z bezdomności i nałogu. Najczęściej jest tak, że, jeśli już uda się takim osobom znaleźć pracę, wynająć stancję, to po pierwszej wypłacie znowu kupują alkohol i po jakimś czasie wracają do nas. Takie błędne koło.

Kierownik Monaru mówi, że do ośrodka trafiają także osoby po długoletnich odsiadkach w więzieniu, np. za groźby karalne, molestowanie dzieci. Według niej często tacy podopieczni są bardziej zdyscyplinowani, niż osoby, które trafiły do ośrodka po kilkuletnim pobycie na ulicy. Typowego bezdomnego często trzeba nakłaniać, aby się wykąpał, zmienił ubranie, nie kładł się brudny w czystą pościel.

Starzy, niepotrzebni

Ale do Monaru trafiają też osoby starsze, przywożone przez członków swojej rodziny.

– Nawet dziś przyjęliśmy taką osobę, przywiezioną przez syna – mówi kierownik Adwent. – W takich sytuacjach słyszymy tłumaczenie, że rodzina sobie nie radzi z opieką nad starszą osobą, która zapomina, ma problemy psychiczne albo nadużywa alkoholu. Jeśli chodzi o osoby starsze, które cierpią na dolegliwości związane z wiekiem, to są dla nich miejsca bardziej odpowiednie, na przykład domy opieki społecznej, a także dziennego pobytu. Tylko, że często w grę wchodzą tu kwestie finansowe. Popieram więc wszelkie działania związane z tworzeniem miejsc dziennego pobytu dla seniorów, bo będą coraz bardziej potrzebne.

Z taką inicjatywą od dawna wychodzi Edyta Niezgoda, wójt gminy Żmudź. Kilka lat temu powstał tam dom samopomocy w Wólce Leszczańskiej, a od jakiegoś czasu w byłej szkole w Wołkowianach lokum znajdują starsi, niepełnosprawni mieszkańcy. W planach jest też zaadaptowanie budynku dawnej szkoły w Leszczanach na cele socjalne, w tym na dom dziennego pobytu dla osób starszych (na ok. 3200 mieszkańców gminy Żmudź około 760 to osoby powyżej 60. roku życia). Warunkiem jest zdobycie ministerialnej dotacji.

– Osoby starsze coraz częściej będą potrzebowały wsparcia, ale zauważamy też trend wymeldowywania osób – mówi wójt Niezgoda. – W sytuacjach, gdy miejsce ostatniego meldunku znajduje się w naszej gminie, mamy zapewnić tym osobom dach nad głową. Gdyby udało się pozyskać dotację na zagospodarowanie budynku byłej szkoły w Leszczanach, moglibyśmy skoncentrować w jednym miejscu tego typu usługi socjalne. (mo)