Próbowałeś już wszystkiego?

Nie wiesz jak prawidłowo jeść pałeczkami? Nie masz pojęcia o japońskiej kuchni? Nigdy nie próbowałeś sushi? Nic nie szkodzi. Darek, właściciel „Yamato Sushi”, czyli restauracji serwującej dania z Kraju Kwitnącej Wiśni, wszystko ci wyjaśni.

Yamato Sushi działa od roku. Przez kilka pierwszych miesięcy było to jedynie jedzenie na dowóz. Z czasem Dariusz Laskowski, kucharz i właściciel firmy, zamarzył, aby było inaczej.
– Chciałem, aby ludzie mogli przyjść, wygodnie się rozsiąść i porozmawiać ze mną. Wypytać o wszystko, co ich ciekawi albo nurtuje w japońskiej kuchni – mówi Darek. I udało się. Pełen pasji, doświadczenia i głodny przygody stworzył pierwszą w Chełmie restaurację, która specjalizuje się w kuchni japońskiej.

Marlena Gołębiowska: – Skąd pomysł na otworzenie restauracji sushi w Chełmie?
Darek Laskowski: – Sam nie wiem czy był to przypadek, czy przeznaczenie. Kilka lat temu wyjechałem na studia do Warszawy. Były to studia zaoczne, więc trzeba było na nie zarobić i jakoś przeżyć w stolicy. Trafiłem na kuchnię. Do dziś zastanawiam się, jak to się stało, bo wtedy umiałem robić tylko jajecznicę. I nawet to czasem zdarzało mi się przypalić. Z czasem jednak ta praca mnie całkowicie pochłonęła. Początkowo uczyłem się kuchni polskiej. Po półtora roku otrzymałem propozycję pracy w barze sushi. Spróbowałem i tak się zaczęła ta przygoda. Dziś mogę pochwalić się tytułem Sushi Mastera i własną restauracją „Yamato Sushi”.
– Co oznacza „yamato”?
– To nazwa pancerników – największych, jakie kiedykolwiek zbudowano, które służyły w Japońskiej Cesarskiej Marynarce Wojennej w okresie II wojny światowej. Mnie ta nazwa się skojarzyła się z określeniem „ja mam to”. Teraz każdy, kto do nas przychodzi, może powiedzieć – „ja mam to sushi”!
– A dużo osób do was przychodzi?
– Coraz więcej. Początkowo wszyscy moi znajomi pukali się w głowę. „Sushi w Chełmie? To ci się nie uda. Jedź do Warszawy, Lublina”. Nie posłuchałem. Chciałam otworzyć coś tu, w moim rodzinnym mieście. Chcę też ludziom pokazać, że to nie jest ekskluzywne, drogie miejsce, które można odwiedzić tylko wtedy, kiedy ma się do perfekcji opanowaną umiejętność jedzenia pałeczkami. Jest wręcz przeciwnie. Chcę moim gościom zaprezentować coś nowego, przedstawić im inne smaki, niż te, które znają. Opowiadam o tym, z czego zrobione są poszczególne potrawy, jak można je jeść. Jeśli ktoś nigdy nie jadł pałeczkami, to mam przygotowane specjalne, które ułatwiają pierwsze kroki. A jeśli ktoś sobie życzy jeść sushi nożem i widelcem albo rękami – nic nie stoi na przeszkodzi. Dla mnie najważniejsze jest to, aby smakowało.
– Co smakuje u was najlepiej? Tylko sushi?
– Nie tylko. Mamy w menu cały wachlarz kuchni tajskiej. Na pierwszy raz poleciłbym pierożki Gyoza – faszerowane mięsem, podawane z gorącego oleju lub gotowane na parze, KimChi – koreańską ostrą sałatkę z kiszonej kapusty pekińskiej i kiszonych warzyw, TomYum – słodką zupę z kurczakiem lub krewetkami, boczniakami, kiełkami mung, kolendrą i olejkiem chilli.
– Dziękuję za rozmowę.