Protest nie porwał żaków

W Lublinie oraz kilku innych miastach Polski w ubiegłą środę o godzinie 16.30 zorganizowano protest przeciwko rządom Prawa i Sprawiedliwości. W naszym mieście młodzi ludzie spotkali się na placu Teatralnym przed CSK. Na transparentach mieli wypisane hasła: „Nasze państwo to nie wasz folwark” i „Uniwersytet to nie firma”. Grupkę protestujących wsparli przedstawiciele Komitetu Obrony Demokracji i Partii Razem.
Organizatorzy spodziewali się kilkuset osób, a była zaledwie garstka. Wydarzenie nagłośnione w Internecie i na Facebooku zainteresowało głównie media, których tego zimowego wieczoru w pierwszych minutach protestu było więcej niż samych studentów. Ci, którzy jednak dotarli, nie wahali się wyrazić swojego zdania. – Nie podoba mi się to, co się dzieje teraz w Polsce i chcę tutaj zaprotestować – mówiła Kinga, studentka psychologii. Studentów wsparli również niektórzy lubinianie. – Przyszłam tutaj, ponieważ jako mieszkanka Lublina chcę wspierać protesty studentów i studentek, tych młodych ludzi, którzy walczą o swoje prawa i wyrażają swoją niezgodę na obecne ruchy polityczne. Podziwiam tych młodych ludzi, którzy się zorganizowali i przyszli, bo mówi się, że studenci są bierni a jak widać nie do końca tak jest – mówiła Magdalena Łuczyn. – Cieszy mnie ten dzisiejszy protest, bo studenci powinni myśleć o tym, co będzie, jak studia skończą, a w kraju, w którym rośnie nienawiść, a rząd podburza do przemocy, akceptując rasistowskie zachowania, warto naprawdę bronić tej demokracji – podkreślał Tomasz Warzocha. – Bardzo niepokojące jest zwłaszcza rosnące upolitycznienie uczelni, a zwłaszcza instytutów naukowych. To jest po prostu groźne dla nauki – dodawał. Koordynatorem lubelskiego protestu był Kamil Zieliński, student III roku kognitywistyki na UMCS, który rolę studentów we współczesnym państwie widzi jako zaangażowanych i mających własne zdanie obywateli. – Gromadzimy się tutaj, bo chcemy pokazać obecnej i przyszłej władzy, że lata wmawiania nam, że główną rolą młodego człowieka jest uczyć się, a potem tylko pracować i nie zajmować się sprawami społecznymi, to błąd. Jesteśmy studentami i obywatelami, mamy własny głos – mówił podczas protestu. Niską frekwencję tłumaczył brakiem poparcia dla protestu uczelnianych władz. – Nie mogliśmy poprosić o poparcie władz wydziałowych czy samorządów studenckich. Nie mogliśmy też reklamować się na terenie uniwersytetów, więc informacje o proteście nie mogły trafić do naszej grupy docelowej. Nie jesteśmy przez nikogo sponsorowani i nie stać nas na tysiące plakatów. Za każdym plakatem, który powiesiliśmy, stoi jedna osoba, która poświęciła swój czas i własny tusz do drukarki na jego wydrukowanie – tłumaczył. (EM.K.)