Przedreferendalne emocje

Aż 196 podpisów mieszkańców gminy Sawin, złożonych pod wnioskiem o referendum w sprawie skrócenia kadencji rady, zostało zakwestionowanych przez komisję, która je weryfikowała. W Sawinie znów mocno zawrzało, a referendum już za niespełna dwa tygodnie…

Tego jeszcze w naszym regionie, a może i całym województwie lubelskim, nie było. W Sawinie, jak już informowaliśmy, jednego dnia, w niedzielę 20 grudnia, odbędą się dwa referenda. Jedno w sprawie odwołania wójta gminy Dariusza Ćwira, drugie – dotyczy odwołania rady gminy. Za pierwszym stoi grupa radnych – przeciwników wójta z przewodniczącą Iwoną Wołoszkiewicz i radnym Wojciechem Adamowiczem na czele, którzy o rozpoczęciu procedury odwołania wójta postanowili po tym, gdy rada nie udzieliła mu absolutorium za wykonanie budżetu w 2019 roku. Drugie referendum to oddolna inicjatywa grupy mieszkańców, pod przewodnictwem Andrzeja Czerwińskiego, byłego wójta, a w ubiegłej kadencji wicewójta.

Żeby referenda były ważne, 30 procent dorosłych mieszkańców gminy Sawin uprawnionych do głosowania musi oddać swój głos. Wyborcy będą mogli wziąć udział w obu, bądź tylko w jednym, wybranym. Oznacza to, że zwolennicy wójta, jeśli przyjdą do lokalu wyborczego wyłącznie po to, by oddać głos w sprawie odwołania rady gminy, nie muszą upominać się o kartę do głosowania dotyczącego pozbawienia Dariusza Ćwira pełnionej funkcji. I odwrotnie. Ci, którzy zechcą zagłosować za odwołaniem wójta, nie będą mieli obowiązku brać udziału w referendum dotyczącym skrócenia kadencji rady gminy.

Na niespełna dwa tygodnie przed referendami w Sawinie emocji jednak nie brakuje. Przeciwników wójta gminy w ostatnich dniach rozsierdziła weryfikacja złożonych podpisów w sprawie odwołania rady. Okazało się, że aż 196 z nich zostało z różnych przyczyn zakwestionowanych. – Inicjatorzy referendum w mediach chwalili się, że zebrali nieco ponad 600 podpisów. Do jego zwołania potrzebowali około 450, potwierdzonych przez komisję. Biorąc pod uwagę te liczby, ich wniosek powinien być odrzucony. Tymczasem z protokołu komisji, która weryfikowała podpisy, wychodzi na to, że było ich ostatecznie aż 695! Skąd się wzięło ponad 90 podpisów, skoro wcześniej pan Czerwiński mówił o 602? – zastanawia się jeden z radnych.

Grupa inicjatywna, która stoi za referendum w sprawie skrócenia kadencji rady gminy, nie ma sobie nic do zarzucenia. – Wszystko zrobiliśmy zgodnie z prawem, na co zezwolił komisarz wyborczy. Nie rozumiem tego, że ktoś może mieć jeszcze jakieś wątpliwości. Na pewno nie doszło do złamania przepisów. Zastanawiamy się natomiast, czy termin 20 grudnia jest właściwy. W urzędzie gminy są pracownicy, u których stwierdzono koronawirusa. Interesanci nie są wpuszczani do środka. O wszystkim niech zdecydują mieszkańcy – mówi Czerwiński. (s)