Przejedzone pieniądze, niedoszacowane świadczenia

– Będzie lepiej! – z niemal wszystkich wystąpień na zorganizowanej przez Urząd Marszałkowski konferencji „Aktualna sytuacja w ochronie zdrowia w województwie lubelskim” przebijał optymizm.


I niemal z żadnej wypowiedzi nie dało się wywnioskować na jakiej podstawie mielibyśmy tak optymistycznie patrzeć w przyszłość, skoro obecnie mamy raczej do czynienia z kolejną fazą kryzysu w samorządowej opiece medycznej.

Na trwale nie zmieniło się bowiem nic – przede wszystkim nie drgnęły wyceny świadczeń medycznych, a zatem szpitale nie dostają z Narodowego Funduszu Zdrowia środków wystarczających na pokrycie realnych kosztów bieżącej działalności. – Ta sytuacja ma zmienić się w drugim półroczu – zapowiada wprawdzie dyrektor lubelskiego oddziału NFZ, Karol Tarkowski, ale takich obietnic padało w ostatnich latach sporo.

To prawda, że udało się także nieco zmniejszyć ilość niezapłaconych jednostkom medycznym nadwykonań, jednak jednocześnie zmuszone one zostały do przeznaczenia tych pieniędzy niemal w całości na podwyżki, przyznawane przez poprzednie jeszcze ekipy rządzące (oczywiście jak zwykle, nie dające poza tym żadnych dodatkowych funduszy na pokrycie roszczeń czy to pielęgniarek, czy lekarzy, czy przedstawicieli innych zawodów medycznych). W istocie więc zamiast odetchnąć pełną piersią szpitale złapały tylko mały haust powietrza i znów poszły pod wodę rosnącego skokowo zadłużenia – jak obrazowo tłumaczyli dyrektorzy placówek medycznych.

Wielkie reformy czy wielkie pożyczki?

Z krytyczną analizą sytuacji zgadza się poniekąd nawet marszałek Jarosław Stawiarski, uznając przeszło 750 mln zł zadłużenia podległych sobie szpitali za – co najmniej – zagrożenie. Odpowiedzialny za służbę zdrowia wicemarszałek Zbigniew Wojciechowski ma wprawdzie ambitne plany, by na zrolowanie tak zawrotnej sumy uzyskać preferencyjny kredyt z państwowego Banku Gospodarstwa Krajowego (co przynajmniej zahamowałoby dalszy wzrost odsetek), jednak w obecnej, trudnej sytuacji budżetu województwa byłoby to tyleż mało prawdopodobne, co nader ryzykowne, grożąc już nie tylko płynności samych szpitali, ale całego regionu.

Z kolei NFZ widzi drogę wyjścia przez zmianę struktury łóżkowej, w tym redukcję oddziałów ogólnych na rzecz geriatrii i opieki długoterminowej. Znowu jednak – nie zmniejszy to bynajmniej kosztów stałych szpitali ani nie wygeneruje dla nich dodatkowych przychodów. Czy więc kolejna wielka reforma łóżkowa nie skończyłaby się jak poprzednio wyłącznie większym chaosem i bałaganem?

Jedyna rada, jaką usłyszeli dyrektorzy placówek ochrony zdrowia z Lubelszczyzny – również jest ta sama od lat: wytrwajcie, w nadziei, że kolejne ogólnokrajowe systemowe reformy przyniosą wreszcie coś innego niż kompromitację kolejnych rządzących. Jak dotąd jednak zawsze na wezwaniach do wytrwałości się kończyło, problemy bowiem – jak widać – pozostały te same.

TAK