Przez yorki do prokuratury

Kuriozalna sytuacja. Wolontariuszki Chełmskiej Straży Ochrony Zwierząt miały zastraszyć człowieka, bezprawnie zabrać mu rasowe, zadbane szczeniaki i wywieźć je do Lublina. Sprawą zajęła się do prokuratura.

Zaczęło się od ogłoszenia w mediach społecznościowych pod koniec kwietnia. Kobieta zamieściła zdjęcia małych yorków z informacją, że szukają nowych domów. Udając zainteresowane, dwie młode wolontariuszki ChSOZ wysłały do niej wiadomość. Ta szybko napisała im, że psiaki kosztują 700 zł za sztukę, ale ona nie wystawia dowodu zakupu, a zwierzęta nie mają metryczki.

Gdy inspektorki straży dotarły pod wskazany im adres, czekał na nie mąż kobiety z gromadką psów. Wtedy, powołując się na art. 10a oraz 37 Ustawy o ochronie zwierząt, inspektorki oświadczyły, że sprzedaż psów jest nielegalna, jeśli ich właściciel nie prowadzi zarejestrowanej hodowli. Kobiety zabrały szczeniaki i umieściły je w domu tymczasowym w Lublinie. Mężczyzna zaś przemyślał sprawę, stwierdził, że został zastraszony i złożył zawiadomienie o popełnieniu przestępstwa przez wolontariuszki straży ochrony zwierząt.

Teraz pod nadzorem Prokuratury Rejonowej w Chełmie prowadzone jest postępowanie w sprawie o przywłaszczenie (art. 284 kk.), a prokurator nakazał wydanie yorków prawowitym właścicielom. Do tego jednak jeszcze nie doszło. I wcale nie jest powiedziane, że sprawa rozejdzie się po kościach – niewykluczone, że skończy się na zarzutach dla wolontariuszek straży.

Inspektorzy ChSOZ nie mają sobie nic do zarzucenia. Jak mówią, mężczyzna z własnej woli podpisał oświadczenie i zrzekł się psów – usłyszał, że albo o sprawie dowie się policja i urząd skarbowy, albo on zobowiąże się do wysterylizowania suki, zaś szczeniaki trafią pod opiekę ChSOZ, a wolontariusze znajdą im nowe domy. Po rozmowie z żoną, znajomym sędzią i weterynarzem mężczyzna miał wreszcie podpisać dokumenty, twierdząc, że „psy nie są tego warte, a on nie chce być ścigany po sądach”.

Wieczorem zaś razem z żoną mięli nękać inspektorki telefonami i oskarżać je o kradzież czworonogów. Za to następnego dnia na numer alarmowy straży z groźbami zadzwoniła kobieta podszywająca się pod lubelskiego inspektora weterynarii. Inspektorzy ChSOZ są przekonani o winie właścicieli – od początku kręcili, podając im fałszywy adres (dla zmylenia prawdziwych hodowców, którzy, jak miał stwierdzić mężczyzna, „czepiają się” ich), dlatego do odbioru zwierząt doszło dopiero po jakimś czasie wymiany SMS-ów i telefonów.

– Ich postawa potwierdza, że suka w typie rasy york traktowana była jako źródło zarobku, któremu stowarzyszenie ma obowiązek zapobiegać, działając przeciwko łamaniu Ustawy o ochronie zwierząt – podkreślają inspektorzy ChSOZ.

Problem w tym, że organy ścigania widzą sprawę nieco inaczej. Zdaniem prokuratury wolontariuszki powinny bezsprzecznie powiadomić policję, udostępniając im wszystkie dowody, jakie mają na to, że małżeństwo prowadzi nielegalną hodowlę, a nie od razu zabierać psy. To jest możliwe na podstawie decyzji administracyjnej, zgodnie z art. 7 ust. 3 u.o.z., czyli w przypadku, gdy dalsze przebywanie u właściciela zagraża życiu lub zdrowiu zwierzęcia. Zabrane bezprawnie yorki nie były bite czy zaniedbane, a wolontariuszki pojechały na miejsce same, bez wzywania policji czy straży miejskiej.

Na dodatek okazuje się, że przepisy zakazujące sprzedaży psów nie są tak restrykcyjne, jak się by to mogło wydawać, bo ustawa z 1997 roku nie precyzuje wszystkiego. Mowa w niej o zakazie sprzedaży zwierząt na targowiskach, targach i giełdach; poza miejscem ich chowu czy hodowli oraz zakazie rozmnażania w celach handlowych. Wygląda na to, że jeśli więc suka zajdzie w ciążę „przypadkiem”, właściciel może w domu za pośrednictwem internetu sprzedać szczeniaki. (pc, fot. ChSOZ)