Rabują na ulicy i przed sklepem

Liczba rozbojów w mieście (w tym z użyciem niebezpiecznego narzędzia) rośnie. Przez kilkadziesiąt złotych, telefon lub paczkę papierosów można w każdej chwili zarobić kilka ciosów głowę. Pocieszenie? Wzrasta wykrywalność sprawców. Tylko co z tego, skoro kary są tak niskie… Koło się zamyka.

42 sprawy o rozbój z 2016 r. zakończyły się skierowaniem do sądu zaledwie 22 aktów oskarżenia. 6 postępowań zostało umorzonych z powodu niewykrycia sprawcy, 5 nadal się toczy, 5 zostało umorzonych z braku dowodów, 3 zawieszono, bo sprawcy się ukrywają, a w jednym przypadku sprawca okazał się niepoczytalny. Z kolei, gdy w grę wchodziło dokonanie rozboju z nożem, pałką czy kastetem – wszystkie (4) sprawy trafiły na wokandę. Statystycznie ubiegły rok pokazał, że na ulicach Chełma robi się coraz niebezpieczniej (dla porównania w 2015 r. Prokuratura Rejonowa w Chełmie prowadziła 37 spraw o rozbój, z czego w 16 skierowano akty oskarżenia, 3 zostały zawieszone, a resztę umorzono. Odnotowano też 6 rozbojów z użyciem niebezpiecznego narzędzia, z czego 5 trafiło na wokandę). Młodzi – pijani, naćpani i bezrobotni – napadają na przechodniów najczęściej w okolicach Carrefoura czy wychodzących z ABC na pl. Łuczkowskiego. W centrum, na os. Śródmieście, Dyrekcji Dolnej, Bazylanach i Kościuszki lepiej uważać. O dziwo, bandyci oszczędzają kobiety.
Problem jednak w tym, że prawo kuleje – wyroki są niskie i zbyt często w zawieszeniu. Nic zatem dziwnego, że bandyci czują się bezkarni. Za rozbój dostają średnio od 2,5 do 3 lat więzienia (za rozbój z użyciem noża do 5 lat) – część kary muszą odsiedzieć, a część zamieniana jest na prace społeczne, bo zakłady karne są przepełnione. A potem znów napadają na pierwszą lepszą napotkaną na mieście osobę.
– Resocjalizacja budzi wątpliwości – przyznaje Andrzej Lebiedowicz, zastępca Prokuratora Rejonowego w Chełmie. (pc)