Ratujmy gastro w Lublinie

Protest restauratorów przed Lubelskim Urzędem Wojewódzkim

Od minionego tygodnia działa akcja społeczna #ratuJEMYgastro, której inicjatorem są lubelscy restauratorzy. To rodzaj kampanii informacyjnej prowadzonej głównie w social-mediach po tym, jak rząd ogłosił im co najmniej 2-tygodniowy lockdown. Przedsiębiorcy tej branży nadal oczekują jasnego i precyzyjnego stanowiska rządu w tej sprawie.


Wielu mieszkańców Lublina lubi i potrzebuje raz na jakiś czas wybrać się do restauracji, kawiarni czy pubu. Nowe, wprowadzone praktycznie z dnia na dzień, restrykcje anty-covidowe, pozwalające lokalom gastronomicznym sprzedawać tylko „na wynos”, bardzo dotknęły całą branżę.

Dlatego miasto wespół z miejscowymi restauratorami zainicjowało akcję „Ratujemy Gastro w Lublinie”. Celem przedsięwzięcia, lansowanego w Internecie jako #ratuJEMYgastro, jest zachęta dla mieszkańców do korzystania z alternatywnych ofert lubelskich lokali gastronomicznych: to usługa dowozu czy odbiór osobisty produkowanych tam potraw. Akcja ma również uświadomić obywatelom, że mimo trudnego położenia tutejsza branża gastronomiczna, tj. każdy lokal – uczestnik akcji, zapewnia bezpieczeństwo sanitarne i ma ciekawą ofertę.

– Dlaczego sami musimy ratować gastro w Lublinie? Bo tu żyJEMY, tu pracuJEMY i – jak pokazuje ta gra słów – wszystkie aspekty życia sprowadzają się tak zupełnie na serio do owego… JEMY! – mówi Izabela Kozłowska-Dechnik, właścicielka restauracji „Mandragora” i „Słodkiej” – piekarni, kawiarni, cukierni.

– Bez akcji oddolnej, uspołecznionej ci przedsiębiorcy mogą nie przetrwać czasu, w którym ich działalność została ograniczona do minimum. Potrzebują pomocy organizacyjnej i marketingowej a my im taką zapewniamy – potwierdza Krzysztof Raganowicz, prezes Lokalnej Organizacji Turystycznej „Metropolia Lublin” wspierającej tę inicjatywę.

Oboje z obawą czekają na dalsze enuncjacje rządu w sprawie. Konferencja prasowa sprzed tygodnia, z udziałem premiera, sygnalizowała jedynie: zwolnienie branży gastro, fitness i turystycznej ze składek ZUS, tzw. małe pożyczki dla przedsiębiorców oraz tzw. postojowe dla zatrudnionych, ale pod warunkiem, że firma odnotowała spadek obrotów aż o 40 proc. w porównaniu do października roku ubiegłego. Biorąc pod uwagę, że zamknięcie lokali wprowadzono tydzień przed zakończeniem miesiąca, to nawet przy od dawna mniejszych obrotach – spowodowanym epidemią brakiem turystów i studentów – wykazanie takiego spadku obrotów w październiku będzie trudne.

– Rząd sporo ryzykuje kontynuując ten mały lockdown, bo może nastąpić fala zwolnień. Przy obecnym stanie restrykcji wszystkich miejsc pracy w tych sektorach zachować się nie da – uważa senator KO Jacek Bury, biznesmen branży spożywczej.

Jest pomoc władz Lublina

Akcję już od etapu przygotowań wspiera miasto. W październiku przez powiadomienia internetowe, a od listopada w przestrzeni publicznej #ratuJEMYgastro zachęca mieszkańców do działań na rzecz lubelskiej gastronomii i solidarności z branżą. Informacje o tych działaniach znajdziemy na billboardach, słupach ogłoszeniowych, ekspozytorach czy w środkach komunikacji miejskiej. Akcję od strony organizacyjnej koordynuje Lokalna Organizacja Turystyczna „Metropolia Lublin”, która jest platformą współpracy miasta i szeroko rozumianej branży turystycznej, również gastronomicznej.

– Ograniczenia w prowadzeniu tej działalności związane z epidemią Covid-19 postawiły lubelskich gastronomów w bardzo trudnym położeniu, a przecież za każdym lokalem stoją ludzie, obywatele Lublina: rodziny właścicieli, managerów, kucharzy, kelnerów, dostawców, a także lokalnych producentów żywności. Miejsca, które tworzą wyjątkowy charakter Lublina – Miejsca Inspiracji, bez wsparcia mieszkańców, którzy w tym trudnym czasie mogą korzystać z oferty lokali, mogłyby nie przetrwać. Lubelscy „gastronauci” są częścią społeczności lokalnej, co udowodnili podczas akcji #wzywamyposiłki, solidarnie pomagając służbom medycznym. Teraz to oni potrzebują naszej pomocy – mówi Beata Stepaniuk-Kusmierzak, zastępca prezydenta Lublina ds. Kultury, Sportu i Partycypacji.

Miasto zapewnia im różne przestrzenie reklamowe, m.in. w MPK, drukuje plakaty akcji. Ale już koszt kampanii na bilbordach przedsiębiorcy ponoszą sami. Tych nośników docelowo przewidziano 23, a obecnie wisi kilkanaście.

Jednak siła mass-mediów

Chętne lokale gastronomiczne mogą zgłaszać się do udziału w akcji na każdym etapie jej trwania poprzez formularz dostępny na ratujemygastro.pl. Każdy z przystępujących podmiotów zobowiązuje się przestrzegać określone zasady, w tym przede wszystkim te związane z bezpieczeństwem w czasie pandemii. Aktualnie udział w akcji podjęło ponad 80 lokali. W Internecie inicjatywę można wspierać poprzez Facebook oraz Instagram.

Kluczowe pytanie to: Skąd zamawiać? Odpowiedź jest prosta: Z naszych ulubionych lokali, które działają w ten trudny czas. I chcą przetrwać, by już po epidemii móc dalej serwować nam ulubione posiłki. Na podanej witrynie Sieci znajduje się lista „Gastro” z linkami do stron www lokali, a na nich są obszary dowozów oraz mapka, która pokazuje jak bardzo ta inicjatywa jednoczy całą branżę.

– Wsparcie dla lubelskiej gastronomii jest bardzo potrzebne. Dlatego obecnie zamawiamy posiłki z odbiorem lub z dowozem i niecierpliwie czekamy, aż znów będziemy mogli odwiedzić ulubione lokale – czytamy na specjalnym profilu Facebook’u, gdzie aż wrze od innych pomysłów. – Bo cóż np. można zrobić, gdy nie jesteśmy aż tak głodni? A no polecać, komentować, oznaczać i recenzować lokale! Można też pisać, jak kto w inny sposób wspiera swoje ulubione restauracje, kawiarnie, puby. Podpowiedź zamieszcza infografika (autor: InMarketing).

Przypomnijmy…

Całe to zamieszanie nastąpiło wskutek decyzji rządu o zamknięciu miejsc pracy w branży gastro, z dniem 24 października. Już w przeddzień restauratorzy spontanicznie udali się pod gmach Urzędu Wojewódzkiego na ul. Spokojną. Kilkadziesiąt osób zebrało się tam by okazać swoje oburzenie na decyzję rządu.

„Nie zamykajcie nas!”, „Tarcza dla gastronomii, natychmiast!”, „Zero ognisk covid w restauracjach” – takie napisy na czerwonych transparentach mógł przeczytać wojewoda lubelski z okien gabinetu.

– To dla nas prawdziwy cios! Co mamy powiedzieć pracownikom, co dalej ze składkami ZUS, z podatkiem, co z zamówionym towarem? – krzyczeli głośno w owe popołudnie na ul. Spokojnej właściciele restauracji. Widać było ich gniew i determinację. – Z dnia na dzień zamyka się całą branżę, w której jak nikt inny dbamy o przestrzeganie zasad sanitarnych? Dlaczego w tym samym czasie mogą być otwarte kościoły? – pytali.

Do uczestników protestu wyszedł wojewoda Lech Sprawka, który zaznaczył, że w sprawie wysuwanych przez przedsiębiorców postulatów nie jest osobą decyzyjną, ale obiecał przekazać je wyżej.

Marek Rybołowicz