Renault Captur 1,0 TCe 100 KM

Ładny i modny – to najkrótsza charakterystyka Renault Captura drugiej generacji. Auto zbudowane na płycie Clio jest od niego sporo większe i na zewnątrz, i w środku, ale też sporo droższe. Czy warto dopłacać do większego prześwitu i kilku centymetrów więcej na nogi?

Nadwozie i wnętrze

Druga generacja Renault Captura może nie funduje nam stylistycznej rewolucji, ale z pewnością auto jest nie tylko ładniejsze, ale też bardziej agresywnie narysowane niż poprzednik. Przód dzieli oczywiście z całą linią Renault: mamy tu duże lampy wkomponowane w pas, którego środek wyznacza wielki logotyp zachodzący glęboko na maskę.

Najwyższy punkt w linii dachu znajduje się na wysokości przednich foteli, dalej łagodnie opada, a jego zwieńczeniem jest wielki spojler i antena w kształcie rekiniej płetwy. Prezentowana wersja kolorystyczna z brązowo-pomarańczowym dachem, kremowym lakierem i czarnymi plastikami w dolnej części nadwozia jakoś bardzo do gustu mi nie przypadły, ale jeśli ktoś ma akurat torebkę w takiej tonacji, będzie bardzo zadowolony. Jeśli nie, zawsze może sobie dobrać kolor dachu i wykończenia zderzaków czy osłon bocznych pasujący do swojej galanterii.

Wnętrze jest nie tylko nieźle wykończone, ale też bardzo ładne i funkcjonalne. Tylna kanapa jest przesuwna, pasażer obok kierowcy zamiast otwieranego schowka ma przed sobą pojemną szufladę, a bagażnik pomieści 536 litrów. Fotele są wygodne, kierownica idealnie okrągła, za nią cyfrowe zegary bardzo przejrzyste i czytelne. Obsługujący wielki, ponad 9-calowy monitor centralny system Easy Link jest łatwy w obsłudze nawet dla starszych kierowców.

Wielki plus dla Renault należy się za świetny manualny panel do sterowania klimatyzacją i nawiewami za pomocą trzech pokręteł pod wyświetlaczem. Miejsca w kabinie jest sporo więcej niż w Clio. Najbardziej odczują to pasażerowie zasiadający z tyłu, dla których konstruktorzy Renault wygospodarowali więcej miejsca na nogi i nad głową.

Silnik i skrzynia biegów

Choć papierowe osiągi tego auta na kolana nie powalają, to wrażenia z jazdy są o wiele bardziej optymistyczne. Pod maską Captura pracował silnik benzynowy o pojemności 1 litra i mocy 100 KM, który rozpędzał auto do setki w nieco ponad 13 sekund. Długo, ale w normalnym ruchu wcale mocno nie odczuwamy braku mocy. Po osiągnięciu 3 tys. obrotów auto dostaje wigoru i raźno rwie do przodu. Moc jest przenoszona tylko na przednią oś za pomocą 5-biegowej skrzyni manualnej. Przełożenia zestopniowano więc długo. Takie rozwiązanie świetnie sprawdza się w mieście, ale na trasie już niekoniecznie. Wyprzedzanie trzeba planować z odpowiednim wyprzedzeniem i z redukcją. Jazda z dużymi prędkościami i brak szóstego biegu źle wpływa też na spalanie. Normalnie jest ono umiarkowanie niskie – średnio w teście Captur zadowalał się ok. 6,5 litrami benzyny na każde 100 kilometrów.

Zawieszenie i komfort jazdy

Captur nie został stworzony do szybkiego pokonywania zakrętów. To świetne auto do miasta i na niedalekie wycieczki poza nie. Większy prześwit to sposób na większość miejskich dziur, torowisk czy krawężników. Zawieszenie całkiem nieźle radzi sobie z poprzecznymi nierównościami, więc przypadnie do gustu osobom bardziej ceniącym komfort podróżowania niż precyzję prowadzenia.

Wyposażenie i cena

Podstawowa odmiana Renault Captura kosztuje 69900 zł. Gdy wybierzemy środkowy pakiet wyposażenia Intense, a do tego dokupimy koła, 9,3-calowy wyświetlacz z Easy Link, dwukolorową tapicerkę zapłacimy za auto ok. 90 tys. zł.