Rodzinny umywa ręce

Ponad 12 godzin leżało w mieszkaniu ciało włodawianina, bo żaden lekarz nie chciał wypisać aktu zgonu. Kierownik przychodni, w której był zaopcjowany nieboszczyk, odmówił pomocy, podobnie szpital. – Nie wiem, co by się stało, gdyby nie pomoc starosty – mówi syn zmarłego.

Ponad 80-letni włodawianin zmarł w swoim mieszkaniu nad ranem 15 września. Mieszkający z nim syn od razu udał się do prywatnej przychodni, w której był zaopcjowany jego zmarły ojciec. – Chcieliśmy jak najszybciej przygotować pochówek, a do tego niezbędny jest akt zgonu – opowiada. – Niestety, mimo usilnych próśb, pan doktor odesłał mnie z kwitkiem mówiąc, że nie ma czasu i że za takie pieniądze on fatygował się nie będzie.

Pomocy odmówiono mi również w szpitalu. Lekarz w przychodni stwierdził, że wystawią mi ten dokument, ale pod warunkiem, że moja rodzina zapisze się do nich jako lekarza rodzinnego. Po całym dniu jeżdżenia pomógł mi dopiero starosta, który ściągnął z Krasnegostawu dr Mazurka i dopiero on, bez żadnych problemów wypisał ten nieszczęsny akt, za co serdecznie mu dziękuję – opowiada mężczyzna. A co by było, gdyby nie interwencja starosty? Trudno stwierdzić.

Kiedyś w takich sytuacjach można było liczyć na lekarzy pogotowia, ale tych od kilku lat już we Włodawie nie ma. Doktor Jerzy Makowski z przychodni „Zdrowa Rodzina”, który odmówił wystawienia aktu zgonu, nie ma sobie nic do zarzucenia. – Wystawienie tego dokumentu to czynność czysto administracyjna, którą powinien wystawić koroner powołany przez starostę – tłumaczy lekarz. – Gdy takiego nie ma, może to zrobić lekarz, który w ciągu ostatnich 30 dni od śmierci leczył pacjenta, który mieszka w promieniu do 4 kilometrów od miejsca zgonu takiej osoby i w ciągu 12 godzin od jej śmierci. Ja nie byłem lekarzem tego człowieka.

Owszem, leczył się on w mojej przychodni, ale u innej pani doktor. Akurat tego dnia, gdy pojawił się u nas jego syn, pani doktor nie było w pracy, a ja nie mam obowiązku pisania aktu zgonu. W normalnych warunkach pewnie bym nie odmówił przez wzgląd na zwykłą ludzką życzliwość i empatię, ale tego dnia miałem zapisanych kilkudziesięciu innych pacjentów, więc nie miałem fizycznej możliwości udania się z tym człowiekiem.

Jak mówiłem, obowiązkiem starosty jest wyłonienie lekarza, który będzie pełnił funkcję koronera, ale u nas takiej instytucji nie ma, co jest wielkim problemem dla lekarzy rodzinnych, bo musimy przyjmować na siebie ten bardzo odpowiedzialny obowiązek, jakim jest wypisanie aktu zgonu – dodaje Makowski.

– Koronera nie mamy tylko my – wyjaśnia z kolei starosta Andrzej Romańczuk. – Z tym problemem boryka się wiele powiatów, co zresztą było podnoszone na ostatnim konwencie powiatów polskich. Mimo ogłaszanych przetargów na wyłonienie lekarza, który obsadziłby tę funkcję, nie ma na nią chętnych. Między innymi dlatego w przygotowaniu jest ustawa cofająca ten obowiązek, ale przez pandemię nie weszła jeszcze w życie. Mam nadzieję, że wkrótce się to zmieni – dodaje. (bm)