Sąd nad bratobójcą

Przed Sądem Okręgowym w Lublinie ruszył proces Bogdana C. (53 l.). Mężczyzna nożem śmiertelnie ugodził swojego brata, Krzysztofa (56 l.). Zabił go na oczach trójki jego małych dzieci.
Ten dramat wstrząsnął malutką wsią Burzec na Lubelszczyźnie. Rozegrał się w marcu zeszłego roku w drewnianym domu na skraju miejscowości. Bogdan mieszkał tam razem z bratem i jego rodziną.
Zabójca nadużywał alkoholu. Feralnego wieczoru wrócił pijany od kolegi. Zaczął się awanturować i bez powodu szukać zaczepki. Rozdrażniły go maluchy, które w telewizji oglądały bajki. Nagle wujek wyrwał im pilota od telewizora i zaczął zmieniać kanały. Wtedy zaprotestował ojciec dzieci. Niespodziewanie Bogdan wyjął nóż i dźgnął brata prosto w serce. Zraniony mężczyzna osunął się na podłogę i do swojej ciężarnej wówczas żony zdołał tylko wyszeptać: „Ukłuł mnie”.

Krzysztof na ratunek nie miał szans. Zginął na miejscu. Na śmierć taty patrzyły jego córeczki: Lenka (3 l.), Ania (2 l.) i synek Kacperek, który miał wtedy zaledwie roczek.
Chwilę później na miejscu zaroiło się od policjantów. Bogdan C. został aresztowany.
Nożownik zabił brata, któremu wiele zawdzięczał. To on opiekował się nim, kiedy po wylewie musiał się rehabilitować. – Był nawet czas, kiedy musiał zmieniać mu pieluchy – opowiadali dziennikarzom sąsiedzi.
Do dziś oskarżony o zbrodnię mężczyzna cierpi na częściowy niedowład i ma wielkie problemy z mówieniem. Dlatego w sądzie napisał tylko kartkę, że to brat sam nadział się na nóż, kiedy on otworzył konserwę, aby poczęstować dzieci.
Zabójcy grozi dożywocie. LL