Sam poderżnął sobie gardło

Zakończyło się śledztwo w sprawie makabry w mieszkaniu przy ul. Połanieckiej. Badania wykazały, że nie mogło być mowy o morderstwie – syn byłego policjanta sam poderżnął sobie gardło od ucha do ucha.

Co dokładnie wydarzyło się przy ul. Połanieckiej, przez długi czas owiane było tajemnicą. W sierpniu ub. roku do mieszkania wezwana została policja i ratownicy medyczni. W przedpokoju na podłodze leżał konający 32-letni Tomasz H. Miał poderżnięte gardło, krew była wszędzie. W mieszkaniu znajdowali się wówczas rodzice denata. Akcja reanimacyjna trwała kilkadziesiąt minut, ale nie udało się uratować mężczyzny. Zmarł.
Z zeznań obojga wynikało, że tej nocy syn wpadł w szał i rzucił się na ojca z nożyczkami. Wbił mu je w ramię, ale na szczęście rana nie była zbyt głęboka. Rodzice zdołali uciec przed furiatem do pokoju i zabarykadować drzwi wersalką. Wtedy 32-latek miał chwycić za kuchenny nóż i targnąć się na swoje życie.
Po miesiącach dochodzenia sprawa została umorzona. Do prokuratury spłynęły wreszcie wyniki wszystkich zleconych badań i opinii z zakresu medycyny sądowej. Ślady linii papilarnych ujawnione na nożu nie nadawały się do analizy, ale wykonane mikronacięcia próbne poświadczyły, że była to próba samobójcza (na ciele 32-latka nie stwierdzono też innych obrażeń).
Za życia 32-latek znęcał się nad swoimi rodzicami (przed sądem od 2013 r. toczyła się sprawa przeciwko niemu). Był uzależniony od alkoholu i środków psychotropowych. Miał trafić na obserwację psychiatryczną. (pc)