Sami sobie dają pracę

Spółdzielnie socjalne stwarzają szanse dla osób bezrobotnych i zagrożonych wykluczeniem społecznym. Dzięki nim mogą wrócić na rynek pracy, zarabiać i znów normalnie żyć. Choć nie jest do droga usłana różami dzięki determinacji założycieli, wsparciu ze strony różnych instytucji w tym unijnym dotacjom na rozpoczęcie i rozkręcenie działalności gospodarczej, może się udać.


Przede wszystkim liczy się dobry pomysł i chęć współdziałania. Spółdzielnia musi prowadzić działalność gospodarczą, ale zysk osiągany z tej działalności nie jest celem samym w sobie, ponieważ spółdzielnia może także prowadzić działalność społeczną i oświatowo-kulturalną na rzecz swoich członków. W Lublinie i okolicach z powodzeniem funkcjonuje kilkanaście takich spółdzielni.

Lubelski „Kargusek”

Pani Katarzyna Mitaszka – Knap, bezrobotna, wraz z kilkoma znajdującymi się w takiej samej sytuacji życiowej koleżankami, założyła spółdzielnię socjalną „Kargusek” dzięki unijnej dotacji i opiece doradczej z OWES, czyli Ośrodka Wspierania Ekonomii Społecznej, realizującemu projekt finansowany za pośrednictwem Wojewódzkiego Urzędu Pracy w Lublinie. – To było po dziewiętnaście i pół tysiąca zł dotacji na członka-założycie spółdzielni. Było nas pięcioro, więc w sumie uzyskaliśmy 95 tysięcy złotych. Z tym, że my nie dostaliśmy tych środków do ręki. To było wsparcie na rozpoczęcie naszej działalności, zakup konkretnych, wskazanych przez nas we wniosku o uzyskanie dotacji towarów i sprzętów i m.in. znalezienie odpowiedniego lokalu – mówi Katarzyna Mitaszka-Knap.
Aby spółdzielnia socjalna mogła powstać potrzebnych jest co najmniej pięć osób spełniających ustawowe kryteria, tj. bezrobotnych i wykluczonych wykluczeniem społecznym. – Poszukiwałam ludzi z inicjatywą, którzy chcieliby razem ze mną przystąpić do działania. Spółdzielnia socjalna, to bardzo specyficzny twór, w którym się jest zarówno pracobiorcą, jak i pracodawcą. Spółdzielcy muszą sami sobie zarobić na wynagrodzenie. Pieniędzy jest tylko tyle, ile przyniesie klient, albo ile się uzyska np. z projektów. To nie są wielkie kwoty – przyznaje pani Katarzyna, choć dodaje że „Kargusek” cały czas się rozwija poszukując nowych źródeł finansowania. Spółdzielcy w swojej pracy nieustannie muszą wykazywać się inicjatywą, bo to od ich przedsiębiorczości zależy byt spółdzielni. – My nie mamy stałych umów o pracę, w pierwszej kolejności środki przeznaczamy na bieżące potrzeby takie jak materiały czy czynsz – dodaje pani Katarzyna.

Szkolenie

Przyszli spółdzielcy przed formalnym założeniem spółdzielni przeszli długie, kilkumiesięczne szkolenie w 2014 r., finansowane w ramach projektu ze środków Unii Europejskiej – Trwało od lipca do jesieni. W ramach szkolenia mieliśmy rozmowy z psychologiem, zajęcia grupowe, warsztaty reklamy, zajęcia komputerowe. Naprawdę było tego bardzo dużo, chociaż zabrakło mi zajęć z prawa budowlanego itd., bo taką wiedzę musiałam zdobywać na etapie poszukiwania lokalu. Naszą spółdzielnię założyliśmy w październiku – wyjaśnia pani Katarzyna. – Na drodze do założenia spółdzielni trzeba było pokonać szereg piętrzących się trudności. Trzeba było przejść całą procedurę, przygotować dokumenty, zarejestrować się w KRS. W międzyczasie pojawiły się problemy lokalowe. Najpierw trafiliśmy na fajny, gotowy niemal do użytku lokal na Czubach, ale z powodu długo ciągnących się procedur na etapie przyznania pieniędzy, zarejestrowania się w KRS i przelania dotacji ich na konto spółdzielni musieliśmy z niego zrezygnować i szukać innego lokalu, w centrum. Znaleźliśmy taki w zasobach ZNK i rozpoczęliśmy procedury uzyskania decyzji o warunkach zabudowy i zmianie sposobu użytkowania lokalu. Bez tych dwóch dokumentów nie można było nawet ściany młotkiem tknąć. A czynsz trzeba było w tym czasie płacić, choć trwało to siedem miesięcy – wspomina pani Katarzyna.

Zamiast przedszkola warsztaty

Lokal, który znaleźli spółdzielcy na początku był lokalem biurowym, a „karguskowicze” chcieli założyć w nim punkt przedszkolny, bo taki był pierwotny pomysł na spółdzielnię socjalną. Procedury adaptacji pomieszczenia również trwały dość długo. – Tu każdy metr się liczy, bo musieliśmy dostosować pomieszczenie do potrzeb małych dzieci. W międzyczasie zdecydowaliśmy się zmienić profil działania na warsztatowo-edukacyjny. Punkt przedszkolny zawsze możemy otworzyć, bo cała infrastruktura już jest, ale zdecydowaliśmy się skupić na tym co już dobrze znamy – wyjaśnia pani Katarzyna.
W końcu udało się rozpocząć działalność. „Kargusek” działa już od trzech lat, ale z początkowych pięciorga członków w prowadzenie spółdzielni zaangażowały się tak naprawdę dwie osoby – dwie Katarzyny. Obie prowadzą warsztaty z różnych dziedzin sztuk plastycznych, rękodzieła i florystyki – (filowanie, decoupage, papier mache, quiling, wianki ozdobne, pisanki i stroiki świąteczne. „Kargusek” w najbliższym czasie zamierza stworzyć „Warsztatownię” – miejsce rozwoju pasji. Obecnie poszukujemy nowych współpracowników i nowych członków. Wszystkie zyski będą dzielone równo przez członków spółdzielni – zapewnia pani Katarzyna.
Częścią działalności spółdzielni jest również organizacja urodzinowych przyjęć dla dzieci, podczas których wykonywane są np. pokazy doświadczeń chemiczno-fizycznych. – Zapraszamy szkoły i przedszkola do kontaktu, jesteśmy w stanie wykonać np. bardzo popularne teraz warsztaty wyrobu mydełek glicerynowych dla dzieci. Dysponujemy własnym lokalem – zachęca do skorzystania z oferty spółdzielni, pani Katarzyna.
(EM.K.)

Bezcenne wsparcie

Z ofertą podmiotów ekonomii społecznej z całego regionu, w tym spółdzielni socjalnych, takich jak „Kargusek” mogliśmy zapoznać się podczas zorganizowanych we wrześniu br. w Lublinie Targów Ekonomii Społecznej. Wzięły w nich udział spółdzielnie socjalne, przedsiębiorstwa aktywności społecznej, zakłady aktywności zawodowej, warsztaty terapii zajęciowej i organizacje pozarządowe. Wystawcy oferowali szeroki wachlarz usług i produktów wytwarzanych przez osoby z niepełnosprawnościami, zagrożone wykluczeniem społecznym i ekonomicznym. Lublinianie mieli niepowtarzalną okazję do zakupu oryginalnej ceramiki, ręcznie szytych maskotek czy wyrobów gastronomicznych.
– Zajmujemy się pracą z osobami dorosłymi z niepełnosprawnością (zwłaszcza psychiczną), ze wskazaniem do terapii zajęciowej – mówiła Dorota Zajdel z Warsztatów Terapii Zajęciowej „Misericordia” w Lublinie. – Nasi podopieczni mają zajęcia w dni robocze od godziny 8.00 do 15.00 w siedmiu pracowniach: pracowni gospodarstwa domowego, pracowni porządkowo-dekoratorskiej, pracowni krawieckiej i prac ręcznych, pracowni pamiątkarskiej, pracowni poligraficzno-komputerowej, pracowni introligatorskiej, i pracowni rękodzieła. Zapewniamy im także opiekę psychologa, lekarza psychiatry, rehabilitanta i pielęgniarki – dodaje.
Wszystkie zajęcia są bezpłatne. Warsztat Terapii Zajęciowej „Misericordia” przy ul. Głuskiej 138 w Lublinie nieustannie poszukuje osób z niepełnosprawnością psychiczną chętnych do udziału w rehabilitacji zawodowej i społecznej. Wymagane jest orzeczenie o umiarkowanym lub znacznym stopniu niepełnosprawności, ze wskazaniami do terapii zajęciowej. Osoby, które starają się o orzeczenie również mogą skontaktować się z pracownikami WTZ, którzy podpowiedzą, jak wypełnić dokumenty (tel. 81 7599299). Aktualnie w codziennych warsztatach uczestniczy około 35 osób.
Podczas Targów Ekonomii Społecznej swoje stoisko miało także Centrum Integracji Społecznej ze Świdnika, które działa w ramach Stowarzyszenia POSTIS. Stowarzyszenie, jako jedna z nielicznych organizacji w Polsce oprócz udzielania wsparcia osobom długotrwale bezrobotnym, zajmuje się również pomocą m.in. osobom bezdomnym i zwalnianym z zakładów karnych. – Naszym innowacyjnym programem jest pomoc ludziom młodym, do 29. roku życia opuszczającym zakłady karne i areszty śledcze. Jako jedyni w Polsce oferujemy im w ramach projektu „Nowa Droga” wsparcie podczas dwutygodniowej drogi razem z opiekunem polską „drogą św. Jakuba” z Lublina do Krakowa – wyjaśniała Barbara Bojko-Kulpa, prezes stowarzyszenia „POSTIS”. – Mamy tu bardzo dobre doświadczenia, ostatnio tę drogę pokonał pięćdziesiąty uczestnik. Taka trasa pozwala młodym ludziom zastanowić się, co chcą robić ze swoim życiem i jak uporządkować swoje rodzinne relacje – dodaje. Dodatkowo podopieczni Stowarzyszenia mogą liczyć na pomoc w postaci spotkań z psychologiem, doradcą zawodowym, szkoleń zawodowych i pomoc w znalezieniu pracy w Polsce lub za granicą. – W Polsce brakuje systemu, który pomagałby osobom opuszczającym więzienia, my oferujemy im wsparcie i konkretną pomoc w znalezieniu zatrudnienia w innej części Polski, tak by nie wracały z powrotem do działalności przestępczej – dodawała Barbara Bojko-Kulpa. Udział w projekcie jest bezpłatny. Kontakt ze Stowarzyszeniem „Postis”: (081) 524 39 66. W ramach Centrum Integracji Społecznej prowadzone są min. kursy stolarsko-budowlane czy gastronomiczno-społeczne dla osób bezdomnych czy niepełnosprawnych. Na targach były też prowadzące działalność gospodarczą spółdzielnie socjalne, świadczące usługi głównie w branży gastronomicznej, remontowej, czy zagospodarowania zieleni. Konkurują one z normalnymi firmami z tym, że nie zysk jest ich celem działalności, a wypracowywane w działalności nadwyżki nie stanowią dywidendy jej członków, ale są przeznaczane przed wszystkim na zawodową reintegrację jej członków
Targi Ekonomii Społecznej były zrealizowane w ramach projektu ROPS w Lublinie pt. „Ekonomia Społeczna – drogowskaz rozwoju społecznego” współfinansowanego przez Unię Europejską. (EM.K.)