Sąsiedzi się mają

Do 10-latka z Rejowca przyjechała policja, bo chłopiec zachowywał się agresywnie. Okazało się, że nie pierwszy raz jest z nim kłopot. Podobnie jak z jego rodziną, na którą skarżą się sąsiedzi, a którą dobrze znają urzędnicy z gminy i pracownicy opieki społecznej. Chyba już najwyższy czas na zdecydowaną reakcję.

We wtorek policja interweniowała w domu przy ul. Niecałej w Rejowcu. Funkcjonariuszy wezwano do agresywnie zachowującego się 10-latka, który groził swojej rodzinie. Chłopiec mieszka z matką i czworgiem rodzeństwa. I to nie pierwsze takie wezwanie. Policja odwiedzała dom przy Niecałej już kilkukrotnie. I nie była wzywana tylko do chłopca. Tym razem dziecko zabrało pogotowie.

– Faktycznie rodzina jest pod uwagą dzielnicowego z Rejowca, a informacja o interwencjach w sprawie chłopca przekazana została do sądu rodzinnego – potwierdziliśmy w Komendzie Miejskiej Policji w Chełmie.

Rodzina ma też zatarg z sąsiadami. A ponieważ utrzymuje się z m.in. z zasiłków wypłacanych przez opiekę społeczną, jest dobrze znana w urzędzie miasta i tamtejszym ośrodku pomocy społecznej. W jej sprawie do urzędu przychodził sąsiad, który skarżył się na bałagan na posesji sąsiadki, robaki które mnożą się w pozostawionych na podwórku śmieciach i na to, że przez kobietę nie może wyremontować dachu nad swoją częścią domu (z domem sąsiadki łączy go ściana). A gdy zamontował kamerę na swojej posesji, sąsiadka miała mu zarzucić nękanie. On nie był dłużny i też poskarżył się, że sąsiadka go nęka i nasyła na niego policję.

– Mieszkańcy faktycznie się skarżą, faktycznie jest tam rodzina, która utrzymuje się na koszt skarbu państwa i zapewne ma lepiej niż niejeden pracujący, ale wszystko jest w majestacie prawa – mówi Tadeusz Górski, burmistrz Rejowca. – Był u mnie jej sąsiad, skarżył się, że chciał reperować dach, bo leje mu się na głowę i że ma z tym problem. Tu sąd powinien stanąć na wysokości zadania. Policja i opieka społeczna robi swoje.

Ale sąsiedzi uważają, że to za mało i że działań opieki społecznej wcale nie widać.

– Znamy sytuację tej rodziny, podejmowaliśmy działania i podejmujemy je w dalszym ciągu. Może tego nie widać, ale zapewniam, że nie siedzimy z założonymi rękami – tłumaczy Dorota Holuk z OPS w Rejowcu. Urzędniczka twierdzi, że OPS robi wszystko w ramach swoich kompetencji, łącznie z zawiadomieniem sądu ds. nieletnich. Ale przyznaje, że z powodu pandemii pracownicy socjalni pracują w ograniczonym zakresie. I zapewne nie są w stanie naocznie sprawdzić czy relacje sąsiadów o fatalnych warunkach, w jakich chowane są dzieci, są prawdziwe. (bf)