Sędzia dręczy sąsiadów

Coraz częściej w ruch idą jajka

Najpierw rzucała aktami w sali sądowej, teraz rzuca jajami i epitetami na klatce schodowej. Sędzia Anna C., skazana nieprawomocnym wyrokiem za fałszowanie dokumentów, zatruła życie swoim sąsiadom z bloku przy ul. Pocztowej w Chełmie. Nikt nie kwapi się im pomóc.

Mieszkańcy „Pocztowej 26” początki znajomości z panią sędzią wspominają z rozrzewnieniem. Miła, uśmiechnięta kobieta, nieraz przynosiła im własnoręcznie upieczone świeże bułeczki, ubrania po swoich synach. Pozornie sąsiadka idealna. Do czasu.
– Wszystko zmieniło się mniej więcej rok temu, gdy przestała pracować. Najpierw były niewybredne komentarze i wulgarne epitety pod naszym adresem wygłaszane przez panią Annę zza zamkniętych drzwi, ale na tyle głośno, że doskonale było je słychać i na klatce schodowej, i w ościennych mieszkaniach – opowiada jeden z sąsiadów. – Najpierw to ignorowaliśmy i podśmiewaliśmy się z tego, ale potem przestało nam być do śmiechu.
Sędzia nie tylko werbalnie zaczęła uprzykrzać współlokatorom życie. Sprawy szybko nabrały gorszego obrotu.

– Pani Anna zajmuje całe piętro, bo jej mieszkanie składa się z dwóch połączonych ze sobą. I chyba wydaje jej się, że również klatka do niej należy. Była taka sytuacja, że na schodach leżał rower, celowo blokujący przejście do mieszkań wyżej – opowiada sąsiadka kobiety.
Przy ul. Pocztowej 26 mieszka kilka rodzin. Sami sprzątają klatkę schodową zgodnie z wyznaczonymi dyżurami. Jakiś czas temu zaczęli też sprzątać po „kimś”. Najpierw zobaczyli porozrzucane na schodach gazetki i ulotki reklamowe. Posprzątali. Potem był rozsypany na klatce ryż. Jak któryś z mieszkańców go posprzątał, po chwili znów na schodach leżały porozrzucane ziarna. Później był rozlany sok buraczany, jakieś lepkie napoje. Kilkakrotnie ktoś z mieszkańców poślizgnął się na mokrych i lepiących się schodach, i przewrócił – nie obyło się bez urazów kolana.

– Jest coraz gorzej. Ostatnio na ścianach klatki schodowej i oknie na półpiętrze lądują rozbite jajka. Jest tak brudno i odrażająco, że wstyd nam znajomych zaprosić, żeby nie pomyśleli, co za brudasy tu mieszkają. Chcieliśmy z nią porozmawiać, dlaczego to robi, ale nie otwiera drzwi – mówią sąsiedzi prawniczki. – Kiedyś, gdy jeszcze mieszkał z nią syn, jeden z mieszkańców zaczepił go, by porozmawiał z matką, ale wyglądało na to, że on też jest bezradny. Potem się wyprowadził, a ona została sama i było z nią coraz gorzej – żalą się ludzie.

Drzwi w keczupie i uciekająca sędzia

Sąsiedzi sędzi C. mają dość „usuwania aktów wandalizmu sędzi”. Policja nieraz przyjeżdżała na interwencję, ale była bezradna, bo sędzi nikt za rękę nie złapał. Zrozpaczeni sąsiedzi próbowali szukać pomocy w każdym możliwym miejscu, nawet w sanepidzie. Do Spółdzielni Mieszkaniowej „Centrum” wysłali zaś pismo z prośbą o zamontowanie monitoringu na klatce schodowej, by mieć niezbite dowody. Ta jednak poinformowała ich o konieczności podjęcia uchwały, pod którą podpisaliby się wszyscy mieszkańcy, w tym Anna C.
– Miarka się przebrała. Dwa tygodnie temu podeszła pod nasze drzwi, pewnie myślała, że nikogo nie ma w domu, ale był mąż. Usłyszał dziwne odgłosy szurania po drzwiach. Otworzył, zobaczył drzwi umazane keczupem i uciekającą w popłochu Annę C. Zbiegł za nią po schodach i zadzwonił do jej mieszkania, ale nie otworzyła, tylko rzuciła „Nie ma mnie w domu”. To jest normalne zachowanie zdrowego człowieka? – pyta sąsiadka sędziny.
Po kolejnym rzucaniu jajkami po ścianach i prośbie o interwencję prezesa spółdzielni, w ubiegłym tygodniu, klatkę schodową przyszli posprzątać… rodzice sędzi. – Przykro było patrzeć i słuchać, jak starsi ludzie ciężko pracowali, czując się odpowiedzialni za swoją przecież dorosłą córkę i jej postępowanie, a ona odzywała się do nich w taki sposób, że wstyd powtarzać – mówią z przejęciem mieszkańcy.

Słynna sędzia Anna C.

W 2014 roku prokuratura wszczęła wobec sędzi Sądu Rejonowego we Włodawie Anny C. (45 lat) postępowanie w sprawie o podrobienie wyroku, poświadczenie nieprawdy w protokołach z czterech rozpraw i nakłanianie protokolanta sądowego do poświadczania nieprawdy. Przed postawieniem zarzutów i skierowaniem aktu oskarżenia sędzię chronił jednak immunitet. Najpierw Sąd Apelacyjny w Lublinie zgodził się na jego uchylenie i zawiesił ją w czynnościach służbowych, ale po odwołaniu się Anny C. Sąd Najwyższy nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy. Sędzia mogła zatem wrócić do pracy. Została jednak przeniesiona z rodzinnej Włodawy do Sądu Rejonowego w Chełmie. I tu zaczęły się kolejne problemy. Na sędzię posypały się anonimowe skargi, że poniża pracujących z nią protokolantów – krzyczy na nich i rzuca na sali rozpraw aktami.
Ostatecznie Sąd Najwyższy, działający jako Sąd Dyscyplinarny, podjął uchwałę o zezwoleniu na pociągnięcie sędzi do odpowiedzialności karnej. Jednocześnie zawiesił C. w czynnościach służbowych i pozbawił ją 50 proc. wynagrodzenia.

Niebawem odpędzie się kolejne posiedzenie w sprawie. Jak informuje Barbara du Chateau, rzecznik prasowy Sądu Apelacyjnego w Lublinie, 22 stycznia tego roku zapadł nieprawomocny wyrok, uznający Annę C. winną popełnienia 4 przewinień służbowych, za co została orzeczona kara łączna złożenia sędziego z urzędu – najbardziej dotkliwa, bo eliminująca sędziego na zawsze z korporacji sędziowskiej.
Kobieta złożyła jednak odwołanie, a sprawą zajął się Sąd Najwyższy (termin rozprawy wyznaczono na 16 maja).

Zdaniem mieszkańców ul. Pocztowej 26, to właśnie od momentu zawieszenia sędzi i definitywnego uchylenia jej immunitetu zaczęły się ich problemy. Próbowaliśmy porozmawiać z sędzią, ale odmówiła, zatrzaskując drzwi. Pracownikowi spółdzielni miała zaś powiedzieć, że to sąsiedzi się na nią uwzięli i ją pomawiają. (pc)