Śmiesznie czy już strasznie?

Dzielą i rządzą, nie licząc się z nikim i z niczym. Nieważne dla nich jest ani zdanie mieszkańców, ani ogromne koszty, które pociągnie za sobą przywrócenie szkół pod kuratelę gminy. Robią wszystko, by osiągnąć swój upragniony cel, czyli przywrócić dawne pensje i przywileje wynikające z Karty Nauczyciela. Tak działają opozycyjni radni w Hannie, którzy na ostatniej sesji zadrwili sobie nie tylko z zasad demokracji, ale też z mieszkańców, którzy w serii niedawnych zebrań wiejskich, w ogromnej większości, opowiedzieli się za pozostawieniem szkół w obecnej formie.

Temat szkół ponownie zdominowała posiedzenie Rady Gminy Hanna (31 stycznia). Zaczęło się od wystąpienia wójt, Grażyny Kowalik, która po opowiedzeniu o tym, czym zajmowała się od czasu ostatniego posiedzenia, poinformowała radnych, że do UG przysłano pismo z Kancelarii Prezesa Rady Ministrów. List ów wzywał radę do ustosunkowania się do skargi, jaka wpłynęła do premier, Beaty Szydło, a którą podpisała Rada Pedagogiczna Szkoły Podstawowej i Gimnazjum im. Żołnierzy KOP w Hannie. W dokumencie tym podnoszono głównie trudności finansowe tych placówek, niezadowolenie większości rodziców z działania szkół w obecnej formie, ale przede wszystkim niskie uposażenie tamtejszych nauczycieli.
– Przewodniczącą Rady Pedagogicznej jest pani dyrektor – mówiła wójt. – Spotkałam się z obiema dyrektorkami i żadna z nich nie miała zielonego pojęcia o skardze. Pismo zawierało tylko jedno nazwisko – pani Anny Zagajskiej, która podała swój adres do korespondencji. Żadna z pań dyrektorek nie udzieliła pełnomocnictwa pani Zagajskiej, ani innemu nauczycielowi, więc wyrażenie „Rada Pedagogiczna” zostało tu co najmniej nadużyte. Co ciekawe, żadna skarga na nieprawidłowości nie wpłynęła też do prowadzącej szkoły fundacji „Akademia Umiejętności”. W skardze autorzy podnosili też, że niektórzy radni zostali zastraszeni i dlatego, gdy opozycja wystąpiła z wnioskiem o przywrócenie szkół, projekt ów upadł. Z tego miejsca proszę każdego radnego, który był zastraszany o jak najszybsze dostarczenie pisemnego oświadczenia kto, kiedy i gdzie go zastraszał – mówiła Kowalik. – Bezpodstawny jest też kolejny argument skarżących, ten, że w UG systematycznie, z roku na rok, rośnie zatrudnienie, czy też ten, że w 2012 r., gdy przekazywaliśmy szkoły, nie chcieliśmy ich oddać lokalnemu stowarzyszeniu. Mam niepodważalne dokumenty obalające każdy z tych zarzutów, są pisma, artykuły, protokoły z zebrań – wszystko czarno na białym – tłumaczyła wójt kończąc swoje wystąpienie.
Kolejnym punktem sesji były interpelacje, które zaczął Krzysztof Borodziej, który poprosił o przygotowanie kopii skargi dla wszystkich radnych. Po nim głos zabrał Krzysztof Struk. – Składam wniosek formalny o powołanie komisji doraźnej, która zbada sprawę i będzie mogła się do niej ustosunkować – apelował radny. Krzysztof Kołtun z kolei zauważył, że w piśmie są fragmenty znieważające funkcjonariuszy publicznych i zapytał wójt, czy nie zastanawia się nad skierowaniem sprawy do prokuratury. Grzegorz Ostrowski stwierdził, że działki przeznaczone do sprzedaży przez UG są za drogie i zaapelował o to, by sesje zaczynały się o godzinie 15. Kazimierz Czekiejda poprosił o zajęcie się sprawą osieroconej przez ojca dziewczynki, której matka wyjechała za granicę i od tamtej pory nie interesuje się losem dziecka, a Danuta Kononiuk poinformowała zebranych, że dotarło do niej pismo, w którym nieobecny na obradach Mirosław Krukowski zrzeka się mandatu radnego (o tym piszemy obok). Przewodnicząca powiadomiła też kolegów o kolejnej skardze, tym razem od mieszkańca Dołhobród, który na działalność wójt poskarżył się do Ministerstwa Sprawiedliwości (o tym z kolei w kolejnym wydaniu Nowego Tygodnia).
Następnie radni przyjęli stawki za wodę i ścieki, zgodzili się na przystąpienie do Związku Gmin Wiejskich, uchwalili program opieki nad zwierzętami. W dyskusji kończącej obrady na tapetę ponownie powrócił temat skargi nauczycieli. Krzysztof Struk stwierdził, że przywracanie gimnazjum, które za 2 lata i tak zostanie zlikwidowane jest nonsensem, a chodzi w tym tylko o to, by nauczyciele w nim zatrudnieni zdążyli pobrać odprawy. Radny słusznie też zauważył, że opozycja mówi tylko o przywróceniu podstawówki i gimnazjum w Hannie, pozostałe dwie szkoły stowarzyszeniowe działające na terenie gminy w ogóle ich nie interesują. Gdy radni zastanawiali się nad powołaniem komisji ds. skargi, przewodnicząca D. Kononiuk, nagle „wyskoczyła” z wnioskiem formalnym, by odpowiedzią na skargę zajęła się komisja ds. oświaty. To wywołało zdecydowany i ostry protest radnych kojarzonych z wójt, ale Kononiuk ucięła dyskusję i zarządziła głosowanie, którego wynik był z góry do przewidzenia, bo na 14 obecnych radnych ośmioro było z opozycji i każdy z nich rękę za wnioskiem przewodniczącej podniósł. Mimo że jeszcze kilku radnych chciało zabrać głos D. Kononiuk po głosowaniu zakończyła sesję.
Oburzenie samorządowców sprzyjających wójt było słuszne, bo okazuje się, że przewodnicząca komisji oświaty, Marianna Jakubiuk, jest jednym z autorów skargi wysłanej do premier Szydło. – Przecież to farsa, żeby ta pani była sędzią we własnej sprawie – denerwowali się jej oponenci. Następnego dnia, na biurko wójt i do rąk D. Kononiuk trafiły pisemne wnioski części radnych, by Mariannę Jakubiuk i Katarzynę Walczuk, która jest z kolei matką Anny Zagajskiej wykluczyć z prac tej komisji jako osoby stronnicze.
– Nie wiem jeszcze, co stanie się z tym wnioskiem – mówi Kononiuk. – Z tego, co się orientuję, w przygotowaniu są jeszcze inne, więc najprawdopodobniej poczekamy z ich rozpatrzeniem do kolejnej sesji. Nie możemy dojść do kompromisu w tej sprawie, więc rozważamy, by opinie były dwie – nasza i ta z obozu pani wójt, choć nie wykluczam też, że może kiedyś dojdziemy do konsensusu – dodaje przewodnicząca.
Ciekawa sprawa jest też z panią Anną Zagajską, która jako katechetka reprezentuje w szkole nie tylko swoją misję, ale cały Kościół. – Żaden katecheta nie może być stroną w jakimkolwiek sporze. Oczywiście może mieć swoje zdanie, ale nie powinien go wyrażać publicznie. Jego jedynym zadaniem w szkole jest nauczanie. Dlatego dziwi mnie postawa tej pani, która doskonale wiedziała, że nie wolno jej opowiadać się po żadnej ze stron tego sporu. Nie wiem, jak potoczy się dalej ta sprawa, ale jeśli zgłosi się do mnie osoba pokrzywdzona przez tę skargę, będę musiał przekazać sprawę pani Zagajskiej do kurii i to biskup zdecyduje o jej dalszym losie – mówi ks. Marek Uzdowski, proboszcz parafii w Hannie. (bm)