Śmigłowce tracą ciąg?

Narasta niepokój pracowników PZL-Świdnik o miejsca pracy i przyszłość zakładu – o 20 proc. zmniejszono całej załodze wymiar czasu pracy i wynagrodzenie, a mimo to zwolnienia mają dotknąć nie 90 osób, jak pierwotnie planowano, a aż 210. Związkowcy apelują do polityków o wsparcie.


Problemy zakładu związane są z pandemią koronawirusa, która dotknęła przemysł lotniczy na całym świecie. Zamówienia od spółki matki, czyli koncernu Leonardo Helicopters, w świdnickiej fabryce spadły o połowę, a kiedy i czy sytuacja wróci do normy sprzed kryzysu, nie wiadomo. W pierwszej reakcji na drastyczny spadek przychodów zakład wysłał jak największą ilość pracowników na urlopy. Kolejnym krokiem było wprowadzenie przestoju w pracy zakładu od 27 do 30 kwietnia, a w zasadzie aż do 4 maja. Potem zarząd spółki poinformował związki zawodowe o planach zwolnienia do końca roku 90 pracowników zatrudnionych na umowach czasowych i tych, którzy w międzyczasie nabędą uprawnienia emerytalne (część z tych osób już straciła pracę).

Związki zawodowe zgodziły się również na redukcję całej załodze na okres trzech miesięcy o 20 proc. wymiaru czasu pracy (teraz w zakładzie pracuje się przez cztery dni w tygodniu) i wynagrodzeń, dzięki czemu PZL mógł skorzystać z przewidzianych w tarczy antykryzysowej dopłat do wynagrodzeń i składek z Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. – Dofinansowanie obejmie wynagrodzenia 2761 pracowników za miesiące maj-lipiec, a łączna wartość wsparcia wyniesie blisko 18 mln złotych – wylicza wiceminister aktywów państwowych, świdnicki poseł Artur Soboń.

– Na tym możliwości skorzystania ze wsparcia w ramach tarczy antykryzysowej się kończą, a okazuje się ono niewystarczające, aby zbilansować wpływy i wydatki, dlatego zarząd spółki zakomunikował związkom zawodowym informację o konieczności rozwiązania umowy o prace z kolejnymi 120 pracownikami, czyli łącznie prace ma stracić 210 pracowników, co stanowi około 8% załogi – mówi Piotr Sadowski, przewodniczący Związku Zawodowego Inżynierów i Techników PZL-Świdnik S.A. w Świdniku. – Boimy się, że mimo to w drugim półroczu może zabraknąć pracy i martwimy się, czy PZL będzie jeszcze posiadał własne wyroby finalne, czy też będzie tylko podwykonawcą dla wyrobów produkowanych finalnie w koncernie. Stąd nasze apele do polityków, by w końcu zrealizowane zostały obiecywane od lat przez rząd PiS zamówienia.

Postulaty do parlamentarzystów

W poniedziałek, 11 maja, odbyło się posiedzenie Lubelskiego Zespołu Parlamentarnego. Uczestniczyło w nim 7 posłów i senator Jacek Bury (KO), wiceminister Artur Soboń oraz przewodniczący organizacji związkowych: ZZIT, ZZ Metalowcy, WZZ Sierpień 80 i wiceprzewodniczący NSZZ „Solidarność”.

We wnioskach, jakie związkowcy przekazali parlamentarzystom, wskazano na kierunki oczekiwanych działań, czyli: zamówienia śmigłowców Sokół dla Państwowej Straży Pożarnej, TOPR, GOPR i modernizację śmigłowców PZL SW-4 użytkowanych w Dęblinie. Padło też zapytanie o to, czy i kiedy dojdzie do obiecywanej modernizacji 25-30 Sokołów do wersji wsparcia pola walki oraz związane z tym pytania zasadnicze: czy planuje się odkupienie Zakładu Napędów w Rzeszowie, który jest kluczowy dla wszystkich programów ewentualnej modernizacji śmigłowców W-3A; czy jest szansa na pozyskanie zamówienia rządowego na 32 sztuki śmigłowców o kryptonimie „Perkoz” z gwarancją, że ich montaż finalny będzie odbywać się w Świdniku w kooperacji z podmiotami z PGZ, podobnie jak w przypadku wyboru maszyn AW-249 dla polskiej armii. Związkowców interesowało też ustalenie, na jaki inny rodzaj pomocy rządowej może liczyć zakład, aby utrzymać miejsca pracy w PZL-Świdnik bez konieczności redukcji zatrudnienia.

– Dzisiaj PZL Świdnik realizuje rządowy kontrakt za 1,6 mld zł na śmigłowce morskie AW101. Jest też podpisana umowa na modernizacje czterech śmigłowców W3 – mówił podczas spotkania Artur Soboń, dodając, że szansą dla fabryki jest nowy program śmigłowcowy.

– Tyle, że zakup przez MON 4 śmigłowców AW-101, do których w Świdniku produkowane jest tylko część komponentów i których do maszyn PZL jest tylko dystrybutorem w ramach koncernu, nie spowodował powstania żadnych nowych miejsc pracy w Świdniku – przypominał Piotr Sadowski.

– Od kilku dobrych lat składane są kolejne obietnice wobec pracowników, które nie są realizowane. Szczególnie robione jest to podczas kampanii wyborczych, kiedy budowany jest kapitał polityczny – wypominał Michał Krawczyk, poseł PO.

Zarząd zapewnia, że będzie dobrze

W ubiegły piątek zarząd PZL-Świdnik wydał oświadczenie, które miało uspokoić załogę, że przyszłość zakładu wcale nie rysuje się w czarnych barwach. Poinformował w nim, że wyniki Leonardo w pierwszym kwartale br. były niezwykle dobre i wykluczając ewentualne dalsze blokady związane z epidemią, dzięki podjętym działaniom naprawczym w drugiej połowie roku w koncernie oczekuje się dobrych rezultatów.

– Przekłada się to również na polską działalność przemysłową. W związku z tym przemysłowa i finansowa pozycja PZL-Świdnik oraz jej długoterminowa strategiczna rola są niepodważalne. Wszelkie uwagi, że przyszłość spółki jest zagrożona, nie znajdują odzwierciedlenia w faktycznej sytuacji i podejmowanych działaniach, które mają na celu zmierzenie się z obecną nieprzewidzianą sytuacją pandemiczną – twierdzi Dariusz Szulc, rzecznik prasowy PZL-Świdnik.

Rzecznik podkreśla, że PZL ma solidny plan na przyszłość, wspólny ze związkami zawodowymi. Opiera się on na już istniejących programach przemysłowych, m.in. dostaw AW-101ASW/CSAR dla Polskiej Marynarki Wojennej, a także na nowych możliwościach obecnie dyskutowanych z odpowiednimi organami krajowymi. Mowa tu o programie Kondor, czyli dostawach lekkiego śmigłowca morskiego, w ramach którego PZL-Świdnik jest gotowy zaoferować najlepsze rozwiązanie, tak samo jak w przypadku programu Kruk, czyli dostaw dla armii śmigłowców bojowych. Zarząd PZL zauważa, że „etap cyklu życia, schyłkowość i niemożność utrzymania floty śmigłowców Sokół w perspektywie średnio- i długoterminowej przy ograniczeniach wydajności przemysłowej, wymaga nowego rozwiązania, aby utrzymać Polskę na czele technologii wiropłatów”.

Zdanie o „niemożność utrzymania floty śmigłowców Sokół w perspektywie średnio- i długoterminowej” bardziej jednak zaniepokoiło niż uspokoiło pracowników, bo oznaczałoby ono odejście od modernizacji przestarzałych świdnickich maszyn Sokół i Mi-2, która była dotąd dla spółki pewnym źródłem przychodów. – Czy polską armię stać na zastąpienie 60 takich maszyn nowoczesnymi śmigłowcami AW-101 koncernu Leonardo i czy dostawcą nowych maszyn na pewno byłby właśnie włoski koncern –- pytają? JN