SsangYong Korando 2.0 149 KM

Czasy, kiedy auta spod znaku SsangYong były kojarzone z brzydotą, bezpowrotnie minęły. Żywym tego dowodem jest Korando – średniej wielkości SUV, który może nie bije po oczach krzykliwym wyglądem, ale swój dyskretny urok zdecydowanie ma. Niezdecydowanych powinna zaś przekonać cena – 70 tys. zł za podstawowy model w tym segmencie to prawdziwa okazja.

Nadwozie i wnętrze

SsangYong Korando to średniej wielkości SUV, który nie rzuca się zbytnio w oczy. Jeśli ktoś postanowi mu się bliżej przyjrzeć, niemal na 100 procent stwierdzi, że nie wie, jaki samochód właśnie ogląda. Nieraz pytano mnie, co to za marka, a gdy odpowiadałem, że SsangYong, ludzie z niedowierzaniem kręcili głowami. Wielu z nich sądziło, że mają do czynienia z samochodem rodem z USA! To doskonale pokazuje, jak na przestrzeni lat zmieniła się koreańska marka.
Korando ma łagodne linie nadwozia, uwypuklone nadkola, wysoko poprowadzoną linię szyb bocznych, a dół karoserii – jak to w SUV-ach – okala czarny plastik. Z tyłu w oczy rzucają się przede wszystkim podwójne końcówki wydechu i duży spojler na dachu. Wnętrze Korando jest przestronne i nie przypomina żadnego innego samochodu (no, może delikatnie Chevroleta, jeśli chodzi o deskę rozdzielczą). Generalnie materiały, z których zbudowano kokpit, są porządne i nieźle spasowane. Najmniejszych problemów nie nastręcza obsługa systemów, choć i tu są wyjątki, bo długo szukałem przycisku do przełączania komputera pokładowego. Znalazłem go na samym środku deski rozdzielczej w towarzystwie włącznika ogrzewania szyby i podgrzewania lusterek. Klasyczne zegary są czytelne, trójramienna kierownica dobrze leży w dłoniach, fotele są wygodne i mają wystarczający zakres regulacji. Bagażnik ma pojemność 486 l.

Silnik i skrzynia biegów

Pod maską testowego Korando znalazł się benzynowy silnik o poj. 2 litrów i mocy 149 KM sprzężony z automatyczną, 6-biegową skrzynią. Zestawienie to nieźle radzi sobie z rozpędzaniem ciężkiego auta, ale demonem szybkości to SsangYong na pewno nie jest. Myślę, że duża w tym wina dość ospałej skrzyni, która jest powolna i czasami gubi się z doborem odpowiedniego przełożenia. Na pewno też generuje większe koszty niż manual. W teście Korando paliło średnio pod 10 litrów benzyny.

Zawieszenie i komfort jazdy

Korando zdecydowanie jest wygodnym samochodem. Nastawy jego zawieszenia skonfigurowano bardzo miękko, więc jazda po dziurach czy szutrach w środku jest praktycznie nieodczuwalna. Na zadowalającym poziomie jest też wyciszenie. Głośno robi się dopiero w okolicach 130-140 km/h.

Wyposażenie i cena

Bezsprzecznie cena jest największym atutem koreańskiego auta. Za podstawowy model tego SUV-a zapłacimy tylko 69 990 zł. Wersja testowa w wysokiej odmianie wyposażenia Quartz i z automatyczną skrzynia kosztuje ok. 90 tys. zł. Na jej pokładzie znajdziemy m.in.: wielofunkcyjną skórzaną kierownicę, tempomat, wejścia HDMI i USB, pełną elektrykę, automatyczną klimatyzację.