Strajk przy kasach

2 maja będzie dniem strajku włoskiego w sieci Biedronka i w niektórych innych placówkach handlowych, których pracownicy wspierają płacowe i dotyczące warunków zatrudnienia żądania związkowców. Tym razem jeszcze protest nie będzie polegał na porzuceniu stanowisk pracy, jednak i tak może okazać się uciążliwy.


Sprzedawcy i kasjerzy mają postępować ściśle zgodnie z instrukcjami obsługi klientów, a więc wyjątkowo wolno i „dokładnie”. – Zależy nam na zmianie sposobu naliczania pensji, zwiększeniu kwoty wynagrodzenia oraz szeregu innych działań poprawiających warunki pracy w sklepach Biedronki – wylicza Piotr Adamczak, przewodniczący NSZZ „Solidarność” w Biedronce. Związek domaga się m.in. wzrostu wynagrodzeń minimalnych tak, aby minimalna (bez dodatków) pensja kasjera wynosiła 2000 zł netto, zastępcy kierownika sklepu – 3000 zł netto, a kierownika sklepu – 4000 zł netto. „Solidarność” chce też przywrócenia zlikwidowanego w ubiegłym roku dodatku stażowego. – Ludzie masowo odchodzą z pracy, atmosfera jest coraz gorsza, a pracownicy sfrustrowani stawianiem im nierealnych założeń sprzedażowych przy jednoczesnym na przykład przesuwaniu zatrudnionych do innych placówek – mówi Adamczak. W dodatku zaś wszelkie próby negocjacji czy zwykłych rozmów o poprawie niezdrowej sytuacji kończyć się mają ze strony przedstawicieli właściciela Biedronki, Jeronimo Martins, brutalnym: „Nie podoba się?! To zatrudnimy Ukraińców na wasze miejsca!”.
Pod naciskiem strajkowym Jeronimo Martins wprowadził na początku kwietnia niewielkie regulacje płacowe, jednak zdaniem związkowców – spóźnione, niewystarczające i „czysto PR-owskie”. Protest 2 maja, poza m.in. „rygorystycznym przestrzeganiem zasad BHP”, będzie też polegał na większej absencji urlopowej. Akcję wsparły już WZZ Sierpień ’80 oraz NSZZ Solidarność. Ma być także solidarnościowo poparty przez załogi kilku innych, niewymienionych z nazwy dla bezpieczeństwa sieci. TAK