Strażnik z aresztu stanął przed sądem za kradzieże

33-letni Łukasz S. jako strażnik pilnował osadzonych w areszcie śledczym w Lublinie. Teraz sam może być jednym z nich. Były już funkcjonariusz Służby Więziennej został oskarżony o kradzieże.
Kiedy afera wyszła na jaw, mężczyzna musiał pożegnać się z mundurem i został zwolniony ze służby. Teraz przed lubelskim sądem rozpoczął się jego proces.
Łukasz S. działał przez wiele miesięcy. Z magazynu i depozytu podbierał różne przedmioty. Strażnik połasił się m.in. Na żelazko i maszynkę do strzyżenia. – Chciałem zabrać te rzeczy do domu, aby je naprawić, bo przypadkowo spadły z szafy i się uszkodziły – usprawiedliwiał się przed sądem.
Skargi na znikające przedmioty zaczęły coraz bardziej niepokoić kierownictwo placówki, tym bardziej, że ktoś podebrał telefon oraz klucze, którymi można było otwierać niektóre kraty. Ruszyło wewnętrzne dochodzenie. Pierwsze podejrzenia padły nawet na któregoś z osadzonych, zawodowych złodziei, którzy jakimś przypadkiem mogli znaleźć się w pobliżu miejsc rabunków. Szybko to jednak wykluczono. Wtedy na celowniku znalazł się strażnik.
Podejrzany 33-latek w śledztwie najpierw przyznał się do winy, ale teraz przed sądem wszystkiemu zaprzecza. Ewidentne dowody winy stara się bagatelizować różnymi wymówkami. Grozi mu do 5 lat więzienia. LL