Święta limitowane

Gdy pani Halina Romanowska z gminy Żmudź bierze do ręki pamiątkę rodzinną – XIX-wieczną kantyczkę z kolędami, przychodzą wspomnienia Wigilii z dzieciństwa. W sercu pozostała tęsknota za tamtymi smakami, zapachem, a przede wszystkim za najbliższymi, których już nie ma. Mówiło się wtedy: na tę świętą Wigilię, daj nam Boże, abyśmy w zdrowiu, szczęściu doczekali drugiego roku. Takie życzenia nabierają obecnie nowego znaczenia. W te święta wiele rodzin bardzo odczuje brak bliskich przy stole, nie tylko z powodu obowiązującego limitu gości w domu.

Tegoroczne Boże Narodzenie ze względu na epidemię dla wielu będzie smutniejsze niż kiedykolwiek. Mnóstwo osób z nostalgią wróci pamięcią do świąt z lat dziecięcych. Wspomina je też pani Halina Romanowska, znana w gminie Żmudź i nie tylko śpiewaczka ludowa, która tworzyła zespół „Jarzębinki”, a dziś z powodzeniem występuje na konkursach wokalnych jako solistka. Nieraz zachwyciła publiczność i jury śpiewając dawne kolędy, które znają już tylko nieliczni. Są spisane w kantyczce z 1888 roku. Ta piękna, oprawiona w skórę księga ze zbiorem kolęd i pastorałek jest pamiątką rodzinną Państwa Romanowskich. Pani Halina wspomina, że dawnych kolęd nauczyła się także od taty, po którym odziedziczyła zdolności muzyczne. Występował z orkiestrą na różnych uroczystościach, wiejskich spotkaniach. Śpiewał i potrafił grać na liściu np. bzu. Pani Halina mówi, że obecnie święta bardzo różnią się od tych, które pamięta z czasów, gdy była małą dziewczynką. To była druga połowa lat 40-tych ubiegłego wieku.

– Kiedyś dzieci czekały na Wigilię z utęsknieniem, ale nie z powodu prezentów – mówi pani Halina. – Było skromnie, ale radośnie. Nikt nie spędzał świąt samotnie. Zjeżdżała się liczna rodzina. Spotykaliśmy się z kuzynami, odwiedzali się sąsiedzi. Mówiło się wtedy: Na szczęście, na zdrowie, na tę świętą Wigilię, daj nam Boże, abyśmy w zdrowiu, szczęściu doczekali drugiego roku, abyśmy się mieli jak w niebie Anieli. Tata pięknie śpiewał kolędy, a my wszyscy razem z nim. Trzy kilometry w mrozie szło się na pasterkę. Na stole były śledzie z cebulą i swojskim olejem, jeśli udało się je dostać, bo wtedy nie było to łatwe. Były też pierogi z kapustą oraz kaszą gryczaną. Tę potrawę robimy w mojej rodzinie do tej pory. Świąteczną potrawą były też gołąbki z kaszą jaglaną w liściach kapusty. Wigilia to był najbardziej oczekiwany dzień, pełen radości i wytchnienia od ciężkiej pracy. To były czasy, gdy nie rządził pieniądz, gdy klikanie w internecie nie dominowało spotkań rodzinnych.

Święta inne niż wszystkie

Pani Ewa Matyszczuk, sołtys Stanisławowa od lat związana jest z Kołem Gospodyń Wiejskich i znajdującą się we wsi Etnograficzną Izbą Regionalną. Zauważa, że tegoroczne przygotowania do świąt przebiegają zupełnie inaczej niż w poprzednich latach, bo ludzie na wsi, zwłaszcza starsi, stronią od innych i obawiają się zakażeń. W krzewiącej ludowy folklor i dawne zwyczaje izbie etnograficznej o tej porze roku zazwyczaj tętniło życie. Panie z KGW spotykały się, wykonywały stroiki świąteczne i potrawy na jarmarki świąteczne. W tym roku Izba z powodu epidemii jest zamknięta i nie ma wycieczek szkolnych, na których uczniom opowiada się o zwyczajach bożonarodzeniowych sprzed lat.

– O tych dawnych tradycjach opowiadała mi babcia – mówi pani Ewa. – Święta z dzieciństwa kojarzą mi się z prostotą, radosnym oczekiwaniem i pięknym, rodzinnym przeżyciem. Nie było tego przepychu, nie wszystko się błyszczało, ale ludzie, sąsiedzi byli dla siebie życzliwi. Kiedyś wigilijne potrawy na wsi były proste, ale smaczne i zdrowe. Robiło się je z tego, co było w domu: kaszy, fasoli, kapusty. Przygotowywało się knysze z kaszą, czy grochem, kapustę z grzybami. Piekło się chleb. Do tej pory przyrządzamy w mojej rodzinie wiele potraw z przepisów babci. Chleb pieczemy nie tylko od święta.

Pani Halina Romanowska ze zbiorem kolęd i pastorałek z 1888 r.

Limit gości w święta, zakaz przemieszczania się w Sylwestra

Ze względu na epidemię obowiązuje rozporządzenie rządowe ograniczające liczbę gości, których można zaprosić do domu na święta. Jest to maksymalnie 5 gości poza osobami, które na stałe ze sobą zamieszkują. Politycy apelują, aby spędzić święta ze swoimi domownikami i nie organizować dużych spotkań. Jeszcze większe ograniczenia obowiązują w Sylwestra. Z 31 grudnia 2020 r. na 1 stycznia 2021 r. w godzinach od 19.00 do 6.00 w całym kraju będzie obowiązywał zakaz przemieszczania się. Wyjątkiem będą m.in. niezbędne czynności służbowe oraz inne wskazane w rozporządzeniu. (mo)

Zboże, kosa, kłódka – ochrona przed złem, chorobami i plotkami

Małgorzata Podlewska-Bem z Muzeum Ziemi Chełmskiej przypomina, że zanim w domach, pojawiła się choinka w Boże Narodzenie przez stulecia gościły inne dekoracje. Wśród nich były te wykonane ze zboża, m.in. snopek żyta lub pszenicy zwany: kolędą, kolędnikiem, królem, dziadem, babą, czy słoma związana w pęczki albo ułożona w kształcie krzyża lub gwiazdy. Dekoracje wykonywano ze zboża, bo według podań ludowych było ono dane ludziom przez samego Boga i zawsze otaczano je należną czcią. Snop z niewymłóconych zbóż gospodarz wnosił do izby w wieczór wigilijny. W zależności od regionu stawiał go kłosami do góry na środku izby, bądź na innym honorowym miejscu, gdzie stał stół, wieszał w górze u tragarza, a czasami umieszczał we wszystkich czterech kątach izby. W wielu regionach słomę rozściełano na stole, ale i pod stołem, gdzie kładziono metalowe przedmioty: siekierę, lemiesz, młotek a nawet kosę. Ten asortyment miał chronić domowników przed złem i chorobami. Dla uniknięcia plotek kładziono na sianie zamkniętą kłódkę. W Lubelskiem pod stołem ustawiano też dzieżę do chleba, maselnicę i sierp, po to, aby w nadchodzącym roku było co jeść i czym żąć. Dziś, pozostałością po najstarszych słomianych dekoracjach jest zwyczaj kładzenia sianka pod obrusem i pod opłatkiem na talerzyku.