Święty z krzyża ma imię

Sensacja goni sensację! Nie tak dawno temu pisaliśmy, że w kościele parafialnym w Hannie odkryto relikwie nieznanego świętego. Dziś już wiadomo, do kogo należały. Potwierdzają to dokumenty z połowy XIX w., które znajdują się w parafialnym archiwum. Okazuje się, że relikwie z Hanny mają związek z legendarną Włócznią Przeznaczenia, która była przedmiotem pożądania cesarzy, królów, a Adolfowi Hitlerowi miała pomóc odwrócić losy II wojny światowej.

Odkrycia dokonano pod koniec czerwca. – Podczas prac nad zabytkami ruchomymi, które prowadzili konserwatorzy z Krakowa, a dokładniej przy konserwacji krzyża misyjnego z 1791 roku zauważono, że zamontowana na nim blaszana gwiazda skrywa wnękę, coś jakby małe tabernakulum – opowiada proboszcz parafii w Hannie, ks. Marek Uzdowski. – W schowku znajdował się szklany słoiczek, a w nim dwa zawiniątka oraz kartka z odręcznym pismem. Z notatki tej wynikało, że 12 czerwca 1963 roku ówczesny proboszcz parafii, ks. Władysław Zwierz odnalazł skrytkę z relikwiami wraz z kartką, na której było zapisane, od jakiego świętego one pochodzą.

Niestety, już wtedy była ona bardzo zniszczona i nie dało się odszyfrować jego nazwiska ani imienia – tłumaczy duchowny. Dzisiaj już wiadomo, który święty był „dawcą” relikwii. – W archiwum parafii odnalazłem dokument przekazania parafii grecko-unickiej po śmierci jej proboszcza pochodzący z 1851 r., który powstał z powodu śmierci jej proboszcza Mikołaja Horoszewicza w 1848 r. – tłumaczy ks. Uzdowski. – Czytamy w nim m.in.: „Przy cerkwi na zwanym dawniej rynku jest kapliczka murowana, gontem kryta, wewnątrz ma krzyż z relikwiami św. Konstancjusza – męczennika, a na wierzchu statuę drewnianą Niepokalanego Poczęcie Maryi Panny”. To rozwiewa wszelkie wątpliwości, co do pochodzenia naszych relikwii – dodaje ksiądz.

Śmierć człowieka, narodziny świętego

Święty Konstancjusz jest ściśle związany z legendarnym Legionem Tebańskim. Był to pierwszy legion armii rzymskiej złożony z samych chrześcijan. Powstał w połowie III w. w Północnej Afryce, a założył go cesarz Maksymian – wróg chrześcijan. Żołnierze ci zostali przerzuceni na tereny dzisiejszej Szwajcarii do walki z barbarzyńcami. Przed jedną z kolejnych bitew cesarz Maksymian zażądał od legionistów złożenia ofiary bogom. Dowodzący Legionem Tebańskim Maurycy odmówił wykonania rozkazu. W odwecie cesarz wydał na legion wyrok tzw. decymacji, czyli ścięcia co dziesiątego żołnierza. Gdy zabito około 600 mężczyzn, cesarz ponowił rozkaz, ale i tym razem spotkał się z odmową. Okrutna kara była więc kontynuowana praktycznie do końca. W rzezi zginęło ok. 6600 legionistów. Kilkunastu z nich uciekło i schroniło się w pobliskiej wiosce. Dowodził nimi właśnie św. Konstancjusz.

Nie uniknęli oni jednak straszliwego losu reszty Legionu Tebańskiego, bo zostali złapani i pojedynczo wymordowani. Legenda głosi, że św. Konstancjusz zginął za własną wiarę jako ostatni, wcześniej pochowawszy swoich towarzyszy. Z historią św. Konstancjusza ściśle powiązana jest legenda jego dowódcy – św. Maurycego oraz jego Włóczni Przeznaczenia. Artefakt dzisiaj znajduje się w Wiedniu, ale jego losy były niezwykle zagmatwane i ciekawe. Według tradycji chrześcijańskiej włócznia miała należeć do rzymskiego centuriona, św. Maurycego. W jej grocie umieszczony jest gwóźdź uznawany za relikwię Męki Pańskiej. Od X wieku włócznia ta była atrybutem władzy cesarzy Świętego Cesarstwa Rzymskiego Narodu Niemieckiego. Od XIII wieku była czczona w kościele katolickim jako relikwia Męki Pańskiej. Aktualnie jest przechowywana wraz z insygniami cesarskimi w Wiedniu. Jej dokładną kopią jest krakowska Włócznia Świętego Maurycego z archikatedry Świętego Stanisława i Świętego Wacława.

Została podarowana Bolesławowi Chrobremu przez Ottona III w 1000 roku. Obecnie przechowywana jest w muzeum katedralnym w Krakowie. – Włócznia Przeznaczenia przez stulecia zmieniała właścicieli. Była w posiadaniu Karola Młota, jednego z pierwszych władców francuskich, potem przeszła na dwór niemiecki w zamian za część Szwabii. W jej moc wierzył Adolf Hitler, który sprowadził ją do Norymbergii z Wiednia. Umieszczono ją w tzw. Pałacu Sprawiedliwości – jedynym budynku, który nie został zniszczony podczas bombardowania miasta przez siły alianckie, a który po zakończeniu wojny był areną procesów norymberskich, podczas których sądzono niemieckich zbrodniarzy wojennych. Włócznia nie uchroniła Hitlera od porażki i po zakończeniu wojny trafiła ponownie do Wiednia, gdzie spoczywa do dzisiaj – kończy opowieść ks. Uzdowski.

Więcej zagadek niż odpowiedzi

W jaki sposób relikwie św. Konstancjusza i związana z nim niesamowita historia trafiły do Hanny, nie wiadomo. Być może miało to związek z kolejnym świętym – Dymitrem, który jest jednym z patronów kościoła w Hannie i zginął mniej więcej w tym samym czasie, co święci Konstancjusz i Maurycy. W średniowieczu istniał bardzo rozwinięty handel relikwiami – wiele osób chciało mieć przedmioty kultu związane ze swoimi patronami, więc relikwie wędrowały z rąk do rąk, od jednej świątyni do drugiej. Być może tak właśnie trafiły do maleńkiej Hanny, choć kto wie, czy nie kryje się za tą historią jakaś kolejna niesamowita opowieść. Na pewno wiadomo, co stanie się z odkrytymi w Hannie relikwiami. Ich duża część trafi do specjalnego relikwiarza w formie podobnej do tabernakulum, które zostanie złożone w sejfie i w takiej formie będą stanowić przedmiot kultu. Pozostałe części trafią na powrót do krzyża misyjnego. (bm)