Szczury, fekalia i golizna

– Ta kobieta stanowi zagrożenie zarówno dla samej siebie, jak i dla całego otoczenia. Wielokrotnie były w jej sprawie interwencje w spółdzielni, ale prezes nawet nie kiwnął palcem. Mamy czekać, aż wysadzi blok w powietrze? – pytają zmęczeni zachowaniem swojej sąsiadki mieszkańcy. Prezes spółdzielni „Centrum” w Chełmie przyznaje, że „ten przypadek” uciążliwego sąsiada jest najgorszy, z jakim mieli do tej pory styczność, ale wszelkie możliwe działania są po stronie Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Chełmie.

Uciążliwy sąsiad to zmora mieszkańców niejednego bloku w Chełmie. Problem pojawia się wtedy, gdy jego zachowanie z wiekiem staje się coraz gorsze i może doprowadzić do tragedii, a nikt nie reaguje. Tak, jak to ma miejscu, w jednym z bloków w centrum miasta.
– Przy ostatnim odczycie stanu wodomierzy z pionu buchnął do góry taki fetor, że nie dało się wytrzymać. Smród z mieszkania kobiety jest niemiłosierny – skarży się jeden z mieszkańców.
Kobieta, która mieszka piętro niżej, na parterze, od dłuższego czasu znosi do domu śmieci. Odpady składuje też w dwóch pomieszczeniach piwnicznych (jedno miała zająć bezprawnie).
– Ma manię na punkcie tych śmieci. Jest przekonana, że ktoś chce jej zabrać ten cały dobytek. Potrafi wykłócać się na klatce o to, że drzwi wejściowe są niezamknięte lub nocą wydzwaniać domofonem po sąsiadach. Zachowuje się irracjonalnie, jak szalona. Latem, bladym świtem, wychodzi na dwór naga, szwęda się przed blokiem, budzi ludzi. Dzieci się boją, to wygląda strasznie – opowiada inny mieszkaniec bloku. – Wszyscy wiedzą, że ma ponad cztery tysiące zadłużenia w spółdzielni. Wszystko przez to, że wiecznie leje wodę do wanny i moczy w niej jakieś stare szmaty. Kilka razy zalała przez to piwnicę. Ostatnio sama też przyznała, że o mały włos, a przez zostawiony garnek na gazie doszłoby do pożaru.
Na tym nie koniec. Dwie kolejne mieszkanki bloku nakryły kobietę, jak ta wystawia za blok… wiadra z własnymi fekaliami i wyrzuca na trawnik „wykorzystany” papier toaletowy. Interweniowała straż miejska. Przez jakiś czas później był „względny spokój”. Kilka tygodni temu w bloku pojawiły się szczury – mieszkańcy są przekonani, że to za sprawą braku higieny sąsiadki. Szczur miał przegryźć rurę i pojawić się w domu jednej z lokatorek, a spółdzielnia, zamiast wysłać deratyzatora, miała dać kobiecie granulki z trutką… Zmęczeni takim stanem rzeczy sąsiedzi szukają pomocy.
Prezes Spółdzielni Mieszkaniowej „Centrum”, Bogdan Hurko, jest zdania, że szczury są w każdej instalacji, a ten, który pojawił się w bloku, wcale nie został zwabiony odpadami składowanymi przez uciążliwą sąsiadkę. Zapewnia, że deratyzator został wysłany, a instalacja z gryzoni oczyszczona. Przyznaje też, że mieszkańcy niejednokrotnie prosili o interwencję w sprawie uciążliwej sąsiadki, ale spółdzielnia ma związane ręce – syn tej kobiety mieszka dwie ulice dalej, ale nie pojawia się u niej, a mieszkająca we Włodawie siostra, z którą kontaktowali się pracownicy spółdzielni, przyznała, że nie ma możliwości dojazdu i opieki nad kobietą, której stan psychiczny ewidentnie się pogarsza. Kobieta jest też pod opieką Miejskiego Ośrodka Pomocy Rodzinie w Chełmie i wielokrotnie spółdzielnia dzwoniła z prośbą o pomoc do pracowników socjalnych. Ci jednak rozkładają ręce, bo gospodyni nie wpuszcza nikogo do domu.
Po naszej interwencji prezes „Centrum” skierował do MOPR oficjalne pismo z prośbą o otoczenie wzmożoną opieką socjalną kobiety. Zaznaczył w nim, że – skoro wizyty w mieszkaniu nie odnoszą rezultatu – konieczne jest zastosowanie innej formy opieki. Mówiąc wprost, MOPR powinien zdopingować rodzinę do zajęcia się nią.
– Ta kobieta odmawia jakiejkolwiek pomocy z naszej strony. Mimo to, stosowne działania w tej sprawie zostaną podjęte. Pracownik socjalny odwiedzi syna kobiety, by zmobilizować mężczyznę do zaopiekowania się kobietą – zapewnia Waldemar Kozioł, dyrektor MOPR w Chełmie. (pc)