Szpital zamknięty, ale gotowy

Od minionego poniedziałku w chełmskim szpitalu zakazano odwiedzin. Decyzja zapadła, zanim w Polsce pojawił się pierwszy przypadek koronawirusa. Ale gdy już go zdiagnozowano, pod szpitalem ustawiono tymczasową izbę przyjęć. I chociaż to tylko ćwiczenia, to paniki trochę narobiły.


Zanim wprowadzono całkowity zakaz odwiedzin, dyrekcja ograniczyła je na pięciu oddziałach: kardiologii, OIOM, chirurgii, dziecięcym i zakaźnym. Przebywających tam pacjentów mogły odwiedzać pojedyncze osoby i przebywać z nimi tylko przez pięć minut. Niestety, rodziny i znajomi chorych nie respektowali wytycznych. W poniedziałek (2 marca), jeszcze zanim zdiagnozowano pierwszy w Polsce przypadek koronawirusa, dyrekcja wprowadziła całkowity zakaz odwiedzin.

– Przede wszystkim z powodu innych infekcji, których o tej porze roku jest sporo i z powodu których chorują też nasi pracownicy – mówi Lech Litwin, zastępca dyrektora ds. medycznych w szpitalu w Chełmie.

Gdy dwa dni później (4 marca) potwierdzono pierwszy przypadek koronawirusa w Polsce, chełmski szpital został wytypowany przez wojewodę lubelskiego do przeprowadzenia ćwiczeń w związku z zagrożeniem ewentualną epidemią. Straż pożarna ustawiła przed oddziałem zakaźnym specjalne namioty, które miały symulować tymczasową izbę przyjęć dla chorych pacjentów. W ramach ćwiczeń z pozorantami przygotowywano się na przyjęcie większej liczby chorych. – Chodzi o kwestie techniczne związane z samym rozstawieniem namiotu i np. jego ogrzewaniem i przygotowaniem się do prowadzenia sprawnych badań pacjentów – mówi L. Litwin.

Pojawienie się namiotu wywołało konsternację wśród mieszkańców okolicy, którzy byli przekonani, że wirus dotarł już do Chełma. Jednak po zakończonych ćwiczeniach mobilne izby nie zostały zdemontowane… Na wszelki wypadek pozostaną przy oddziale zakaźnym. (bf)