Sztukmistrze ponad kapryśną aurą

W ostatni weekend lipca (28-31) podziwialiśmy Carnaval Sztukmistrzów, po raz 7. To kolejny festiwal, który dzięki swojej niepowtarzalnej formie stał się wizytówką Lublina, w Polsce i za granicą. Oprócz lublinian w spektaklach i koncertach Carnavalu wzięło udział kilkadziesiąt tysięcy gości, turystów
Lubelscy sztukmistrze przyciągają każdego roku coraz więcej przybyszów. – To jest nasze ulubione wydarzenie w Lublinie – mówią warszawiacy, czwórka studentów, którzy wpadli na ten zwariowany weekend. Obok nich schody ratusza okupują zgiełkliwi Włosi z Wenecji. Opodal żywiołowa grupa hiszpańskojęzyczna (ci mogą być z całego świata) komentuje głośno wygłupy performerów u bramy dostojnego urzędu.
– Ci artyści i widzowie zmieniają nasze wyobrażenia o cyrku, teatrze. Takie rzeczy to teraz chyba tylko w Lublinie – śmieje się Marta Dziuba, pedagog z Parczewa, patrząc jak na nasze ulice wszedł oto „cyrko-teatr”. Już wie, że zorganizuje tu przyjazd dzieci ze swej szkoły. Widzi w tym wiele praktycznych elementów edukacji.
Carnaval zdominowali w ty roku high-linerzy – zaryzykuję neologizm „linołazy”. Ci o każdej porze dnia i nocy chodzili lub nawet skakali po taśmach w kilku lokalizacjach – na oczach tysięcy widzów. Tylko wokół Trybunału rozpięto aż 9 takich taśm! Po raz pierwszy poprowadzono ją między ratuszem a Bramą Krakowską (dł. 60 m. na wys. 30 m), a dwie krótsze – wyżej, między Wieżą Trynitarską a archikatedrą. Stąpający po nich śmiałkowie gwarantowali największy wzrost poziomu adrenaliny…
Miasto w te dni zmieniło się w tętniącą sztuką i zabawą stolicę letniego karnawału. Zyskało też barwny nocny wizerunek dzięki iluminacjom w rynku Starego Miasta oraz na placu Po Farze.

Niemal jak w Noc Kultury

…tak przez cztery wieczory i noce krążyli lublinianie na trakcie nowego cyrku: od ratusza po zamkowe błonia. Po drodze sporo było występów tzw. one-man show, a w jednym przypadku nawet one-dog show. Wprost na ul. Bramowej młodziutka Leticia z Francji dała niezwykły pokaz tresury kundelka imieniem Speedy. Pies fantastycznie zabawiał grupę dzieci – wiernie naśladował gesty swej pani, daleko wykraczając ponad umiejętności psów widzianych w cyrkach.
Wszystkich zaskoczyły nowe lokalizacje spektakli, jak w zaułku przy ul. Olejnej, gdzie 4-piętrowa ściana budynku służyła akrobacjom eVenti Verticali. Dwaj filigranowi Włosi na owej ścianie przez godzinę wyprawiali straszne brewerie, będąc przypiętymi do lin umocowanych na dachu. To gwarantowało im niemal uwolnione od grawitacji harce, skoki i nieomal latanie, a zgromadzonym przy Olejnej setkom ludzi – pyszną zabawę.
Równocześnie na dziedzińcu Zamku artyści Teatru Klinika Lalek wystąpili w spektaklu „Cyrk bez przemocy”. To połączenie sztuki teatralnej, lalkarskiej i cyrkowej, reakcja na najnowsze trendy w cyrku. Mieliśmy niecodzienny spektakl megalalek, gdzie w role zwierząt wcieliły się „marionety”, tj. marionetki zwierząt w ich naturalnych rozmiarach: śpiewaczka Żyrafa, wiecznie głodny Lew oraz Słoń – akrobata. Ci cyrkowi aktorzy zyskali aplauz setek najmłodszych widzów.
Plac Rybny zajęła klaunada Zig Zag Circo. Szaleni żonglerzy z Francji organizują tu swój występ. Montują scenografię, zakładają kostiumy, malują się i… wciągają widzów do uczestnictwa. Ci wraz z artystami przeżywają frustracje i sukcesy. Podczas zaskakujących setów żonglerskich (piłki, maczugi, pochodnie) ujawniły się konflikty, które bawiły i zachęcały wszystkich do zabawy, gwarantując pyszną przygodę.

Wszędzie ci uliczni artyści

Bo buskerzy to podstawa Carnavalu, a także okazja dla mieszkańców i gości do włączenia się w przebieg wydarzeń. Tak było niemal na każdym rogu ulicy. Dominowały jednak występy buskerów przed ratuszem. Tu aktor-iluzjonista-performer Roman Słomka z Krakowa zadziwiał na raz ok. 200 osób zgromadzonych w kręgu. Tak było kilka razy w ciągu dnia, a ten zdolny artysta występował także w duecie i trio ze swoimi braćmi.
Jego główny show, do różnych piosenek z megafonu, wciągał w interakcję widzów. Wielu bardzo udatnie, jak młodą blondynkę, która tak współbrzmiała ruchowo z autorem pokazu, że niektórzy podejrzewali zmowę. – Nie byłam podstawioną osobą w tym spektaklu – zapewnia pani Renata z Lublina, która po prostu świetnie się tu bawiła z całą rodziną.
A propos, ciekawą tradycją staje się, że lublinianie zapraszają na ten czas członków dalszej rodziny, z całej Polski. I wówczas Carnaval można przeżyć familijnie – uważają pasjonaci nowego cyrku.
Każdy chętny mógł włączyć się w tworzenie artystycznego wymiaru imprezy. Bezpłatnych warsztatów cyrkowych umiejętności była w tym roku szeroka gama. Najbardziej atrakcyjnie mieli ci, którzy pod okiem członków kolektywu Martine ŕ la Plage mogli ćwiczyć niezwykłe umiejętności w 8 kategoriach, jak rzucanie nożem, strzały batem czy manipulowanie monetą.

A w warstwie muzycznej

…świetne koncerty wypełniały wieczorami plac Po Farze m.in. dwukrotne popisy showmanów, jak Georg Victor Emmanuel z Wiednia, grający własną krtanią, oraz 8-osobowy Attentant Fanfare – dynamit bałkańskich rytmów z Francji.
Był i premierowy koncert rodzimego Carnaval Band (to projekt Warsztatów Kultury – organizatora imprezy). Klasyczny street brass band (saksofony, trąbka, puzon, tuba i bębny), jakich wiele w USA podbił zmysły i ciała słuchaczy, którzy śmiało podrygiwali w tańcu.
Na koniec, w niedzielę, zagrała Hańba (czyli Zbuntowana Orkiestra Podwórkowa). Żywiołowy kwartet (banjo, akordeon, tuba, grzebień) porwał publiczność rock&rollem inspirowanym polskim folklorem. I było doprawdy Carnavalowo…
Marek Rybołowicz