Szukał przy zabytku. Grozi mu więzienie

Pasjonat z Chełma znalazł stare monety i inne przedmioty o znaczeniu historycznym. Teraz grożą mu dwa lata pozbawienia wolności, bo „skarbów” poszukiwał na własną rękę z wykrywaczem metalu i bez zezwolenia konserwatora zabytków.

Młody kierowca Chełmskich Linii Autobusowych ma nietypową, choć bardzo popularną w wielu krajach Europy, pasję. 26-latek przy pomocy wykrywacza metalu poszukiwał „skarbów”. Swoimi działaniami dzielił się w Internecie, prowadząc kanał na You Tube, w którym zamieszczał nie tylko filmiki zza kierownicy miejskiego autobusu, ale przede wszystkim z kolejnych przygód. Znajdował różne rzeczy – od zagubionych kolczyków nad wodą po ukryte w ziemi kopiejki. Jeden z filmików dotyczył jego wyprawy wraz z kilkoma innymi osobami na Bieławin, gdzie znajdują się pozostałości po fundamentach wieży obronnej datowanej na XIII-XIV wiek. I to właśnie przez to nagranie w Internecie 26-latek nabawił się kłopotów.

Polskie prawo mówi, że do poszukiwania skarbów historii konieczna jest zgoda właściciela terenu, ale przede wszystkim Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków. Z automatu jednak odrzucane są wnioski o penetrację obiektów wpisanych do rejestru zabytków. A wieża w Bieławinie jest traktowana jako zabytek, dlatego link z wyprawy 26-latka ktoś anonimowo wysłał e-mailem (13 maja) na adres chełmskiej delegatury WUOZ. Kierownictwo urzędu zawiadomiło policję o niszczeniu zabytkowych ruin murowanej wieży.

– Sprawą zajęli się policjanci kryminalni, którzy ustalili i zatrzymali sprawcę. Okazał się nim 26-letni mieszkaniec Chełma, który nie miał pozwolenia na prowadzenie tego typu poszukiwań – informuje kom. Ewa Czyż, rzecznik prasowa Komendy Miejskiej Policji w Chełmie.

Podczas przeszukania lokum mężczyzny policjanci znaleźli kilkadziesiąt przedmiotów o wartości historycznej. Wśród nich były m.in. monety polskie, austrowęgierskie, rosyjskie (z okresu dwudziestolecia międzywojennego, a nawet przełomu XV i XVI wieku), guziki wojskowe, plomby czy blaszkę sołtysa sprzed II wojny światowej. – Policjanci zabezpieczyli monety i inne drobne metalowe przedmioty. Obecny na miejscu pracownik muzeum oszacował wstępnie, że wszystkie mają walory zabytkowe. W mieszkaniu zabezpieczony został też wykrywacz metali, który prawdopodobnie służył do prowadzenia nielegalnych poszukiwań. 19 maja, 26-latkowi został przedstawiony zarzut poszukiwania bez pozwolenia ukrytych lub porzuconych zabytków, za co grozi kara do 2 lat pozbawienia wolności – dodaje komisarz Czyż.

Na tym nie koniec, bo jak mówią mundurowi: niewykluczone, że prokurator zdecyduje się rozszerzyć zarzuty wobec pasjonata bez pozwolenia.

Poszukiwać skarbów można, ale legalnie

Jak przyznaje Paweł Wira, kierownik chełmskiej delegatury Wojewódzkiego Urzędu Ochrony Zabytków w Lublinie, z roku na rok otrzymują coraz więcej wniosków o zgodę na poszukiwania przy pomocy wykrywacza metalu. W tym roku wpłynęło już ich około 10, czyli tyle, ile pozwoleń wydano przez cały 2019 rok.

– A będzie ich jeszcze więcej – mówi z przekonaniem Wira. – Należy jednak pamiętać, że z każdego znaleziska poszukiwacz musi się rozliczyć. Jeśli okazałe przedmioty zostaną zakwalifikowane jako zabytki archeologiczne, są one własnością Skarbu Państwa. Wówczas trafiają do muzealnych zbiorów. Po zakończonym postępowaniu również przedmioty pozyskane nielegalnie z terenu wieży w Bieławinie zostaną przekazane do chełmskiego muzeum. Na razie jednak są one dowodem w sprawie – tłumaczy kierownik.

Ziemia kryje w sobie jeszcze wiele tajemnic, o czym konserwatorzy zabytków, archeolodzy i pasjonaci historii doskonale wiedzą. Przykładowo w okolicach Kamienia dawno temu funkcjonowała karczma. Dziś nie ma już po niej śladu, ale po każdym deszczu ziemia odsłania stare monety, który gubili po wyjściu z karczmy pijani goście. Podobno niektórzy współcześni mieszkańcy specjalnie jeżdżą w to miejsce na poszukiwania srebrnych monet.

Kierownik chełmskiej delegatury WUOZ przytacza też inną ciekawą historię. W 1939 roku przemierzający nasze tereny polscy żołnierze znaleźli się w pułapce. Po obu stronach znajdowały się wrogie siły, Polacy nie mogli iść dalej w mundurach, rozbili więc obóz w lasach pod Leśniowicami. Przebrali się za cywili, a mundury wraz z całym osprzętowaniem spalili. Mniej więcej rok temu pasjonat historii, który zgłosił się z wnioskiem o zgodę na prowadzenie poszukiwań na tym obszarze, odnalazł miejsce, w którym znajdowało się obozowisko, a razem z nim m.in. fragmenty żołnierskich chlebaków czy sprzączki od pasów. – Można realizować swoje pasje, ale legalnie. Pozyskane w nielegalny sposób przedmioty tracą na wartości historycznej. Nawet jeżeli w późniejszym czasie uda się odzyskać utracone zabytki, nie jest możliwe prawidłowe odtworzenie ich historii i kontekstu miejsca, w którym zostały odnalezione. (pc)

2 KOMENTARZE

  1. Dlaczego piszecie w prasie takie głupoty .Poszukiwania odbywały się pod okiem archeologa ,jest to do sprawdzenia na popularnym serwisie z filmami . Mieszkamy w chorym kraju ,kraina absurdów.

ZOSTAW ODPOWIEDŹ

Please enter your comment!
Please enter your name here