Tak Kijańczuk podbijał Chiny

Kolejna walka za nim i kolejny nokaut w kilkanaście sekund. Chełmianin Rafał Kijańczuk, zawodnik Fabryki Sportu i Teamu Beltor ma za sobą bardzo udaną debiutancką walką na prestiżowej Gali MMA poza granicami kraju, organizowanej prze rosyjską federację M-1 Global. W dalekim chińskim Shenhzen rozbił bardziej doświadczonego od siebie Anglika Matthew Clempnera, a potrzebował na to zaledwie 15 sekund. Prawy sierp idealnie trafiony w twarz rywala załatwił sprawę. Organizatorzy przed walką stawiali na rywala Kijańczuka, bo miał więcej sukcesów w judo i sambo. W tej dyscyplinie, jak się okazuje, nie można kierować się osiągnięciami w innych sportach walki…


Rafał Kijańczuk dwa dni po walce wrócił do kraju. Troszkę obolały, ale szczęśliwy i pełny optymizmu. Zdaje sobie sprawę z tego, że wygrana walka na Gali organizowanej przez tak poważną federację, jak M-1 Global, jest dla niego wielką szansą na zrobienie dużej kariery w światowym MMA. W Chinach był ze swoim trenerem, włodawianinem Marcinem Poźniakiem. Po powrocie znalazł czas, by podzielić się swoimi refleksjami z czytelnikami Nowego Tygodnia.

Nowy Tydzień – Jak przyjęli was organizatorzy?

Rafał Kijańczuk – Bardzo dobrze, gościnnie. Z mojego punktu widzenia, pełen profesjonalizm z każdej strony. Jednego dnia kręciliśmy materiały promocyjne na potrzeby Gali. Reszta obowiązków ze strony organizacyjnej dla mnie to było oficjalne ważenie i oczywiście walka. Nie było konferencji prasowych, ale były wywiady indywidualne i podpisywanie plakatów. Treningi robiliśmy kiedy tylko chcieliśmy, na zawołanie mieliśmy kierowcę, który wiózł nas na salę treningową. Mieszkaliśmy w bardzo dobrym hotelu o standardach europejskich, nie licząc jedzenia, które było mało smaczne dla narodowości spoza Azji.

– Jakie emocje towarzyszyły Ci podczas ważenia, gdy spojrzałeś swojemu rywalowi prosto w oczy? Czy widziałeś u niego strach, czy raczej pewność siebie?

– Na ważeniu nie czułem emocji, byłem spokojny i pewny siebie. Widziałem u przeciwnika napięcie i stres, tak samo przed walką, przed pierwszym gongiem. Ja byłem bardzo pozytywnie naładowany.

– Ostatnie godziny przed walką?

– Pobudka normalnie rano, później drzemka między śniadaniem a obiadem, odpoczynek, słuchanie muzyki i ostatnie analizy taktyczne razem z trenerem. Taki standard, jeśli chodzi o zawodników.

– Opowiedz o klimacie, jakie towarzyszył Gali. Czym różnią się gale za granicą od tych w Polsce? Wielkie show, czy tylko same walki?

– Zarówno Rosjanie z M-1 jak i Chińczycy z WKG chcieli pokazać siebie z jak najlepszej strony, czego efektem była dopięta z każdej strony Gala. Show było wielkie, ilość ludzi pracujących przy organizacji robiła wrażenie. Gala była widowiskiem organizacyjnym, jak i sportowym. Robiło wrażenie to w jakim tempie organizatorzy przygotowali klipy promocyjne walki które nagrywali 2-3 dni przed Galą dla 20 zawodników.

– Jak z Twojej perspektywy wyglądało te 15 sekund walki? Czy czułeś, że rywal mocno poczuł jedno z Twoich kopnięć?

– Z mojej perspektywy walka była równie szybka. Czułem, że przeciwnik został naruszony niskimi kopnięciami, które są niepozorne, ale skuteczne. Były cztery kopnięcia, z których drugie i trzecie okazały się czysto trafionymi. Został sprowokowany do ataku i kiedy ruszył na mnie, nadział się na moją kontrę.

– Kiedy trafiłeś przeciwnika prawym sierpem, byłeś przekonany, że ta walka w zasadzie dobiegła końca?

– Tak, dokładnie. Takie mocne trafione ciosy czuje się na ręku w momencie trafienia i gdy jeszcze przeciwnik upada bez świadomości po jednym z nich, to wiadomo, że zostało tylko dokończenie walki w parterze ciosami młotkowymi.

– Jak organizatorzy komentowali Twoją walkę? Masz duże szanse, by ponownie walczyć na Gali M1 Global?

– Zaskoczony był każdy. Nawet ja i trener Marcin Poźniak. Mimo że znany jestem z takiego stylu walki, to mało prawdopodobne było powtórzenie wyników poprzednich walk na tak mocnej Gali. Organizatorzy byli jeszcze bardziej zaskoczeni takim zwycięstwem. Po walce mówili, że stawiali na mojego przeciwnika z racji tego, że posiadał duże osiągnięcia w judo i sambo i również był niepokonany z rekordem 3-0. Myślę, że po takiej walce propozycja dalszej współpracy jest oczywista, choć co do tego nigdy nie ma żadnej pewności. Aczkolwiek po rozmowach z menadżerami M-1 jestem dobrej myśli.

– Mocno poobijany wróciłeś z Chin?

– Było w porządku. Miałem zbitą lewą goleń i prawe śródręcze, ale to są mikro urazy, normalne po walce. Od razu po przylocie udałem się na prześwietlenia, bo była możliwość złamania, przede wszystkim ręki. Na szczęście nic takiego się nie stało i jestem cały i zdrowy, z lekko stłuczoną dłonią.

– Plany na najbliższe miesiące?

– Na razie czekam na rozwój sytuacji. Odzew po walce był ogromny, w Chinach nie miałem dostępu do mediów społecznościowych i po powrocie zostałem zasypany wiadomościami. Nie spodziewałem się czegoś takiego. Dziękuję wszystkim za takie wsparcie! To naprawdę motywuje do dalszego działania. Tak jak mówiłem w poprzednim wywiadzie, chcę walczyć często i tego się trzymam. Czekamy na propozycję i razem z trenerem będziemy wybierali najkorzystniejsze dla mnie na chwilę obecną walki. Wielkie podziękowania kieruję do Marcina Poźniaka i Kamila Mirzwy z Fabryki Sportu Chełm za solidne przygotowanie mnie do tej walki, jak i do wcześniejszych. Dziękuję również moim sponsorom dzięki, którym mogę się poświęcić dla tego sportu. Dziękuję firmom Beltor, LGK Octagon, MB Bartecki, POLSTELLIT, Epaka Krasnystaw, Greg&Paul Auto Services Limited, Instytut Witaminowy Lublin. Chciałbym zaprosić również nowe firmy do wspierania mnie na sportowej drodze oraz współpracy sponsoringowej. (s)