Tak PUM postępuje z ludźmi

Aby przyspieszyć eksmisję za długi czynszowe, pracownicy PUM wyrzucali cały dobytek lokatora przez balkon, z czwartego piętra. – Płakał, gdy odjeżdżał. Wszystko mu zniszczyli, nie ma już żadnej szafki, taboretu, nic – mówi świadek tej skandalicznej akcji miejskiej spółki.


– 27 lipca, zgodnie z wyrokiem Sądu Rejonowego w Chełmie, przekwaterowano najemcę lokalu mieszkalnego przy ulicy Czarnieckiego do lokalu socjalnego mieszczącego się przy ulicy Rejowieckiej. Wypowiedzenie umowy najmu wynikało z zaległości czynszowych i eksploatacyjnych – podaje Dominik Gil z Gabinetu Prezydenta Miasta Chełm.

Jednak sposób przeprowadzenia owego „przekwaterowania” woła o pomstę do nieba, bo jakie by długi nie były, nie można w taki sposób potraktować drugiego człowieka.

– Mieszkał tu 35 lat… Owszem, po śmierci żony, gdy został sam, zaczął pić. Jest alkoholikiem, ale nikomu krzywdy nie robił, nigdy nie mieliśmy z nim żadnego problemu – mówi o eksmitowanym około 60-letnim mężczyźnie jego sąsiadka.

W eksmisji brało udział, jak mówią świadkowie, sześciu pracowników PUM. Z relacji mieszkanki bloku wynika, że gdy jej sąsiad znosił do samochodu pościel, zniecierpliwieni pracownicy miejskiej spółki postanowili przyspieszyć akcję i… zaczęli wyrzucać przez balkon jego rzeczy. Z okna na czwartym piętrze leciały nie tylko firanki i karnisze czy drobne przedmioty, ale taborety, stół, szafki kuchenne, komoda z lustrem. Meble z hukiem roztrzaskały się o ziemię, a odłamki szkła rozprysły po okolicy. – Cały ogródek zniszczony, kawałki szkła jeszcze w nim leżą.

Jak można było tak postąpić? Niejedna osoba była już eksmitowana z tego bloku, ale nigdy w taki sposób! Aż się we mnie zagotowało, widząc, jak wyrzucają jego rzeczy. A gdyby tam akurat bawiły się dzieci? Zaczęłam krzyczeć, żeby przestali, to powiedzieli, że kierownik im tak kazał, oni za mało zarabiają, żeby się wysilać, a poza tym w mieszkaniu jest taki smród, że nie idzie wytrzymać. Skandal!

No, jak ma nie być smrodu, skoro jakieś dwa lata temu zakręcili człowiekowi wodę i zdemontowali kaloryfery w mieszkaniu. Żył na czwartym piętrze bez bieżącej wody i centralnego ogrzewania. Dwa lata, jeśli nie dłużej, nosił wodę w bańkach. Przecież tak nie wolno. Ten człowiek płakał, gdy go wywozili na Rejowiecką. Wszystko mu zniszczyli, nie ma już żadnej szafki, taboretu, nic – opowiada zszokowana skandalicznym zachowaniem pracowników PUM-u kobieta.

Czy w taki właśnie sposób miasto postępuje z ludźmi – chorymi, uzależnionymi, dłużnikami, ale wciąż ludźmi? Czy urzędnicy poczuwają się w ogóle do winy za skandalicznie przeprowadzoną eksmisję? Na te pytania, niestety, nie poznaliśmy odpowiedzi z uwagi na (najpewniej) sezon urlopowy i nieobecność kierownictwa. Natomiast powiadomiony o sprawie magistrat, jak zapewnia D. Gil, wystąpił do PUM-u o wyjaśnienia.

Prokuratura: To przestępstwo

Śledczy z Prokuratury Rejonowej w Chełmie nie mogą uwierzyć, że pracownicy miejskiej spółki postąpili w taki sposób. Raz, że w grę wchodzi zniszczenie cudzego mienia. Dwa, to celowe narażenie na niebezpieczeństwo innych osób. Przecież gdyby szafka z lustrem spadła na kogoś, doszłoby do tragedii. Śmierć na miejscu. Czy pracownicy PUM – oraz kierownik, jeśli faktycznie działali na jego polecenie – pomyśleli o tym, wyrzucając meble z balkonu na 4. piętrze?

Przestępstwo z art. 288 par. 1 Kodeksu karnego („Kto cudzą rzecz niszczy, uszkadza lub czyni niezdatną do użytku, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5”) jest ścigane na wniosek pokrzywdzonego. Oznacza to, że zawiadomienie musiałby złożyć eksmitowany mężczyzna. Ale już przestępstwo z art. 160 park. 1 kk, czyli „Kto naraża człowieka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu, podlega karze pozbawienia wolności do lat 3”, ścigane jest z urzędu. Czy dojdzie zatem do wszczęcia postępowania w tej sprawie, a pracownicy miejskiej spółki poniosą konsekwencje? Do tematu wrócimy. (pc)