Tanecznym krokiem przez życie

Jest młody, zdolny i pracowity. W tańcach latynoamerykańskich doszedł już na sam szczyt. Osiągnął klasę S, czyli najwyższy, mistrzowski poziom, którym może poszczycić się niewielu tancerzy w Polsce, zwłaszcza w tak młodym wieku.

Karol Choma ma 20 lat. Pochodzi z Chełma, a od dwóch lat mieszka w Warszawie. Tam studiuje psychologię na Akademii Pedagogiki Specjalnej w Warszawie i pracuje jako instruktor tańca sportowego. Jest czynnym zawodnikiem Kadry Narodowej powołanej przez Federacje Tańca Sportowego, co oznacza, że może reprezentować Polskę w zawodach rangi Mistrzostw Świata i Mistrzostw Europy. Na swoim koncie ma mnóstwo sukcesów. Był wielokrotnym finalistą Mistrzostw Polski, zwycięzcą na turnieju Christmas Dance w Norwegii, zdobył 3. miejsce w na turnieju World Open w Mikulovie w Czechach, był także finalistą i zwycięzcą na turniejach WDSF International na Litwie, Łotwie, Ukrainie i Słowacji. Od kilku lat przywozi też nagrody z turniejów z cyklu Grand Prix Polski. Młody chełmianin ma za sobą także występy u boku wielkich gwiazd, m.in. InGrid czy Maryli Rodowicz podczas Sylwestra z Polsatem. Występuje także na deskach Krakowskiego Teatru Muzycznego Variete w spektaklu Rewia.
* * *
Nowy Tydzień: – Podobno śpiewać każdy może. A tańczyć?
Karol Choma: – Taniec to ruch ciała do muzyki. Wierzę w to, że każdy potrafi się ruszać na swój indywidualny sposób. Osoby, które uważają, że nie potrafią tańczyć są w błędzie. Po prostu nie przełamują swoich barier, a wystarczy wsłuchać się w muzykę i podążyć za nią ciałem. I wszystkim się uda – trochę lepiej lub trochę gorzej!
– Tobie ewidentnie udaje się lepiej. Lista Twoich osiągnięć jest imponująca. Czy okupiona ciężką pracą?
– Sukces nie przychodzi łatwo, ani spontanicznie. Zawsze wiąże się z ciężką pracą. Teraz, z perspektywy czasu, wiem, że ta praca nie poszła na marne. Taniec stał się dla mnie już nie tylko pasją, ale też sposobem na życie i zawodem. Do tego dochodziłem jednak bardzo długo.
– A konkretnie, kiedy związałeś się z tańcem?
– To śmieszna historia. Miałem 9 lat. Koleżanka z klasy szukała partnera do tańca towarzyskiego i zaproponowała, żebym to ja z nią chodził na zajęcia. Nie byłem do tego przekonany i jej odmówiłem. Kilka dni później, kiedy moja babcia Danusia odbierała mnie ze szkoły, podszedł do niej ojciec mojej koleżanki i zaczął zachęcać, aby mnie jednak do tańca przekonała. Zapewnił, że będzie mnie na zajęcia przywoził i odwoził. Obym tylko się zgodził. I tak to się zaczęło.
– Czy dziewczyna, o której opowiadasz, tańczy z Tobą do dziś?
– I to właśnie najbardziej przewrotne w tej całej historii. Ona już niewiele później zrezygnowała z tańca. A mi bardzo się spodobał. Chęć do dalszych treningów napędzała też walka o kolejne sukcesy wspólnie z Klubem Tańca Towarzyskiego TAKT w Chełmie, gdzie stawiałem pierwsze kroki. Z nimi zdobyłem m.in. vice Mistrzostwo Polski w 2010 r., Mistrzostwo Polski w 2012 r. i doszedłem do półfinału Mistrzostw Świata Bremen w Niemczech. Później, kiedy byłem już w liceum, zacząłem szkolić się w Lublinie. Na treningi jeździłem codziennie, do domu często wracałem dopiero koło godz. 23. I to właśnie wtedy pojawiło się najwięcej momentów zwątpienia. Na szczęście było mnóstwo osób, które nie przestawały we mnie wierzyć i cały czas mnie wspierały. To przede wszystkim rodzice, siostry, przyjaciele, a nawet… nauczyciele z II LO, którzy byli dla mnie wyjątkowo wyrozumiali.
– A jakie masz plany na przyszość?
– Te najbliższe to turniej w Moskwie już 18 grudnia. Później przygotowania do Mistrzostw Polski. A dalsze plany? Chciałbym skończyć studia i zrobić specjalizację psychologa sportowego. Dalej chcę się uczyć tańca i dalej chcę uczyć go innych. Na pewno moim marzeniem jest otworzenie własnej szkoły tańca. To jednak odległa przyszłość.
– Jeśli będziesz się rozwijał w takim tempie jak dotychczas, to chyba nie tak odległa! Dziękujemy za rozmowę i powodzenia!
Rozmawiała Marlena
Gołębiowska

fot. Marcin Tumasz
www.emotionimage.pl