Tarasiuki pod wodą

Zalane łąki, podtopione domki i ogródki działkowe, brak wody i prądu – Tarasiuki, część Okuninki i Włodawy zmaga się z największą wodą w tym wieku, która opadając zostawia smród, brud i roje moskitów.

Najgorsza sytuacja jest w Tarasiukach, gdzie niezauważalna przez wielu rzeczka Tarasienka wystąpiła z brzegów i rozlała się wzdłuż doliny. Woda podtopiła nie tylko trawniki, ale też i domki letniskowe, garaże, budynki gospodarcze i ogródki.Zalała też dwie przepompownie wody i ścieków uniemożliwiając ich odbiór. Administrator sieci, czyli Spółka Wodno-Ściekowa Jezioro Białe – Glinki zdecydowała również o odcięciu tych posesji w bieżącą wodę.

– Choć woda powoli opada, to sytuacja nadal jest zła – mówi dyrektor spółki, Jerzy Łagodziński. – Dwie przepompownie są nadal zalane, a prognozy meteorologiczne nie są sprzyjające, bo w najbliższych dniach mają występować kolejne burze i deszcze. Jakby tego było mało, w rejonie przepompowni doszło do problemów z siecią energetyczną: elektrycy notowali spięcia i spadki napięcia, więc na powiatowym sztabie antykryzysowym zwróciłem się do starosty o wyłączenie wodociągu i kanalizacji w Tarasiukach.

Mieszkańcy wyłączonych posesji mogą zaopatrywać się w wodę butelkowaną w dwóch punktach w Okunince. Większość z nich zrozumiała sytuację i zrezygnowała z letniska w tym czasie. Niektórzy zostawili na działkach nawet swoje auta, bo woda odcięła ich od szosy. Cały czas monitorujemy sytuację i jak tylko stan wody na to pozwoli, uruchomimy dostawy. Na chwilę obecną ryzykować nie możemy, bo zachodzi obawa, że ścieki, które dostałyby się do rzeki, mogłyby zatruć Jezioro Glinki, gdzie kończy swój bieg Tarasienka – dodaje Łagodziński.

Z brzegów wystąpiła też Włodawka, czego jeszcze w tym wieku w lipcu nie notowano. Gorący klimat i gnijąca roślinność sprawiły, że dochodzi do śnięcia ryb spowodowanego tzw. przyduchą. By napowietrzać wodę dozwolono, a nawet zaleca się pływanie po Jeziorze Glinki na silnikach motorowych. Powoli opadający poziom odsłania też niezmierzone ilości błota i innego brudu, który deszcz spłukał do rzek.

W efekcie we Włodawie, Okunince i Orchówku niesamowicie śmierdzi, a dookoła unoszą się roje owadów, dla których są to idealne warunki do rozwoju. Wszystko to razem sprawia, że jest mało turystów. – Tak złego sezonu nie pamiętam – mówi sekretarz gminy Włodawa Marta Wawryszuk. – Najpierw Covid 19, później zła pogoda i teraz te podtopienia sprawiły, że na tygodniu ludzi w Okunince jest bardzo mało. (bm)