Tłok przed szpitalem

Po naszej interwencji pojawiły się w końcu krzesła przy wejściu do szpitala dla osób wypełniających ankiety epidemiologiczne. Ale to, co się dzieje przed wejściem, przeraża! – Ludziom puszczają nerwy w kolejce, tłoczą się bez maseczek nie zachowując dystansu, wyzywają. Musimy wzywać straż miejską – skarżą się pracownicy szpitala.

Od dwóch tygodni chełmski szpital usiłuje wracać do względnej normalności i otwiera poradnie dla pacjentów. Zanim jednak wejdą do budynku szpitala, muszą przejść weryfikację. Bada się im temperaturę oraz muszą wypełnić ankietę epidemiczną. Część osób skarżyła się, że te środki ostrożności to „pic na wodę”, bo przy wejściu nie ma np. dozownika z odkażaczem do rąk a długopisy podawane są kolejnym osobom bez odkażania. Pacjenci skarżyli się nawet na brak krzesła przy stoliku, przy którym mogliby wypełnić ankietę.

Po naszej interwencji krzesła się pojawiły. Okazało się też, że dozowniki zainstalowane są na kolumnie wewnątrz korytarza przychodni. Ale pracownicy szpitala skarżą się też na pacjentów, którzy nie dość, że nie przestrzegają zaleceń trzymania dystansu, to jeszcze są opryskliwi wobec nich. – Potrafią obrzucać pracowników niecenzuralnymi słowami, wyzywać od najgorszych jak zwracają im uwagę i nie chcą nosić maseczek ochronnych – mówi Mariusz Kowalczuk, zastępca dyrektora ds. administracyjnych w szpitalu w Chełmie.

Ludzie tłoczą się przed wejściem i przepychają w kolejce. Szpital poprosił o wsparcie Wojska Obrony Terytorialnej, które oddelegowały do pomocy jednego żołnierza.

– Ale zdarzały się przypadki, że wzywaliśmy jeszcze straż miejską, żeby zapanować nad tym chaosem – mówi Kowalczuk. – Takie zamieszanie trwa do godziny 11.00. Potem jest już spokój. (bf)