Trochę radości w Wielkim Poście

Za nami niedziela laetare, IV Niedziela Wielkiego Postu, której tradycja sięga początków chrześcijaństwa. Nazywana jest też niedzielą radości, ponieważ jej nazwa pochodzi od antyfony rozpoczynającej mszę świętą: „Laetare, Jerusalem” (Wesel się, Jeruzalem).


W tym dniu kapłan może przybrać ornat koloru różowego. Jak podaje Wikipedia ten kolor oznacza biel zmieszaną z fioletem, czyli radość wśród pokuty, chwilę wytchnienia podczas utrapienia.

Tradycja niedzieli laetare sięga czasów zanim ustalono 40-dniowy post. Wtedy czas pokuty przed Zmartwychwstaniem Pańskim rozpoczynał się od poniedziałku właśnie po IV niedzieli Wielkiego Postu. Była więc to ostatnia niedziela radości. W tradycji rzymskiej jest to od XVI wieku „niedziela róż”, ponieważ w tym dniu obdarowywano się pierwszymi rozkwitającymi kwiatami, a papież poświęcał złotą różę, którą obdarowywał osobę zasłużoną dla Kościoła. Stąd w liturgii różowy kolor szat.

Można go używać jedynie dwa razy w roku liturgicznym. Jeszcze w III niedzielę Wielkiego Postu zwaną Gaudete. „Złote róże” trafiły też do Polski, między innymi Jan Paweł II ofiarował złotą różę Sanktuarium Matki Boskiej Częstochowskiej. W 2006 roku papież Benedykt XVI uhonorował różą Miejsce Pamięci i Muzeum Auschwitz – Birkenau – to jedyna papieska róża koloru czarnego.

Zwykle niedziela laetare, wraz z którą rozpoczyna się druga połowa Wielkiego Postu stanowi wyjątek w 40-dniowym okresie pokuty. W tym roku ze względu na epidemię koronawirusa, nie było w niedzielę laetare w świątyniach ani gromadnie, ani wesoło. Przypomnijmy jednak, że niedziela ta nazywana jest również Matczyną. Miejmy więc nadzieję, że Matka Boża wysłucha gorących próśb swych modlących się i przyniesie ukojenie zbolałym i zaniepokojonym sercom swych wiernych.

Elżbieta Kasprzycka