Uwaga, sarny!

Sarny, dziki, łosie, jelenie są w ostatnim czasie częstymi gośćmi na zaśnieżonych drogach. Wychodzą na szosy, by zlizywać sól, która jest ich przysmakiem i bogatym źródłem mikroelementów. Stwarzają przy tym ogromne zagrożenie dla kierowców, szczególnie na śliskich nawierzchniach. Jedyna rada to zdjęcie nogi z gazu, bo możliwości ubiegania się o odszkodowanie po zderzeniu z np. sarną praktycznie nie ma.

Nie ma kierowcy, który nie musiał nagle hamować przed przebiegającą przez drogę zwierzyną. Problem jest szczególnie nasilony w miesiącach zimowych, gdy sarny czy jelenie podchodzą bliżej zabudowań. Wiąże się to nie tylko z poszukiwaniem łatwiejszego pożywienia, ale przede wszystkim z solą, którą na drogi sypią drogowcy. – Z tego, co wiem, jeżeli dojdzie do zderzenia auta ze zwierzyną, nie ma możliwości dochodzenia odszkodowania, o ile odcinek drogi oznakowany jest znakiem ostrzegawczym A-18b „Uwaga – dzikie zwierzęta”. Jeśli znaku nie ma, odszkodowania można dochodzić od zarządcy drogi – mówi Andrzej Milaniuk, nadleśniczy Nadleśnictwa Sobibór. – Wszystkie dzikie zwierzęta są własnością skarbu państwa, a ten nie jest ubezpieczony od tego typu wypadków. Dlatego najlepszą radą dla kierowców, którzy podróżują drogami, na których może występować zagęszczenie zwierzyny jest zdjęcie nogi z gazu. Ogólnie mamy bardzo dużo saren, łosi, czy jeleni, bo znajdują one u nas bardzo dobre warunki do bytowania. Zimą, w pobliże szos przyciąga je głównie używana przez drogowców sól, która jest dla zwierząt bogatym źródłem mikroelementów i minerałów. Szczególnie uważać trzeba o zmierzchu i o świcie, bo w tych porach aktywność zwierzyny jest wzmożona – dodaje Milaniuk.
Jego tezę potwierdza również Mirosław Sawicki, przewodniczący PZŁ w Chełmie. – Myśliwi odpowiadają tylko za szkody spowodowane przez zwierzęta w uprawach rolnych, a także wtedy, gdy szkoda ma związek z polowaniem, np. na drogę wybiegną zwierzęta wypłoszone przez nagonkę. Wszystkie inne zdarzenia mają nieuregulowaną sytuację prawną i dlatego nie ma możliwości dochodzenia roszczeń – tłumaczy Sawicki. (bm)