W huku

– Człowiek w zetknięciu z urzędem jest bezsilny – ubolewa chełmianin-emeryt, który od dawna bezskutecznie próbuje udowodnić przed chełmskim sanepidem, że niedosłuchu nabawił się w pracy.

Pan Grzegorz przez jedenaście lat pracował w jednej z większych chełmskich firm jako inspektor do spraw BHP. Twierdzi, że pracował w nadmiernym hałasie, przez co nabawił się niedosłuchu. Starszy, schorowany mężczyzna obecnie przebywa na emeryturze. Chce, aby jego niedosłuch uznano za chorobę zawodową (wówczas otrzymywałby wyższe świadczenie). W tym celu zgłosił się do Powiatowej Stacji Sanitarno-Epidemiologicznej w Chełmie.
– Sprawa ciągnie się już bardzo długo – mówi pan Grzegorz. – Sanepid neguje, że mój ubytek słuchu ma związek z pracą zawodową, a przecież przez lata pracowałem w huku. Jakiś czas temu udało mi się pozyskać w sanepidzie dokument będący pomiarem hałasu, przeprowadzonym w zakładzie w latach, gdy w nim pracowałem. Z dokumentu jasno wynika, w jak wielkim hałasie wówczas przebywałem. Według mnie to dowód w sprawie, ale chełmski sanepid tego dokumentu nie uznaje. Urzędnicy twierdzą, że brakuje na nim pieczątki, mimo że jest potwierdzony za zgodność z oryginałem. W efekcie sporządzona przez nich ocena narażenia zawodowego, która jest podsumowaniem warunków, w jakich pracowałem, jest dla mnie niekorzystna. Z takim dokumentem orzecznik nie uzna mojego niedosłuchu za chorobę zawodową. Z mojego punktu widzenia sanepid reprezentuje interesy zakładu pracy, a powinien być bezstronny. Próbuję dochodzić swoich praw, przedstawiam kolejnych świadków, kolegów z pracy, którzy zeznają, w jakich warunkach pracowaliśmy, bo chciałbym przebić ten mur. I nie chodzi tylko o mnie, bo racje wielu moich kolegów z pracy też nie są uznawane.
Pan Grzegorz swoje zastrzeżenia wobec chełmskiego sanepidu kierował do wielu instytucji, w tym m.in. do kancelarii premiera, prezydenta RP. Odpisywano mu, że organem kompetentnym do zajęcia się sprawą jest chełmski sanepid. Grażyna Rejter, Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Chełmie, zapewnia, że postępowanie prowadzone jest zgodnie z prawem.

– Do sporządzenia kart oceny narażenia zawodowego wykorzystano oświadczenia, pisma, protokoły przesłuchania świadków oraz dokumentację archiwalną byłych zakładów pracy tego pana – informuje dyrektor Rejter. – Wszystkie przedstawione przez niego informacje dotyczące pracy w zakładach pracy są brane pod uwagę i oceniane w świetle całości zebranego materiału dowodowego. Jednak na stanowiskach pracy tego pana nie było dokonywanych pomiarów hałasu. Wykaz pomiarów, na który się on powołuje to tzw. wykaz krotności NDN z lat 1996-2001 i odnosi się do konkretnych stanowisk pracy. Wykaz ten nie zawiera danych dotyczących stanowiska pracy tego pana. Nie zawiera też danych zakładu pracy, którego dotyczy, a jedynie nieczytelny podpis. Nie wskazuje nazwy czynnika, do którego te wartości się odnoszą. Wykaz zawiera wartości krotności NDN w szerokim zakresie (również bez przekroczeń NDN), a nie dane dotyczące poziomów hałasu podane w decybelach. Nie stanowi on wyników badań przeprowadzonych przez uprawnione w tym celu jednostki badawcze. Państwowy Powiatowy Inspektor Sanitarny w Chełmie jest organem bezstronnym, postępującym zgodnie z przepisami prawa.
Te tłumaczenia nie przekonują pana Grzegorza. – Słuch uszkodziłem w związku z wykonywaną pracą. To fakt. Co jeszcze mogę zrobić, do kogo pójść, czyje zeznania są potrzebne, aby to udowodnić? – pyta rozgoryczony mężczyzna. – Nie może być tak, że człowiek w zetknięciu z urzędem staje się bezsilny. (mo)
PS Imię zmienione. Personalia bohatera artykułu do wiadomości redakcji.