W urzędach praca wre

Epidemia koronawirusa to duże wyzwanie nie tylko dla mieszkańców, ale też dla urzędników. Część pracowników Urzędu Miasta Lublin, Urzędu Marszałkowskiego i Urzędu Wojewódzkiego pracuje w formie zdalnej, ale jest to zdecydowana mniejszość.


– W stanie epidemii prezydent (Krzysztof Żuk – aut.) pracuje normalnie, w ratuszu. W codziennej pracy prezydent stosuje się do zaleceń dotyczących zachowania higieny i bezpieczeństwa, podobnie jak wszyscy pracownicy urzędu – mówi Monika Głazik z biura prasowego ratusza. Krzysztof Żuk pierwsze spotkanie ze współpracownikami, dyrektorami kluczowych instytucji i wydziałów na temat zagrożenia koronawirusem odbył pod koniec lutego. – Od tamtej pory podobne spotkania, choć w gronie zawężonym ze względu na bezpieczeństwo, odbywają się w trybie doraźnym. W razie potrzeby prezydent bierze też udział w posiedzeniach Miejskiego Zespołu Zarządzania Kryzysowego – mówi o kulisach funkcjonowania ratusza w czasie epidemii M. Głazik.

W Urzędzie Miasta Lublin stosunkowo niewiele osób pracuje zdalnie, na co w związku z epidemią decydują się niektóre zakłady. – W Urzędzie Miasta Lublin na 1 marca zatrudnionych jest 1638 osób, a polecenie wykonywania pracy w sposób zdalny otrzymało 86 pracowników, czyli ok. 5 proc. ogółu – wylicza Monika Głazik.

Bardziej „łaskawy” jest dla swoich podwładnych Jarosław Stawiarski, marszałek województwa lubelskiego. Według stanu na wtorek, 24 marca aż 21% pracowników wykonuje obowiązki w formie zdalnej. Sam marszałek pracuje normalnie. – Jest w pracy codziennie. Pozostali członkowie zarządu również pracują. Spotkania z dyrektorami departamentów są ograniczane do absolutnego minimum – mówi Remigiusz Małecki, rzecznik prasowy marszałka.

Jak wygląda sytuacja w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim? – Według stanu na 24 marca, liczba ogółem pracowników zatrudnionych w Lubelskim Urzędzie Wojewódzkim, wynosi 888 osób, w tym 117 osób świadczy pracę zdalnie, co stanowi 13,17% wszystkich zatrudnionych – mówi Joanna Szwedo z oddziału ds. mediów i komunikacji społecznej LUW.

Obiekty MOSiR zamknięte, ale cała załoga… pracuje Epidemia koronawirusa stanowi ogromny problem dla Miejskiego Ośrodka Sportu i Rekreacji w Lublinie, spółki która i bez tego co roku generuje pokaźne straty, co przed miesiącem doprowadziło do odwołania przez prezydenta całego zarządu spółki. MOSiR 11 marca musiał zamknąć wszystkie swoje obiekty, co wiąże się z dodatkowymi dużymi stratami finansowymi. Jaka to kwota w skali tygodnia? – Jest za wcześnie, żeby mówić o konkretnych kwotach.

W związku z zamknięciem obiektów spółka nie ma przychodów chociażby z tytułu biletów wstępu na obiekty, ale także z tytułu odwołania zaplanowanych imprez i innych wydarzeń, co ma bardzo duże przełożenie na sytuację finansową w czasie trwania epidemii. W związku z epidemią koronawirusa wprowadziliśmy jednak szereg rozwiązań, które mają na celu ograniczenie kosztów funkcjonowania obiektów. Zrezygnowaliśmy z wydatków, które nie są konieczne – mówi Miłosz Bednarczyk, rzecznik prasowy MOSiR. Dodaje, że wszystkie obiekty, w tym baseny są utrzymywane „tylko w stopniu niezbędnym”.

Pracownicy MOSiR nie są wysyłani na urlopy bezpłatne. Większość pracowników administracyjnych wykonuje obowiązki w formie zdalnej. W jaki sposób pracują osoby zatrudnione przy obsłudze obiektów, np. szatniarze? – Pracownicy poszczególnych obiektów wykonują swoje normalne czynności, np. nad Zalewem Zemborzyckim lub zostali przydzieleni do innych obowiązków, których nie wykonują na co dzień, ale jedynie w takim zakresie, który w obecnej sytuacji jest bezpieczny dla ich zdrowia – tłumaczy M. Bednarczyk. Dodaje też, że każdy z pracowników może skorzystać np. z urlopu wypoczynkowego bądź zasiłku opiekuńczego na opiekę nad dzieckiem do 8 lat. Grzegorz Rekiel