Walka o życie Tymka trwa

Cierpiący na straszną chorobę serca Tymoteusz Skrajnowski z Krasnegostawu przyszedł na świat 18 lutego w Klinice Uniwersyteckiej w Munster w Niemczech. Jego rodzice wciąż potrzebują pomocy finansowej w leczeniu chłopca.

– Trwa walka o życie Tymusia! Nasz synek ma tylko pół serduszka… Za nami już jedna operacja, ale to nie koniec naszej walki… by serce mogło dalej bić, konieczna jest kolejna! – napisali na stronie siepomaga.pl rodzice Tymka Joanna i Przemysław Skrajnowscy z Krasnegostawu. – To, że nasz synek żyje, zawdzięczamy wspaniałym ludziom! Niestety, niebawem musimy znów stawić się w klinice w Munster. Teraz, w cieniu pandemii, nasza walka jest jeszcze trudniejsza, ale Tymuś nie może czekać! Bez kolejnej operacji jego serduszko może się zatrzymać – dodają.

Przypomnijmy. O dramacie rodziny Skrajnowskich pisaliśmy kilka razy. Pani Joanna w 22. tygodniu ciąży dowiedziała się, że chłopiec, którego nosi pod sercem, jest bardzo chory.

– Po kolejnych badaniach zapadła diagnoza: krytyczna wada serca – HLHS. Zespół niedorozwoju lewego serca (HLHS) ze skrajnie restrykcyjnym, praktycznie zamkniętym otworem owalnym. U Tymusia nie wykształciła się lewa komora serduszka i wszystkie jej struktury, zastawki, aorta… Było jeszcze gorzej niż przypuszczaliśmy. Pani Profesor poinformowała nas, że życie naszego dziecka jest mocno zagrożone, zdecydowanie bardziej niż innych dzieci z tą wadą, a rokowania są bardzo złe ze względu na praktycznie zamknięty otwór owalny.

Jego całkowite zamknięcie będzie oznaczać najgorsze, śmierć – wspominają Joanna i Przemysław. Rodzicie nie poddali się. Udało się im zebrać pieniądze na operację Tymka. Chłopiec przyszedł na świat 18 lutego 2020 r. w Klinice Uniwersyteckiej w Munster. Dzięki pomocy wspaniałych ludzi Skrajnowscy trafili do profesora Malca i współpracujących z nim polskich kardiochirurgów, którzy razem osiągają najlepsze wyniki w leczeniu i korekcji tak poważnych wad. Dzień po porodzie, ze względu na pogarszający się stan Tymka, zdecydowano się na jego pierwszą operację.

– Wylaliśmy morze łez. Widzieliśmy naszego małego synka w plątaninie kabli i rurek, z wielkim opatrunkiem na klatce piersiowej, w otoczeniu wielkich specjalistycznych maszyn. Nie było jednak innej drogi – tylko w ten sposób Tymuś mógł przeżyć! – piszą Skrajnowcy. W końcu nadszedł przełom. Z dnia na dzień stan zdrowia chłopca poprawiał się. Zaczął oddychać samodzielnie, bez wspomagania, jeść i przybierać na wadze. Saturacje diametralnie się poprawiły. – Niestety, za kilka tygodni musimy ponownie stawić się w klinice, ponieważ Tymcia czeka druga operacja ratująca życie. Na bieżąco monitorujemy stan serduszka.

Wysyłamy wyniki echo do kliniki i czekamy na decyzję lekarzy, kiedy będziemy mogli przyjechać. Ta decyzja może zapaść z dnia na dzień, dlatego musimy mieć zabezpieczone środki na kolejną operację i transport medyczny, który jest konieczny ze względu na stan Tymusia i sytuację związaną z pandemią. By ratować nasze dziecko, raz jeszcze musimy poprosić o pomoc. Bądź z nami i pomóż nam ocalić najcenniejsze, co mamy – życie naszego dziecka! – apelują Joanna i Przemysław.

Zbiórka na rzecz Tymka trwa pod adresem: www.siepomaga.pl/zbieramydlatymka
(k)