Weekend cudów

Szlachetna Paczka dotarła w tym roku na Lubelszczyźnie do 1800 rodzin, a w samym Lublinie do 545. W weekend 10-11 grudnia br. w całej Polsce paczki trafiły do potrzebujących.
Idea przekazywania prezentów skierowanych do konkretnych osób – najbardziej potrzebujących, to projekt Stowarzyszenia „Wiosna”, które od 2001 roku, niesie w okolicach świąt Bożego Narodzenia pomoc materialną najbiedniejszym rodzinom w całej Polsce.
Wolontariusze, którzy są łącznikami między potrzebującymi a obdarowującymi, wnikliwie sprawdzają historie osób zgłoszonych do Paczki. Spotykają się z nimi dwukrotnie w domach, zadają pytania, proszą o pokazanie rachunków i podejmują decyzję, czy dana rodzina kwalifikuje się do programu. Jeśli tak, to jej historia trafia na stronę internetową, a darczyńca może zdecydować, której rodzinie chce pomóc.
– Sama idea pomocy, która dociera do ludzi faktycznie potrzebujących pomocy, jest bardzo dobra, a wolontariusze mają bliski kontakt z rodziną, wiedzą, jaka jest jej sytuacja – mówi Rafał Pokorski ze sztabu „Szlachetnej Paczki” na Sławinku. Pan Rafał jako wolontariusz pomaga już po raz trzeci. – Do Paczki samodzielnie zgłosić się nie można, mogą to zrobić np. sąsiedzi osoby potrzebującej. Listą takich osób wspierają nas również miejskie lub gminne ośrodki pomocy rodzinie – dodaje wolontariusz.
Podczas spotkań z rodzinami wolontariusze zawsze zadają ten sam zestaw pytań: Dlaczego doszło do tak trudnej sytuacji? Co robi dana rodzina, żeby swój los poprawić? Jakie ma marzenia i czego konkretnie potrzebuje? Najczęściej ludzie wśród potrzeb wymieniają żywność i środki czystości, chociaż zdarzają się i rzeczy wyjątkowe. Mnie zdarzyło się wieźć drzwi wejściowe, których nie było w domu. Czasem wieziemy też łóżko, bo zdarza się, że nie ma nawet takich podstawowych rzeczy – mówi Rafał Pokorski. Akcja Szlachetnej Paczki niesie pomoc zarówno osobom samotnym, rodzinom dotkniętym nieszczęśliwymi wypadkami, jaki i osobom w trudnej sytuacji materialnej. – Zdarza się, że darczyńcy utrzymują kontakt z osobami, które obdarowują, zapraszają je na wigilię czy nawet proponują pracę u siebie – dodaje wolontariusz.

Takich historii są tysiące

Darczyńców szuka się przez różnego rodzaju akcje promocyjne, ale większość z nich zgłasza się już pierwszego dnia. – Nasza akcja jest znana i ludzie sami się organizują. W zeszłym roku jedną paczkę robiło średnio 35 osób, a jej przeciętna wartość wynosiła 2 300 złotych – mówi Rafał Pokorski. Jedną z osób obdarowanych tego dnia była starsza kobieta – pani Stefania, mieszkanka ulicy Serdecznej w dzielnicy Sławinek. Seniorka mieszka samotnie w małym, sypiącym się domku wciśniętym między nowoczesne osiedla. W mieszkaniu nie ma ogrzewania, starsza kobieta musi dogrzewać swoje lokum węglowym piecykiem tzw. kozą. W środku skromnie, maleńka kuchenka, łazienka, dwa niewielkie pokoiki, grube koce, zawieszone w drzwiach, chroniące przed utratą zimna. Pomieszczenia niewielkie, ale kolorowo pomalowane i zadbane – w rogu choinka ubrana w dawne bombki i domowej roboty ozdoby. Pani Stefania wzruszona i zawstydzona ilością paczek otwiera je po kolei. W środku głównie żywność trwała i środki czystości. Jest duży zapas mydła w płynie i proszku do prania. – O, tak się cieszę, mam jeszcze niektóre rzeczy z „chemii” z zeszłego roku – mówi pani Stefania, która „Paczkę” otrzymała po raz drugi. W środku jest też piecyk gazowy – wielka radość, bo wreszcie będzie można wykąpać się w ciepłej w łazience, w której nie było do tej pory ogrzewania. I coś specjalnego od darczyńcy. Mała, czerwono opakowana paczuszka z perfumami i drogimi kremami oraz kartka z życzeniami świątecznymi. – To wszystko takie piękne, dziękuję – mówi wzruszona pani Stefania.
Jej historia życia nie należy do wesołych. Swoich rodziców straciła bardzo wcześnie i razem z młodszym rodzeństwem trafiła do Domu Dziecka w Lublinie. – Tato został zabity przez piorun, a mama też wkrótce zmarła. Miałam wtedy dwie siostry, jedna była wzięta na wychowanie, ale mamy nadal kontakt. Obie wyszły za mąż i mieszkają w Świdniku. Nasz brat też jest żonaty – mówi pani Stefania. – Kontakty ze sobą utrzymujemy, teraz chcą mnie do siebie na święta zabrać – dodaje.

Życie nie usłane różami

Swojego męża pani Stefania poznała podczas pracy w MPWiK. – Połączyła nas woda – śmieje się pani Stefania. Byli bardzo zgodnym małżeństwem, niestety, nie doczekali się własnych dzieci. – Mąż miał trójkę dzieci jako kawaler i razem je wychowaliśmy. Dwie córki mieszkają niedaleko, a syn w Stanach Zjednoczonych, ale mamy kontakt, przychodzą do mnie – mówi pani Stefania. To trudny czas dla niej, bo rok temu umarł jej ukochany mąż, a środki na życie nie wystarczają na zakup jedzenia czy niezbędnych rzeczy do domu. – Ciężko jest mi teraz, tęsknię za nim bardzo. No, tak to leci, ale muszę sobie jakoś radzić, chociaż mam tylko po nim małą rencinę, a za wszystko trzeba zapłacić – dodaje.
Pani Stefania utrzymuje się z 900 złotych renty po mężu. Sama ma poważne problemy ze zdrowiem. – Nie jestem już taka sprawna, nie mogę pójść i dźwigać coś ciężkiego, w domu staram sobie sama dawać radę, ale jak tak zimno i ślisko, to nie wychodzę – mówi. – To dla mnie bardzo duża pomoc jest, bardzo, bardzo dziękuję – powiedziała ze łzami w oczach seniorka. W tym roku Szlachetne Paczki przygotowali m.in. rektor KUL, ks. Antoni Dębiński i wojewoda lubelski Przemysław Czarnek. W samym Lublinie, w różnych dzielnicach, działało 7 sztabów tej akcji.
Emilia Kalwińska

Nadal można wpłacać  pieniądze dla potrzebujących w ramach akcji „Szlachetna Paczka”. Wystarczy wejść na stronę internetową: http://www.szlachetnapaczka.pl/, wybrać formę pomocy i kwotę, jaką chcemy wpłacić.