Wkręcony w urzędniczą machinę

Starszy człowiek w swoim domu nie okazał dowodu Strażnikowi Miejskiemu. Jak mówi, bał się, że może paść ofiarą oszustwa lub kradzieży. Banalne wykroczenie zostało potraktowane z pełną surowością – trafiło na policję, potem do prokuratury, a swój podwójny finał znalazło w sądzie, który także nie okazał litości. – Zostałem potraktowany jak pospolity przestępca, choć jedynie broniłem swoich praw – mówi pan Wacław.

Wszystko zaczęło się od wizyty. 13 października 2016 roku dom pana Wacława, wiekowego już, choć nadal czynnego zawodowo rzemieślnika z Włodawy odwiedziło dwóch strażników miejskich. Cel odwiedzin bynajmniej nie był towarzyski. Stróże prawa zostali wysłani, by sprawdzić, czy na posesji pana Wacława znajdują się wymagane prawem pojemniki na odpady. – Jeden z funkcjonariuszy został na zewnątrz, drugi wszedł do domu – opowiada nasz rozmówca. – Byłem sam, nie miałem pojęcia, czy ten człowiek w rzeczywistości jest strażnikiem, czy może przebierańcem, który chce mnie okraść, tyle się przecież teraz słyszy o fałszywych policjantach, którzy odwiedzają starszych ludzi. Cofnąłem się w głąb mieszkania, a on powiedział, żebym się wylegitymował i pozwolił na przeszukanie domu. Gdy zapytałem, czy ma odpowiedni nakaz z prokuratury, stwierdził, że nie, więc grzecznie go wyprosiłem – wspomina wydarzenia sprzed dwóch lat pan Wacław.
Szybko okazało się, że strażnicy byli prawdziwi, a powodem ich wizyty był fakt, że pan Wacław nie płacił podatku śmieciowego do Międzygminnego Związku Celowego. – Nadal tego nie robię, bo uważam, że jest to pogwałcenie moich podstawowych praw – twierdzi mężczyzna. – Nikt nie może decydować o mojej własności. Poza tym system uważam za skrajnie niesprawiedliwy i krzywdzący. Od zawsze zbieram każdy złom i makulaturę, na posesji mam dwa kompostowniki na odpady zielone i biodegradowalne. Butelki szklane i słoiki są dla mnie surowcem wtórnym, a nie odpadem, zaś nieliczne butelki plastikowe, które kupuję, oddaję paniom z targu, które sprzedają mleko – wylicza włodawski rzemieślnik. – Posiadam dowody sprzedaży metali kolorowych i makulatury. Pomijając jednak to, od 2012 roku mam podpisaną umowę z właścicielem sklepu, któremu wynajmuję lokal, że swoje śmieci mogę wrzucać do jego pojemników. Dlaczego więc mam płacić za coś, czego nie robię? – dziwi się mężczyzna.

W trybach urzędniczej machiny

Dzień po wizycie strażników dom pana Wacława odwiedziła dzielnicowa, która rozpoczęła dochodzenie w sprawie nieudzielenia informacji o tożsamości właściwemu organowi państwowemu. Urzędnicza, bezlitosna maszyna ruszyła. Kilka dni później pan Wacław dostał wezwanie do komendy. Policja, po sporządzeniu protokołu, przekazała go do prokuratury. – Prowadząca postępowanie prokurator stwierdziła, że mogłaby je umorzyć, ale wtedy popsułyby się statystyki – mówi rzemieślnik. Z prokuratury sprawa trafiła do sądu, a ten 17 lutego 2017 roku uznał go za winnego nieudzielenia informacji o tożsamości oraz stwierdził brak na posesji pojemników na odpady i skazał pana Wacława na karę grzywny w wysokości 600 zł. Po odwołaniu od pierwszego wyroku 21 kwietnia 2017 r. odbywa się kolejna rozprawa. Sędzia podtrzymał poprzedni wyrok, ale nie zdecydował się na wymierzenie kary panu Wacławowi. W międzyczasie, 30 marca 2017 r., nasz bohater znowu stanął przed obliczem włodawskiej Temidy, która tym razem uznała go winnym udaremnienia funkcjonariuszom Straży Miejskiej przeprowadzenia kontroli na posesji, karząc go grzywną w kwocie 500 zł.
Pan Wacław nie zamierza płacić ani grzywny, ani tym bardziej podatku śmieciowego. W efekcie na karku, a właściwie na swoim koncie, ma dwóch komorników – sądowego oraz z Urzędu Skarbowego, który ściąga zaległości w podatku śmieciowym. – Niestety, zostałem pozbawiony prawa obrony, bo wszystkie rozprawy odbyły się bez mojej obecności, zaocznie. Poza tym, podczas wizyty strażników nie było mowy o żadnych pojemnikach, co pojawiło się na ostatniej rozprawie – mówi. Rozżalony mężczyzna do Urzędu Skarbowego skierował pismo, w którym domaga się odstąpienia od egzekucji. – Nikomu nie jestem winien ani złotówki. Uczciwie zarabiam na życie i domagam się jedynie spokoju. Jako 17-latek społecznie odbudowywałem Polskę ze zniszczeń wojennych, a dziś ta Polska mnie prześladuje. System śmieciowy jest niesprawiedliwy i nielogiczny, więc póki żyję, będę z tym walczył – zapowiada mężczyzna.
– System śmieciowy jest formą podatku, więc dotyczy każdego – mówi Weronika Wereszczyńska z Międzygminnego Związku Celowego we Włodawie. – Nie ma tu żadnego znaczenia fakt, czy ktoś śmieci produkuje, czy też nie – płacić musi. Oczywiście, tak jak w każdej innej formie podatku, tak i w tej obowiązują umorzenia. Można się o nie starać tylko w określonych warunkach, np. w sytuacji nagłego zdarzenia losowego lub chwilowej ciężkiej sytuacji materialnej. Trzeba jednak pamiętać, że umorzenia nie mogą mieć charakteru stałego – dodaje Wereszczyńska. (bm)