Wojna, którą trzeba wygrać

– Trzy lata temu nie wiedzieliśmy, co to rak, jak bardzo jest niebezpieczny i co może zrobić naszej rodzinie. Teraz wiemy o białaczce wszystko, boimy się, nie śpimy przez nią po nocach. Najgorsze jest to, że wraca, kiedy wydaje się nam, że już będzie dobrze – mówią rodzice 11-letniego Kacpra ze Świdnika. Chłopiec walczy z ostrą białaczką limfoblastyczną. Choroba powróciła drugi raz. Potrzebny jest lek, lek – jak mówią – ostatniej szansy. Jego koszt to ponad 0,5 mln zł.

Jeszcze trzy lata temu Kacper Drzazga za Świdnika był radosnym i ciekawym świata chłopcem. Niestety los postawił przed nim i jego bliskimi nie lada wyzwanie. Walkę z ostrą białaczką limfoblastyczną (ALL).
– 27 października 2015 roku skończyło się normalne życie, które zastąpiła walka o życie naszego dziecka. Wtedy trafiliśmy do szpitala, z którego nie udało się wyjść przez wiele miesięcy. Kacper się męczył, prawie nie mógł wejść po schodach, był smutny, apatyczny. Tamtego dnia zadzwonili do nas z laboratorium, w którym robiliśmy Kacperkowi badania. W słuchawce słychać było głos kobiety, która kazała nam jechać do szpitala. To tego dnia zaczął nam się walić świat. Potem pierwsza seria chemioterapii, strach, nieprzespane noce, ale mimo trudnych początków w czerwcu 2016 roku odetchnęliśmy z ulgą. Wydawało nam się, że białaczka została pokonana… Coraz częściej myśleliśmy o koszmarze Kacpra w kategoriach przeszłości. Włosy zaczęły odrastać, uśmiech wrócił na jego twarz. Pamiętam, jak bardzo się cieszył z tego, że wraca do szkoły. To, co dla innych dzieci było koszmarem, dla naszego synka stało się marzeniem – mówi tata Kacpra.
Niestety, chłopcu nie było dane długo cieszyć się normalnością. W styczniu ubiegłego roku białaczka powróciła. Pojawiły się też powikłania: porażenie jelit wraz z zalegającą w nich treścią pokarmową, zapalenie trzustki i ciągły ból, na który nie pomagały nawet najsilniejsze leki. Kacper na kilka tygodni stracił nawet możliwość chodzenia. W czerwcu ubiegłego roku otrzymał szansę na normalne życie – przeszczep szpiku szkolnego. Dawcą była jego młodsza siostra. Po miesiącu wyszedł do domu i cała jego rodzina liczyła, że to wreszcie koniec koszmaru.
– Z radością żegnaliśmy sale szpitalne, które przez długi czas były dla nas drugim domem. Pomimo wszystkich wspaniałych ludzi – lekarzy, personelu szpitala, małych pacjentów i ich rodziców – mieliśmy nadzieję nigdy już nie znaleźć się w tym miejscu. Kacper po wakacjach rozpoczął naukę w piątej klasie. Wychodził na spacery, od czasu do czasu spotykał się z dawno niewidzianymi kolegami. Zdawało nam się, że zaczynamy żyć jak inne rodziny. Witaliśmy z radością każdy zwykły, szary dzień Niestety, przewrotny los miał wobec nas inne plany. W lutym tego roku, dwa tygodnie po feriach zimowych, na nogach Kacpra pojawiły się wybroczyny. Inni rodzice pewnie nie zwróciliby uwagi na te malutkie pojedyncze plamki, ale my znowu zaczęliśmy drżeć – wspominają rodzice Kacpra.
24 lutego br. dowiedzieli się, że Kacper ma drugą wznowę i trzeci raz musi stanąć do walki z rakiem. Walkę trudniejsza, niż za pierwszym razem. Jak mówią lekarze, chłopiec jest za słaby, by pokonać chorobę tylko dzięki chemii i wytrwałości. Nadzieją dla niego jest ponowny przeszczep szpiku kostnego. Aby był on możliwy, oprócz kolejnego bloku chemioterapii, konieczne jest podanie kilku serii nierefundowanego leku Blincyto. Bez niego Kacpra zabije chemia, albo białaczka.
– Leczenie tym lekiem musimy rozpocząć już z początkiem kwietnia, a nie mamy pieniędzy, by go zdobyć. Prosimy o ratunek. Trzecie starcie z białaczką też możemy wygrać, jeśli nam pomożecie – apeluje ojciec chłopca.
Zbiórka na lek odbywa się przez stronę Fundacji Siepomaga.pl. Wystarczy wejść na stronę www.siepomaga.pl/kacper-drzazga i przekazać dowolną kwotę. Zbiórka trwa do 29 marca. Wesprzeć akcję można także wysyłając SMS-a (na numer 72365 o treści S9792, koszt 2,46 zł). W piątek rano, na niecały tydzień przed końcem zbiórki, akcję wsparło już ponad 10 tys. osób przekazując kwotę ok. 353 tys. zł, co stanowi to 60 proc. potrzebnej kwoty. Jest jeszcze czas, a każda złotówka się liczy.
Historia Kacperka porusza nie tylko mieszkańców Świdnika. Naszą redakcję odwiedziła jedna z mieszkanek miasta, która prosiła, aby także w chełmskim wydaniu Nowego Tygodnia nagłośnić zbiórkę na rzecz chłopca.
– Jestem emerytowaną nauczycielką. Los dzieci – zwłaszcza tych chorych – leży mi na sercu. Apeluję do wszystkich, by wpłacić choć złotówkę. A jeśli nie jest to możliwe, to przekazujmy tę informację dalej. Musimy zrobić wszystko, by ten wspaniały chłopiec żył; aby miał szansę na życie – mówi kobieta. (w)

UDOSTĘPNIJ