Wójt umywa ręce

Zamieszanie, jakie od miesięcy trwa w Szkole Podstawowej w Wierzbicy, nie umyka uwadze radnych i po raz kolejny jest podnoszone podczas sesji rady gminy. Ale co zaskakujące, nie przeszkadza już wójt Zdzisławie Deniszczuk, która „umywa ręce” i nie chce ingerować w sprawy placówki. I dziwi się, że podstawówka w Wierzbicy jest na tapecie a o innych szkołach prasa się nie rozpisuje. Czyżby gdzieś jeszcze działy się podobne „cyrki”?

Temat Szkoły Podstawowej w Wierzbicy wrócił ponownie na nadzwyczajną sesję rady gminy, 6 listopada. Ale sesja, bynajmniej, nie została zwołana z powodu zamieszania, jakie od miesięcy dzieje się w placówce, ale z powodu konieczności wprowadzenia zmian w budżecie gminy. I to, że podczas wolnych wniosków wywołano sprawę szkoły, wyraźne nie spodobało się wójt Zdzisławie Deniszczuk.

– Miałam na temat szkoły w ogóle się nie wypowiadać, bo moje dzieci skończyły edukację, ale to, co się dzieje ostatnio, szum, który powstaje w szkole, to jest gorzej niż za poprzedniej dyrektor – rozpoczęła radna Anna Flisiuk. – Dlaczego giną dokumenty nauczycieli? Dlaczego toczy się tyle spraw sądowych? Dyrektor wytacza sprawy nauczycielom, będzie płaciła potem odszkodowania. Czy nas na to stać? Zatrudnia się nowych nauczycieli, a nasi nauczyciele, którzy u nas w szkole pracują, nie mają godzin etatowych. Zwalnia się nauczycieli, zwalnia psycholog po to, żeby zatrudnić następną. Nie uważam, że jest to rozwiązanie – zwalniać ludzi po to, żeby w to miejsce zatrudniać.

Radna zwróciła też uwagę na fatalnie rozwiązaną kwestię rozwożenia uczniów po lekcjach. Ostatni autobus wyjeżdżał spod szkoły o godzinie 15.20. Na ostatni przystanek dzieci docierały dopiero o 17.20. – Przez dwie godziny objeżdżały całą gminę – mówiła radna. – Natomiast 11 października o godzinie 23.15 pojawił się komunikat na facebooku, że 12 października autobusu nie będzie, bo kierowca jest chory. Nie wszyscy siedzą i obserwują w nocy Internet. Wstają rano, żeby dostać się do szkoły.

Radna wytknęła też, że w czasie pandemii dyrektor szkoły zorganizowała dzień nauczyciela. – Po imprezie nastąpiło dużo zachorowań. Gdzie odpowiedzialność osoby, która potrafiła coś takiego zorganizować? – pytała A. Flisiuk.

Zresztą już wcześniej radni, nieoficjalnie, zwracali uwagę na specyficzne podejście gminy do dbania o bezpieczeństwo. – Z powodu pandemii zamyka się urząd gminy przed interesantami, ogranicza organizację sesji i komisji, chociaż dotyczy to 15 radnych, którzy spotykają się w dużej sali gimnastycznej, z zachowaniem odpowiednich odległości. A z drugiej strony nie ma żadnych ograniczeń jak są imprezy np. dzień nauczyciela, nadanie sztandaru straży, otwarcie dróg z pieczonymi prosiakami, nie wspominając już o partyjnych wyborach w Wólce Tarnowskiej – mówią. – Poza tym wójt nie widzi problemu w organizowaniu sesji dla jednego punktu zmiany w budżecie. Ale gdy chodzi o dotyczącą gminy, mieszkańców, nauczycieli, uczniów sprawę naszej szkoły, to udaje, że nic się nie dzieje.

Zdzisława Deniszczuk raczej nie spodziewała się, że podczas krótkiej sesji ktoś wywoła temat szkoły. Tłumaczyła, że dokumenty nie ginęły teraz, tylko za poprzedniej dyrektor, że o braku dowozu informowano w nocy w internecie, bo sytuacja zmienia się z godziny na godzinę, a kierowca zachorował. Przekonywała też, że nie było sytuacji, w której zostaliby zwolnieni nauczyciele o określonym profilu i w to miejsce zatrudnieni inni o podobnym profilu.

– Sprawa nauczycieli to sprawa dyrekcji. Po to organ prowadzący ma dyrekcję, żeby się tym nie zajmować. Nie zamierzam się tym zajmować – stwierdziła w końcu.

Ale nawet radni startujący z komitetu wójt uważają, że dzieje się coś bardzo niepokojącego. – Tyle zamieszania wokół tej szkoły, nawet prześladowanie radnych za to, że zajmują głos w sprawie szkoły, to też nie jest w porządku – stwierdził Bogusław Kulbicki, który jest przewodniczącym komisji oświaty w radzie gminy. – Powinna być zaproszona dyrektor, żeby osobiście przedstawiła swoje stanowisko.

Przyparta do muru Deniszczuk w końcu uległa i zapowiedziała, że przed najbliższą sesją poprosi przewodniczącego o zwołanie komisji, na którą zaprosi dyrektor, żeby radni mogli ją o wszystko wypytać. Ale nie mogła odmówić sobie przy tym złośliwości. – Dobrze, że widzicie i mówicie o tym, ale też zdajcie sobie sprawę z tego, że w tej chwili upadają zakłady pracy, ludzie zostają bez środków do życia a nauczyciele mają etat i gwarancję dochodu, co miesiąc – wypaliła tak, jakby nauczyciele dostawali pensję za nic.

Szybko się jednak zreflektowała i dodała, że taką samą gwarancję mają też samorządowcy. – Zdaję sobie sprawę, że życie w dobie epidemii dla szkoły, organizacja tej szkoły dla nauczycieli, rodziców i uczniów to bardzo ważna sprawa. To nie dotyczy tylko szkoły w Wierzbicy. Ale również szkoły w Święcicy, o której w ogóle nie rozmawiamy, dotyczy innych szkół w mieście i powiecie, o których nie czytamy w prasie. Tylko o szkole w Wierzbicy, więc może pora na jakąś refleksję.

Refleksja na pewno przydałaby się pani wójt. Przecież gdy kandydowała na stanowisko, to sprawy oświaty tak bardzo „leżały jej na sercu”. Gdy została wójtem, to nie umywała rąk i nie wahała się podejmować radykalnych kroków, łącznie z wypowiedzeniem pracy poprzedniej dyrektor czy karaniem naganą dyrektor szkoły w Święcicy za „brak należytego nadzoru nad szkołą”, czyli papę zerwaną z dachu przez wichurę. A gdy teraz dziwi się, że „tylko” o szkole w Wierzbicy rozpisuje się prasa, to niech powie, w których szkołach w mieście czy powiecie dzieją się podobne „cyrki”. Prasa chętnie się tym zajmie. (bf)