Wójt w kropce

Dyrektorzy wszystkich szkół w gminie Leśniowice chcą prowadzić ośmioklasowe podstawówki. Sęk w tym, że nie wszystkie placówki przetrwają ministerialną reformę, a część nauczycieli straci pracę. – Musimy ustalić nową siatkę szkół, ale to nie koncert życzeń – mówi wójt Wiesław Radzięciak.

Cztery lata temu wójt Wiesław Radzięciak, aby zaoszczędzić na oświacie przekazał gminne szkoły stowarzyszeniu. Nie mógł się wyzbyć ustawowego obowiązku zapewnienia dostępu do oświaty, więc organem prowadzącym dla dwóch szkół pozostała, choć tylko „na papierze”, gmina. De facto nabór do nich i tak prowadzi stowarzyszenie. W jego skład wchodzą m.in. urzędnicy, byli radni. W praktyce szkoły, choć stowarzyszeniowe, wciąż są pod nadzorem wójta. Reforma oświatowa w gminie Leśniowice kosztowała tamtejszych nauczycieli sporo nerwów. Niektórzy nie zgodzili się na nowe warunki zatrudnienia, w tym niższe pensje i zostali bez pracy. Kilkoro z nich do tej pory walczy o swoje racje w sądach. Sprawa otarła się nawet o Sąd Najwyższy, ale ostatecznego rozstrzygnięcia wciąż nie ma. Pozostałych nauczycieli, którzy zdążyli przywyknąć już do nowej sytuacji, nagle zelektryzowały ministerialne zapowiedzi o likwidacji gimnazjów. Zwolnień mogą spodziewać się nie tylko nauczyciele z Publicznego Gimnazjum w Sielcu, ale również pedagodzy z podstawówek w Teresinie, Rakołupach, Leśniowicach i Sielcu. O tym, że zapowiada się redukcja etatów, Radzięciak oficjalnie poinformował rodziców uczniów, nauczycieli i pracowników obsługi szkół na zwołanym nie tak dawno spotkaniu. Wójt poinformował na nim, że do końca marca 2017 r. samorząd ma przyjąć uchwały w sprawie nowych sieci szkół. Zwrócił uwagę, że liczba uczniów w gminie Leśniowice spada, a według statystyk 40-60 proc. dzieci urodzonych w gminie Leśniowice w praktyce mieszka poza nią. Obecnie w gminie jest tylu uczniów, że teoretycznie mogliby uczęszczać do jednej placówki. Temat budzi emocje. Na jednej z ostatnich sesji radni przyjęli i skierowali do Rady Ministrów stanowisko, w którym negatywnie opiniują reformę, określoną przez nich mianem „chaosu”. Tylko radna Barbara Dziedzic, była nauczycielka, zaciekle broniła ministerialnych planów, zapewniając jednak, że współczuje pedagogom, którzy stracą pracę, bo sama tego doświadczyła. Wójt, któremu reforma oświatowa sprzed paru lat przysporzyła grona przeciwników, mówi, że sam nie chce podejmować decyzji odnośnie tego, jak będzie wyglądała nowa siatka szkół. W związku z tym polecił zarówno dyrektorom szkół, jak i mieszkańcom gminy przedkładać propozycje odnośnie tego, czy chcą utworzyć jedną szkołę bez klas łączonych, czy kilku szkół z małymi, łączonymi klasami. Chciał, aby ustalenia w tej sprawie zapadły do końca grudnia br., ale okazało się to nierealne. Na razie każdy z dyrektorów zadeklarował, że chce prowadzić ośmioklasową podstawówkę.

– Niestety, to nie koncert życzeń – mówi Radzięciak. – Jedna szkoła na pewno musi zostać zlikwidowana. Nie chcę o tym decydować sam. Planuję rozmawiać w tej sprawie z przedstawicielami kuratorium, którzy podczas ostatniego spotkania z samorządowcami deklarowali taką chęć. Nie ukrywam, że w sprawie ustalenia nowej sieci szkół jesteśmy w kropce.
Wójt Radzięciak może pozazdrościć sytuacji oświatowej gospodarzom sąsiednich gmin, chociażby Edycie Niezgodzie ze Żmudzi, która kilka lat temu, mimo protestów, pozostawiła tylko jedną gminną szkołę, gdzie przeniesiono wszystkich uczniów. Dostosowanie żmudzkiej oświaty do ministerialnych wymogów nie będzie tak trudne jak w Leśniowicach.
– Sęk w tym, że cztery lata temu nie pomieścilibyśmy wszystkich uczniów w jednej szkole – tłumaczy Radzięciak. (mo)