Wreszcie wyrejestrowany

Pracował sumiennie przez dwa tygodnie, ale nie dostał pensji, umowy ani wypowiedzenia. Co gorsza przez kilka miesięcy nie mógł zarejestrować się jako bezrobotny. Mowa o jednym z byłych pracowników chełmskiego oddziału spółki Bezpieczny List, wcześniej Inpostu. Dzięki naszej interwencji wreszcie udało się wyjaśnić jego sytuację.

Pan Zbigniew (nazwisko do wiadomości redakcji) w lipcu ubiegłego roku podjął zatrudnienie w spółce Bezpieczny List, wcześniej działającej na naszym terenie jako Inpost. Jego praca polegała na dostarczaniu przesyłek na terenie gminy Wojsławice. Pracę rozpoczął dokładnie 12 lipca 2016 r. Tego samego dnia podpisał umowę-zlecenie. Dokumentu do ręki jednak nie dostał – miał zostać wysłany do Krakowa, tam podpisany i dopiero odesłany do Chełma. Tak się jednak nie stało.
– 25 lipca zwołano nas wszystkich na zebranie. Przyjechali też pracownicy z Włodawy i Krasnegostawu. Zostaliśmy poinformowani, że firma ma problemy i rozwiązuje z nami umowy. Zaczęto wręczać wypowiedzenia. Pytałem kierowniczki, co ze mną. Powiedziała, że nie mogę dostać wypowiedzenia, bo nie ma mojej podpisanej umowy. Przypuszczam, że pewnie nie została odesłana z Krakowa. Za przepracowane dwa tygodnie, nie dostałem ani złotówki. Dobrze, że choć dawali pieniądze na paliwo – opowiadał nam były pracownik Bezpiecznego Listu.

Jakiś czas później pan Zbigniew chciał się zarejestrować w urzędzie pracy w Hrubieszowie jako bezrobotny. Tu jednak pojawił się problem, bo okazało się, że w ZUS-ie figuruje jako osoba pracująca.
– Były pracodawca zgłosił mnie do ZUS-u. Przypuszczam, że to skutek pomyłki, bo żadnej składki za mnie nie zapłacono. Najgorsze jest to, że nie mam żadnych dowodów na to, że pracowałem w Bezpiecznym Liście – ani umowy, ani wypowiedzenia, ani świadectwa pracy. Dobrze, że jestem płatnikiem KRUS-u, bo inaczej miałbym problem z ubezpieczeniem zdrowotnym – skarżył się mężczyzna.
Mężczyzna próbował załatwić sprawę na własną rękę. Złożył w ZUS-ie w Hrubieszowie wymagane dokumenty. Powiedziano mu, że załatwienie sprawy może zająć nawet pół roku. O pomoc dla pana Zbigniewa poprosiliśmy Małgorzatę Korbę, regionalnego rzecznika ZUS w Lublinie. Już kilka dni później sprawa została wyjaśniona.
– Okazało się, że sprawę prowadził pruszkowski ZUS, właściwy ze względu na nową siedzibę spółki – wyjaśnia M. Korba. – Żeby ją zamknąć, potrzebowaliśmy tylko brakującego wyrejestrowania z ubezpieczeń. Mogła je złożyć jedynie spółka, która zgłosiła pana Zbigniewa do ZUS. I tu pojawiły się schody. Spółka poinformowała nas, że dokumentacja pracowników jest rozrzucona po jej wielu oddziałach w Polsce i w związku z tym niekompletna. W dodatku w ciągu ostatnich miesięcy spółka przeprowadziła się z Krakowa do Chlebni pod Grodziskiem Mazowieckim, co jeszcze bardziej utrudniało dotarcie do niezbędnych informacji. 9 lutego do ZUS wpłynął dokument, o który prosiliśmy. To prostuje zapisy na koncie pana Zbigniewa i kończy postępowanie.

Jak tłumaczy rzeczniczka ZUS, osoby, które znalazły się w podobnym położeniu, co pan Zbigniew pierwsze kroki powinny skierować do swojego pracodawcy lub zleceniodawcy. To on ma obowiązek skorygować błędy w dokumentach przekazanych do ZUS. Jest to najczęściej najprostsza i najszybsza droga do wyjaśnienia sytuacji ubezpieczeniowej.
– Jeśli jednak firma nie chce współpracować albo nie ma z nią kontaktu, wtedy warto zwrócić się do ZUS-u i przekazać dokumenty, które świadczą o okresie współpracy. ZUS rozpocznie wtedy postępowanie wyjaśniające, będzie ustalał, jak powinny wyglądać zapisy o ubezpieczeniu. To, w jakim terminie zakończy się takie postępowanie, zależy głównie od firmy. Jeśli nie ucieka od pytań ZUS i na bieżąco przekazuje brakujące dane, to sprawę można zamknąć szybko. W przypadku osób zatrudnionych na umowie o pracę dyscyplinująco może zadziałać na pracodawcę także zgłoszenie sprawy w Państwowej Inspekcji Pracy. Pozwanie firmy do sądu to zwykle ostateczność – tłumaczy M. Korba.
– Bardzo dziękuję redakcji za pomoc w rozwiązaniu tej skomplikowanej sytuacji – mówi pan Zbigniew. – Najważniejsze, że teraz bez problemu będę mógł się zarejestrować w PUP. Na zaległe wynagrodzenie, które powinienem dostać, chyba machnę już ręką. Przypuszczam, że koszty postępowania sądowego byłyby o wiele wyższe, niż ta pensja. (kw)